Naukowcy biją na alarm. Temperatura w Europie podnosi się dwa razy szybciej niż w innych częściach świata
Niemieccy hydrolodzy podnoszą alarm w sprawie stanu wody w Renie. Na stopniu w Kaub - kluczowej płyciźnie, przez którą muszą się przeprawiać transportowe barki - jest ponad metr wody. Daleko więc do rekordowo niskiego poziomu 30 centymetrów z ubiegłego roku, gdy rzekę w tym miejscu można było przebyć w gumiakach lub plażowych klapkach. Jednak ten metr z kawałkiem, mierzony w połowie czerwca, to dużo mniej niż sezonowa norma.
Już teraz - według rzecznych logistyków - barki transportujące towary w górę rzeki mogą załadować najwyżej 60 procent swojej maksymalnej ładowności. A to poważnie ogranicza możliwości dostarczenia chociażby oleju napędowego do odbiorców. Dlaczego to ważne?
Bo chodzi o Ren. Rzekę wijącą się setki kilometrów - od Alp do Morza Północnego. Rzekę wykorzystywaną do transportu milionów ton produktów naftowych i innych ważnych towarów w całej Europie, w tym żwiru, węgla i rudy żelaza. Z powodu braku wody w tej najważniejszej rzece już wcześniej kulało przetwarzanie ropy naftowej czy produkcja energii. Poważne kłopoty miał też przemysł motoryzacyjny. A prognozy na ten rok są fatalne.
W sierpniu ma być gorzej niż rok temu. Już teraz gwałtownie rośnie cena paliwa do barek rzecznych. Podrożał też całościowy koszt transportu na najpopularniejszym odcinku z Karlsruhe w południowo-zachodnich Niemczech do Holandii. Jego cena jest już dwa razy wyższa niż średnia z pięciu lat. Wszystko wskazuje zatem na to, że będziemy mieć powtórkę z rozrywki, tyle że wyjątkowo mało wesołą.
Naukowcy biją na alarm. Temperatura w Europie podnosi się dwa razy szybciej niż w innych częściach świata. Pierwszą ofiarą tych zmian padła Hiszpania wraz z innymi państwami zachodniej części Morza Śródziemnego. W wielu rejonach porządny deszcz nie spadł tu od blisko dwóch lat. Między majem ubiegłego roku, a kwietniem tego roku temperatura w północnym Maroku, Algierii, południowej Hiszpanii, południowej Francji i północnych Włoszech była o 2,5 stopnia (a czasami nawet o 4 stopnie) wyższa niż wieloletnia średnia. Skąd te rekordy? Bo fale upałów są coraz dłuższe. Przychodzą jedna po drugiej. Nie są przerywane deszczem, a jedynie nieco niższą temperaturą. Na dodatek nie pada, nie ma parowania, które schładza przyrodę i daje roślinom i ludziom chwile ulgi. A to i tak tylko dane cząstkowe dotyczące sezonu letniego. Podsumowanie całego ubiegłego roku wypada jeszcze gorzej. W każdym punkcie.
Ze wspólnego raportu Światowej Organizacji Meteorologicznej i europejskiego programu badawczego Copernicus wynika, że:
- w ubiegłym roku w Europie było cieplej aż o 2,3 stopnia niż w erze przedprzemysłowej, a lato było najgorętsze w historii kontynentu - najmocniej to ocieplenie odczuła Skandynawia i półwysep Iberyjski,
- Europa doświadczyła największego nasłonecznienia i drugiego najniższego zachmurzenia w historii,
- susza, która nawiedziła przede wszystkim Włochy i Hiszpanię, była najpoważniejsza od pół tysiąca lat; w Hiszpanii zasoby wody spadły o połowę,
- wyschły rzeki, przepływy były w nich drugie najmniejsze w historii pomiarów,
- temperatura mórz okalających Europę wzrosła do rekordowego poziomu,
- w rekordowym tempie topniały górskie lodowce; w najwyższych europejskich górach spadło rekordowo mało śniegu, a saharyjski pył, który pokrył szczyty, sprawił, że lód nagrzewał się szybciej i szybciej spływał,
- z powodu różnego rodzaju zjawisk pogodowych zmarło ponad 16 tysięcy osób,
- straty spowodowane tymi gwałtownymi zjawiskami - szczególnie ulewami i powodziami - oszacowano wstępnie na 2 miliardy dolarów.
Naukowcy nie mają wątpliwości: zjawiska pogodowe z ostatnich lat to nowa norma, a nie tylko pojedyncze anomalie.
USA. Wyschnięte koryto rzeki ujawniło ślady łap dinozaura sprzed 113 milionów lat
To wszystko stanowi fatalne prognozy dla europejskiego rolnictwa. W Hiszpanii i Portugalii plantatorzy zbierają mniej owoców mniejszych rozmiarów. Drzewa nie były w stanie rodzić z powodu braku wody w okresie dojrzewania. Problemy mają nawet plantacje oliwek, mimo że drzewa oliwne uważane są za jeden z najbardziej odpornych na ekstremalną temperaturę i długotrwałą suszę. Zagrożone są zbiory warzyw i owoców w kraju będącym największym eksporterem w Europie. I nie chodzi o chwilową anomalię, ale o to, że znaczna część Hiszpanii staje się pustynią. Dosłownie.
Na koniec jednak dwie dobre wiadomości. Po pierwsze - z powodu rosnącego nasłonecznienia ubiegły rok był pierwszym w Unii Europejskiej, w którym z wiatru i słońca wytworzono więcej energii elektrycznej niż z gazu ziemnego. I była to ponad jedna piąta całego prądu. Jednocześnie większość Europy zużyła mniej energii na ogrzewanie, bo przeciętnie w chłodniejszych miesiącach roku było dużo cieplej niż zwykle. Zjawisko ma się pogłębiać z biegiem czasu, choć Europejczycy będą zużywać więcej prądu w lecie, bo wtedy będzie stanowczo za gorąco.
Po drugie - Bałtykowi będzie niewiele brakować do Morza Śródziemnego. Malownicze plaże z gwarancją słońca, ale bez upiornych upałów, już teraz zaczynają przyciągać turystów, którzy wcześniej masowo pielgrzymowali nad Adriatyk.
I to by było na tyle optymizmu na kontynencie, który - według naukowców - już teraz znalazł się w przyszłości, która miała nadejść za kilkadziesiąt lat.