advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Niemiecki motor ostro hamuje. Kij włożony w szprychy pochodzi z Chin

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
3 min. czytania
07.11.2023 14:45
Największa europejska gospodarka ma poważną zadyszkę. Tamtejsza motoryzacja nie wytrzymuje zderzenia z konkurencją z Chin, a niemieckie drogie elektryki w tej konkurencji odpadają już na starcie. To wszystko oznacza złe wiadomości także dla nas, bo polska gospodarka eksportem części do niemieckich fabryk stoi.
|
|
fot. Mark Schiefelbein / AP Photo

Niemiecka gospodarka hamuje. I choć teoretycznie nie można powiedzieć, by się kurczyła, to już samo hamowanie stanowi dla całej Europy nie lada problem. Niemcy mają na koncie kolejny kwartał "na zero". Przemysł nastawiony na eksport, zwłaszcza na handel z Chinami, cierpi z powodu ekonomicznego ochłodzenia. Musi też zmagać się z wysokimi kosztami i drogi prądem. A w niemieckim modelu gospodarczym, to właśnie tania energia produkowana z taniego rosyjskiego gazu stanowiła strategiczną przewagę nad światową konkurencją. Ten model się skończył.

Niemcy musiały przestawić się na import surowców z daleka, za większe pieniądze. I szukać dla siebie innego sposobu osiągania przewagi. Muszą przemyśleć, dokąd chcą zmierzać, jakim krokiem i z kim pod ramię. Bo sytuacja na zewnątrz szybko się nie poprawi. Oparta o rosyjskie surowce niemiecka gospodarka jest świeżo po gwałtownym zwrocie. Musiała zerwać z uzależnieniem od rosyjskich surowców. Przestawić swoją energetykę, rezygnując z zamykania elektrowni atomowych. Cudem uniknęła wielkiej katastrofy, która groziła jej zaraz po zamknięciu przez Moskwę kurka z gazem. A potem po rosyjskiej napaści na Ukrainę, gdy Europa wprowadziła zakaz importu paliw z Rosji. Tamte dwa wiraże Niemcy pokonały nie bez kłopotów, ale ostatecznie nie wypadły z toru. Teraz znów mają do przemyślenia strategię stawiania na jednego konia. Konkretnie chińskiego.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Bo Niemcy są głęboko uzależnione od Chin. I to w obie strony, Chiny są drugim co do wielkości kierunkiem niemieckie eksportu, dostarczają niemieckim fabrykom wszystkiego, czego potrzebują. W ten sposób wszystkie niemieckie drogi prowadzą do Chin lub z Chin. A w gabinetach prezesów największych w Niemczech firm trwają nieustanne narady jak ten kierunek zmienić. Na razie za odklejanie niemieckiej gospodarki zabrał się rząd. Zalecił drobiazgowe kontrole celne towarów wyjeżdżających na wschód. Od lipca obowiązuje strategiczny dokument opisujący Chiny jako konkurenta na światowych rynkach. Odcięcie się od chińskich dostawców i odbiorców ma w rezultacie wzmocnić niemiecką gospodarkę. Jednak to potrwa cała lata, a w tym czasie do europejskich bram wciąż będą się zbliżać chińskie auto dywizje. W przemyśle motoryzacyjnym Chiny mają bowiem nad Niemcami dwie wielkie przewagi: to produkcja akumulatorów i zasoby metali ziem rzadkich. To, czego Chiny nie mają, to chińskie auta na europejskich drogach.

Dlatego tamtejsi producenci samochodów chcą wziąć Europę szturmem. Budując salony i podpisują umowy z działającymi dealerami, od Paryża po północne krańce Skandynawii. Pomysł na zdobycie europejskich serc i kieszeni jest taki: sprzedawać chińskie auta pod zielonymi sztandarami ochrony klimatu. Stawiać przy tym na coś, czego niemieckim markom nie udało się osiągnąć — niską cenę. Producenci z Chin mogą więc oferować tanie auta elektryczne dla mas. Korzystając z trendu: Europejczycy chętniej rozstawaliby się z benzyną, gdyby samochody na prąd były znacząco tańsze. Na razie zaś na liście najlepiej sprzedających się aut w Europie jest produkowana w Niemczech amerykańska Tesla model Y.

Jesienne przedwiośnie w polskiej gospodarce. Coś drgnęło. I nie jest to 'odbicie zdechłego kota'

Wróćmy jednak do chińskiej elektromotoryzacji. Chiny są w tej dziedzinie prawdziwą potęgą. Jedna z najbardziej znanych marek BYD ogłosiła, że w ciągu ostatniego roku podniosła sprzedaż o 75 procent, a z jej salonów od stycznia wyjechało już ponad 2 miliony aut. Rynkowa wartość firmy przekracza dzisiaj wartość Mercedesa, Volkswagena czy BMW. Gdy jeszcze 20 lat temu zajmowała się produkcją baterii do telefonów komórkowych.

Chiny zajęły dominującą pozycję w produkcji ogniw elektrycznych dla motoryzacji. Zajmują się przetwarzaniem litu, kobaltu i manganu. Bez tych surowców nie powstanie prawie żadna bateria do auta. Chiński sukces w tej dziedzinie jest nie do powtórzenia. Badający rynek motoryzacyjny Allianz obliczył ostatnio, że w najbliższych latach łączny zysk europejskich producentów samochodów spadnie o 7 mld dolarów. Z dwóch powodów, dlatego, że w Europie będzie się sprzedawać coraz więcej "chińczyków", oraz dlatego, że w Chinach spadnie sprzedaż aut z Europy. Co szczególnie zaboli niemieckiego Volkswagena, który do niedawna niepodzielnie tam królował.

To wszystko także nas powinno obchodzić, bo niemiecka zapaść kładzie się cieniem na gospodarkach najmocniej z nią związanych, w tym polskiej, bo Polska eksportem stoi. Szczególnie eksportem części i podzespołów dla niemieckiej motoryzacji. Hamowanie przemysłu w Niemczech, to hamowanie produkcji w Polsce. Co zresztą już się dzieje. I nie wiadomo jak długo potrwa.