advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Deutscher motor kaputt. Czyli jak siłacz stał się "chorym człowiekiem Europy"

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
21.02.2024 18:44
"Chory człowiek Europy" - tak ekonomiści lubią ostatnio mówić o Niemczech. Najpotężniejsza europejska gospodarka i jeden ze światowych gigantów ma się gorzej niż źle. Gospodarka się zwija, w szprychach dwóch wielkich kół zamachowych tkwią wielkie kije. Niemiecka duma - motoryzacja idzie na czołowe zderzenie z chińskimi autami elektrycznymi. A budowlanka stanęła, kiedy ceny mieszkań w Niemczech zaczęły lecieć na łeb, na szyję. Niemcy to największy partner handlowy krajów z naszego regionu Europy, więc fatalna sytuacja w tym kraju może być dopiero pierwszym klockiem gospodarczego domina.
|
|
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Ten odcinek będzie o europejskim motorze gospodarczym, który zaciął się na dobre. Niemiecka gospodarka ma się źle, a nawet gorzej niż źle, bo w ubiegłym roku była statystycznie najgorszą gospodarką świata. A i ten rok nie zaczął się dla niej najlepiej. Bo przez ten uporządkowany kraj przetaczają się jeden po drugim wielkie strajki, stoją pociągi, lotniska i drogi zablokowane przez wściekłych niemieckich rolników.

Źle ma się nie tylko gospodarka, ale też sami Niemcy, którzy ze swoimi budżetami domowymi odbywają właśnie powrót do przeszłości. A to dopiero pierwszy klocek europejskiego domina, Niemcy są dla wielu państw największym partnerem handlowym. Eksperci przewidują tymczasem, że także w tym roku Niemcy skurczą się ekonomicznie. I będzie to kolejny rok z rzędu.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Historia zaczyna się trzy lata temu, czyli ponad rok przed rosyjską agresją na Ukrainę, gdy Moskwa postanowiła wytoczyć Europie wojnę energetyczną. Liczyła na to, że europejskie gospodarki szybko staną, bo są uzależnione od taniej energii z Rosji. Chodziło konkretnie o jedną największą, ale że Europa to system naczyń bardzo ściśle połączonych, podcięcie nóg Niemcom miało położyć także inne klocki ekonomicznego domina. Rosja zamknęła więc gazociąg. I to w czasie, gdy wielka część Europy wychodziła z wyjątkowo zimnej wiosny.

To właśnie wiosenny chłód i bezwietrzna jesień stanowiły dla Niemiec pierwszy gwóźdź do gospodarczej trumny. Bo wiosną kontynent wykorzystał do grzania więcej gazu niż zwykle, a jesienią produkował z wiatru mniej prądu niż zwykle. Jedno i drugie sprawiło, że strategiczne zapasy zostały skonsumowane. Dostawy ze Wschodu stanęły, gaz w szczycie kryzysu podrożał ponad sześciokrotnie, w niemieckim modelu gospodarczym, to właśnie tania energia produkowana z taniego rosyjskiego paliwa stanowiła strategiczną przewagę nad światową konkurencją. Ten model się skończył gwałtownym hamowaniem. I dlatego obecnie Niemcy planują meblowanie swojej energetyki. Zastanawiają się na przykład nad ponownym uruchomieniem elektrowni jądrowych.

Deutscher motor kaputt. Kłopoty motorów niemieckiej gospodarki

Teraz o niemieckich kołach zamachowych. Jednego na pewno się domyślacie, ale drugie, większe jest dość nieoczywiste. To znaczy, że teraz powiemy, co kręci Niemcami. A właściwie kręciło.

Po pierwsze przemysł. Niemcy mają najpotężniejszy przemysł w Europie i są motoryzacyjnym zagłębiem. Ale to nie produkcja samochodów jest największą częścią tamtejszej gospodarki. O tym za chwilę, a najpierw o największym zagrożeniu dla niemieckiego flagowca. Bo niemiecka myśl motoryzacyjna idzie na zderzenie czołowe z Chińczykami. Największe chińskie firmy produkujące samochody elektryczne ruszają właśnie na podbój Europy. Azja produkuje bowiem taką masę aut na baterie, że kończy się dla nich miejsce na chińskich drogach. Dlatego w tym roku na Zachód ma ruszyć flotylla chińskich statków ro-ro specjalnie przystosowanych do transportu elektryków. Jeśli operacja się powiedzie, na europejski rynek trafią miliony aut, a nie jak dotychczas dziesiątki tysięcy.

Los niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego znajdzie się w rękach Europejczyków, którzy staną przed wyborem: chińskie, ale tanie na prąd, czy dwa razy droższe zachodnie, możliwe, że na benzynę. Ostatni odwrót Europejczyków od zakupu aut na baterie mógłby sugerować, że zwycięsko z tego starcia może wyjść bardziej tradycyjna motoryzacja niemiecka. Z drugiej jednak strony z badań konsumenckich wynika, że hamowanie sprzedaży elektryków to efekt zawieszenia rządowych dopłat i astronomicznie wysokich cen. A w tej kategorii Chińczycy wygrywają w cuglach. Chińskie auta są o co najmniej połowę tańsze niż podobne europejskie. A niemiecki przemysł nie jest wystarczająco elastyczny i innowacyjny, by szybko dogonić Chiny nie tylko, gdy chodzi o technologię produkcji, ale przede wszystkim o cenę.

Długa lista niemieckich kłopotów

Ale jest też znacznie większa niemiecka branża, która przeżywa prawdziwą zapaść. A pracuje dla niej co dziesiąty Niemiec. To branża budowlana, w szczególności mieszkaniowa.

Bo w niemieckiej gospodarce wydarzyła się rzecz - zdawało się wcześniej - niemożliwa. W ciągu roku ceny nieruchomości spadły o 20 proc. Największe firmy działające na rynku spodziewają się, że to nie koniec. I w sumie za kilka miesięcy ten spadek wyniesie aż 30 proc. To największy i najszybszy zjazd w historii Niemiec, jakiego nie widział w życiu żaden z Niemców. Największy spadek objął mieszkania w blokach, potem domy jednorodzinne, najmniej potaniały lokale w apartamentowcach.

Rynek nieruchomości, w tym rynek najmu to koło zamachowe niemieckiej gospodarki. To właśnie w tej branży pracuje 10 proc. Niemców, więcej niż w motoryzacji uważanej za symbol tamtejszej gospodarki. Niemcy to gigantyczne firmy zarządzające setkami tysięcy mieszkań na wynajem. Największa ma ich w portfelu ponad pół miliona.

Załamanie cen jest więc nie tylko problemem dla pojedynczych właścicieli obciążonych kredytami. Ale też dla całej gospodarki, bo mieszkaniówka odpowiada w niej za jedną piątą ogólnego wyniku. Gdy Niemcy przestali kupować nowe mieszkania, bo zrobiło się dla nich za drogo, branża wpadła pod wodę. Ponad połowa firm w niej działających, nie ma żadnych nowych zamówień. Gdy skończą się stare, to budowlanka wyhamuje do zera. Dlatego branża już jesienią zwróciła się do rządu o koło ratunkowe. Od tamtego czasu sytuacja tylko się pogorszyła.

Także dla samych Niemców, bo ich budżety domowe drenuje kryzys kosztów życia. Inflacja tak mocno zjadła dochody niemieckich konsumentów, że mają mniej możliwości, niż mieli przez ostatnich pięć lat. W końcówce ubiegłego roku średnia płaca w Niemczech rosła wolniej niż inflacja, co znaczy, że Niemców stać było na mniej niż rok wcześniej.

I na koniec o gospodarczym dominie. Dla krajów Europy Środkowej Niemcy to największy partner gospodarczy. Dla polskiego przemysłu jest odbiorcą komponentów i podzespołów motoryzacyjnych. Niemieckie spowolnienie już w ubiegłym roku najmocniej uderzyło w Węgry. Które odnotowały aż cztery kwartały gospodarczego spadku. Nie najlepiej sytuacja wygląda w Rumunii i Polsce. Oba kraje wprawdzie same nie wpadły pod wodę, ale trudno o nich powiedzieć, że mocno prą do przodu. Prędkość więc spada w całej Europie. Nadzieja na większe przyspieszenie ma przyjść później.