,
Obserwuj
Gospodarka

Bułgaria wchodzi do strefy Schengen. Koniec z tanimi wakacjami?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
6 min. czytania
30.03.2024 11:18
Polacy, którzy pokochali wczasy na bułgarskim wybrzeżu, w tegoroczne wakacje polecą tam już bez paszportu. Zmiana spowodowana jest tym, że Bułgaria i Rumunia wchodzą do strefy Schengen. I tu pojawia się istotne zagadnienie. Bo kiedy ponad rok temu Chorwacja za jednym zamachem weszła do Schengen i przyjęła euro, turyści rozpoczęli na nią szturm, a ceny - wystrzeliły. I to wcale nie za sprawą euro, a za sprawą potężnego zainteresowania!
|
|
fot. Denitsa Kireva / Pexels

W czasie Wielkanocy na turystycznej mapie Europy zajdzie ważna zmiana. Podobna do tej, która rok temu wykreśliła - przynajmniej na razie - z listy docelowej jeden z najpopularniejszych kierunków dla polskich turystów. Cóż takiego się zmieni? Czy to, co wydarzyło się w Chorwacji, powtórzy się teraz w Bułgarii? I ta przestanie być w miarę tanim kierunkiem wakacyjnym? Otóż prognozy nie są dla turystycznych portfeli aż takie złe. A Bułgarzy już przed sezonem liczą na Polaków. 

Bułgaria w strefie Schengen 

Strefa Schengen to międzyrządowy projekt państw Unii Europejskiej. To ta jej część, po której można podróżować bez żadnych kontroli na granicach wewnętrznych. To znaczy, że po wjeździe do kraju na przykład od wschodu można dojechać aż nad Atlantyk bez zatrzymywania się na granicznych rogatkach. To dlatego, że państwa wchodzące do Schengen ufają sobie nawzajem i zakładają, że każde z nich na swojej zewnętrznej granicy - z krajami spoza Unii Europejskiej - w tym na granicach na lotniskach, zrobi wszystko, co potrzebne, by zatrzymać nielegalną imigrację. Bo wjazd do któregokolwiek z tych krajów oznacza, swobodny wjazd do wszystkich pozostałych. Tak zwana wiza Schengen uzyskana w polskim konsulacie uprawnia do wjazdu na przykład do Hiszpanii czy Holandii. Czy gdziekolwiek indziej w Europie.

Polska należy do grupy Schengen od 2007 roku, od tamtego czasu pilnuje swoich granic w imieniu całej grupy, a jej obywatele jadą z Lublina do Lizbony bez kontroli. To wielkie ułatwienie dla transportu międzynarodowego. Bo likwiduje kolejki ciężarówek na granicach wewnętrznych. Skraca czas dostaw i oszczędza pieniądze. Ale jest to też potężny napęd dla turystyki. By pojechać na wczasy do Grecji, polski turysta nie potrzebuje żadnego międzynarodowego dokumentu. Wystarczy - na wszelki wypadek - dowód osobisty, który i tak każdy dorosły ma. Czyli wygoda level master. Ale nie dla wszystkich. I teraz opowiemy o przypadku Chorwacji.

Rekordowy sezon w Chorwacji dzięki euro?

Chorwacja pobiła w ubiegłym roku wszelkie swoje wcześniejsze turystyczne rekordy. Do kraju przyjechało o blisko 10 procent turystów więcej niż rok wcześniej. Oraz - co ważniejsze - więcej niż w fantastycznym roku 2019, czyli przed pandemią. Rekordowe wyniki odnotowała branża hotelowa, gastronomiczna i czarterowa. Rekordowe były turystyczne przychody całej chorwackiej gospodarki. Najwięcej gości miał półwysep Istria, na drugim miejscu znalazł się Split z Dalmacją, na trzecim Kvarner.

Bałkański duet to najtańszy wakacyjny kierunek. 'Ceny niższe nawet o 40 proc. niż w Polsce'

Ofiarą własnego sukcesu padł - Dubrownik. Miasto uwiecznione w jednym z najpopularniejszych seriali wszech czasów - "Grze o Tron", dusiło się od turystów. Była ich taka masa, że urzędnicy zaczęli się bronić. Wydano serie decyzji antyturystycznych. Wśród których najbardziej anegdotyczny zakaz toczenia po zabytkowym centrum walizek na kółkach. Brzmi zabawnie tylko dla tych, którzy w Dubrowniku nie mieszkają. Brukowane kamieniem ulice noc w noc niosły dźwięk ciągniętych stadami bagaży. Zostały więc zakazane.

Na progu lata Dubrownik przebił Wenecję jako najbardziej zatłoczone turystycznie miasto świata. Jesienią miasto wydało zakaz budowania apartamentowców z mieszkaniami pod najem krótkoterminowy. Zaczęło też skupować mieszkania, by zaoferować mieszkańcom długoterminowe umowy. Bo miasto, które ma niecałe 30 tysięcy mieszkańców, przyjęło w ubiegłym roku ponad milion gości. I załamało się pod ich ciężarem. Stało się tak nieznośne, że dubrowniczanie nie chcą w nim mieszkać. Wszystko to po tym jak w styczniu Chorwacja weszła do strefy Schengen. Oraz przyjęła euro.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Dla Europejczyków, zwłaszcza tych z północnej części kontynentu stała się w ten sposób łatwo dostępnym krajem z klimatem podzwrotnikowym. Z gwarancją pogody, najczystszym w tej części świata morzem i imponującymi zabytkami. Każdy Niemiec, Szwed czy Irlandczyk mógł wjechać do Chorwacji bez paszportu, który przecież nie zawsze miał pod ręką. Mógł też płacić w euro, nie przeliczając cen z lokalnej waluty. Już na starcie sezonu chorwackie media donosiły, że wypoczynek na Makarskiej Riwierze jest dla statystycznego Chorwata finansowo nieosiągalny. Noclegi podrożały średnio o jedną piątą. W miejscowościach turystycznych ceny w sklepach spożywczych stały się wyższe niż w Niemczech czy Austrii. O posiłkach w restauracjach nie wspominając. Horrendalnie drogie stało się nawet wynajęcie plażowych leżaków czy parasoli. Obroniły się jedynie ceny paliw, bo kontrolował je rząd. Paradoksalnie najmniejszy udział w drożyźnie miało wprowadzenie w Chorwacji euro. Dla ilustracji konkrety: gałka lodów w Dubrowniku - 5 euro, hamburger w Rovinji na Istrii - 22 euro, Aperol Spritz w Szybeniku - 11 euro. Czy to samo wydarzy się teraz w Bułgarii?

Wejście Bułgarii do strefy Schengen "na raty"

Bułgaria z Rumunią wchodzą właśnie do strefy Schengen. Na swoją kolej czekały 15 lat dłużej niż Polska. Bułgaria ma długą granicę z Turcją, przez którą do Europy maszerowały setki tysięcy uchodźców z krajów arabskich. Zgodę dostała, gdy udowodniła, że jest w stanie skutecznie kontrolować u siebie migrację, W tym za pomocą budowanego wciąż granicznego płotu. Dlatego od kwietnia do Schengen wchodzi połowicznie, na granicach lotniczych i morskich. Przylatujący na bułgarskie czy rumuńskie lotniska obywatele Unii Europejskiej nie będą kontrolowani. Podobnie w przypadku przejść morskich. Ale na przejściach drogowych wciąż będzie wymagać okazania dokumentu tożsamości. W przypadku polskich podróżnych może to być dowód osobisty, muszą go mieć także dzieci. Aplikacja mObywatel nie wystarczy.

Bułgaria i Rumunia wchodzą więc do Schengen na raty. Z takiego rozwiązania zadowolone są tylko częściowo. Bo otwiera drogę turystom - większość ruchu turystycznego odbywa się samolotami do kurortów nad Morzem Czarnym. Ale nie załatwia sprawy kolejek na zewnętrznych granicach, gdzie ciężarówki czekają na kontrole po kilka dni. Sama tylko Rumunia w ciągu dekady miała na tym stracić 25 miliardów euro.

Bułgaria nie będzie drugą Chorwacją?

Bułgaria ma nie pójść drogą Chorwacji. Także dlatego, że wciąż dla większości zamożniejszych zachodnich Europejczyków miejscem nieoczywistym. Położona nieco na uboczu Europy, nie ma z Zachodem takich więzów jak Chorwacja na przykład z Niemcami. Którzy zostawiali na adriatyckim wybrzeżu miliony marek, zanim Niemcy weszły do strefy Euro, a Jugosławia się rozpadła. Operatorzy turystyczni są więc zdania, że ceny nie pójdą gwałtownie w górę.

Zwiększy się za to liczba turystów, zwłaszcza młodych, podróżujących na własną rękę. Bo zniknie przeszkoda w postaci obowiązku posiadania paszportu. Zwiększy się konkurencja i jakość usług, bo wzrośnie zainteresowanie bułgarskimi kurortami czarnomorskimi. Bułgaria już więc liczy przyszłe zyski i ma nadzieję na jeszcze większy ruch z Polski.

Dla polskich turystów bułgarskie morze jest najbliżej położonym celem wakacyjnych podróży lotniczych. Z gwarancją słońca i umiarkowanymi cenami. Dlatego Bułgaria jest w Polsce wschodzącą turystyczną gwiazdą. W ubiegłym roku odwiedziło ją ćwierć miliona polskich turystów, czyli o 20 procent więcej niż rok wcześniej. W tym sezonie rząd Bułgarii prognozuje, że będzie ich więcej o kolejnych 20 procent, czyli w sumie 300 tysięcy. Chwalą się hotelami równie wygodnymi jak te w Grecji i znacznie niższymi cenami.

I na koniec o tym, że w tym roku Polacy nie będą oszczędzać na wakacjach. Z danych biur turystycznych wynika, że tłumnie ruszyli po rezerwacje. A ten rok może być historycznie najlepszy. Już w styczniu i lutym liczba rezerwacji była wyższa niż w rekordowym 2019. Większe jest zainteresowanie wakacjami z wyższej półki. Wygląda więc na to, że wychodzący z kryzysu kosztów życia Polacy, odbiją sobie w ten sposób całoroczne zaciskanie pasa i całoroczny brak komfortu. Pod plażowym parasolem i na ręczniku nad basenem. W ciepłych krajach.