Siódemka zaczęła straszyć na stacjach. A o optymistyczne scenariusze trudno
Gdy w minionym roku ropa naftowa nawet przez chwilę nie przekroczyła rekordowego poziomu 100 dol., świat oddychał z ulgą. Kierowcy, turyści i transportowcy; wszyscy, którzy podróżują, transportują i produkują, ten stan zawdzięczali polityce Amerykanów. Bo to na tym największy rynku na świecie, droga ropa i drogie paliwa oznaczają największe kłopoty. Świat miał nadzieję, że czasy, w których za ropę trzeba płacić ponad 100 dol., definitywnie należą do przeszłości. Aż do teraz.
Bo wydarzenia na Bliskim Wschodzie sprawiły, że zgasła nadzieja na tanią ropę. Dlaczego dla kierowców ważna jest sprawność Żelaznej Kopuły? I co z tym wszystkim ma wspólnego pożar na platformie wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej?
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Ceny ropy i zaostrzenie kryzysu na Bliskim Wschodzie
Zaczynamy od wielkiej geopolityki. Czyli od wydarzeń na świecie, niekoniecznie gospodarczych, od których zależy wiele. Na przykład ceny kluczowych surowców, w tym energetycznych, jak na przykład ropa naftowa. I na pierwszy - nomen omen - ogień sytuacja na Bliskim Wschodzie, konkretnie izraelsko-irański. 1 kwietnia izraelskie lotnictwo przeprowadziło atak na irańską ambasadę na terenie państwa trzeciego, zbombardowało kompleks dyplomatyczny w stolicy Syrii Damaszku. W ataku zginęli generałowie i wysocy oficerowie jednostki irańskiej Gwardii Rewolucyjnej zajmującej się akcjami specjalnymi poza Iranem. Po ataku obie strony Iran oraz Izrael postawiły swoje armie w stan gotowości. A rząd w Teheranie zapowiedział, że 'odpowie adekwatnie na bezprecedensowy atak', co w języku potocznym oznacza po prostu zemstę.
Teraz o samej zemście. Iran wysłał na Izrael setki dronów i pocisków, większość ze swojego terytorium, ale część wystartowała z Jemenu i Syrii. Niemal wszystkie zostały zestrzelone, zanim doleciały do Izraela, który uruchomił tak zwaną Żelazną Kopułę, który system obronny, który chroni państwo przed atakami z powietrza. Pomogła też Wielka Brytania i Stany Zjednoczone ze swoim lotnictwem stacjonującym na Morzu Śródziemnym. Atak Iranowi się nie udał, co nie znaczy, że w konflikcie mamy jeden do jednego i sprawa jest załatwiona. Bo teraz to Izrael zapowiada odwet, a świat apeluje o spokój.
Bo wybuch wojny na Bliskim Wschodzie to potencjalna katastrofa surowcowa. Iran jest jednym z największych na świecie producentów ropy naftowej. Pomimo sankcji jest ważnym eksporterem, a w regionie leżą najważniejsze drogi morskie dla transportu surowca. Wysyłanie ropy statkami to jedyny sposób dostarczenia jej na inny kontynent. Dlatego każda informacja o rosnącym napięciu na Bliskim Wschodzie oznacza niemal automatyczny wzrost cen ropy na globalnych rynkach. Zwłaszcza że Teheran dodatkowo zagroził światu odcięciem jednej z głównych tras morskich, którą ropa płynie tankowcami na Zachód.
Piraci i ostrzał statków. Coraz poważniejsze utrudnienia
To właśnie na tej trasie grasują jemeńscy piraci, świat podejrzewa, że mają wsparcie Iranu. Na razie polują na statki kontenerowe, które z tego powodu muszą pływać dłuższą drogą, wokół Afryki. Abordaż na tankowce i gazowce - przynajmniej teoretycznie - jest mniej prawdopodobny. Bo z praktycznego - 'pirackiego' punktu widzenia ich ładunek był bezwartościowy. Ropę trudno wyładować na morzu i sprzedać na lądzie.
Mimo tego część tankowców wybiera trasę objazdem, a to oznacza, że transport trwa dłużej i kosztuje więcej. Nawet dwa razy dłużej i dwa razy więcej. Co podnosi cenę dla odbiorców, głównie w Europie. Bo tam znajdują się porty docelowe dla ropy wysyłanej na przykład z Arabii Saudyjskiej. Groźba zablokowania bliskowschodniej trasy morskiej oznaczałaby dla przemysłu naftowego, dodatkowy problem, np. z rezerwacją tankowców, którym droga w tę i z powrotem zajmuje więcej czasu. Więc ta sama flota może przewieźć mniej.
W tym samym czasie świat się rozpędza. Globalny silnik gospodarczy wchodzi na coraz wyższe obroty, a kraje produkujące surowiec do produkcji paliw - nie zamierzają zwiększyć wydobycia.
I teraz o tym, dlaczego ropy na świecie produkuje się mniej niż potrzeba. Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej postanowiła, że nie będzie wydobywać surowca więcej, niż wydobywa teraz. Ograniczenia produkcji wprowadziła na ochotnika, żeby utrzymywać wysokie ceny ropy, bowiem im mniej do sprzedania, tym wyższa cena. I o to chodzi krajom OPEC.
Droższa ropa. Tylko Stany wydobywają "jak wściekłe"
Cięcia wydobycia zarządzono w listopadzie, gdy surowiec taniał, będą obowiązywać co najmniej do czerwca. Cała nadzieja utrzymania światowego rynku spoczywa teraz na Stanach Zjednoczonych, które wydobywają ropę 'jak wściekłe'. Także dlatego, że cena benzyny na amerykańskim rynku, to jeden z najbardziej gorących tematów kampanii prezydenckich. Amerykanie do urn pójdą w listopadzie. Dla rządu USA oraz prezydenta Demokraty ważne jest zatrzymanie podwyżek cen paliw przynajmniej w czasie wakacji, gdy amerykańscy kierowcy odbywają najwięcej podróży. Na niekorzyść działa też - to nieoczywista zależność - zaskakująco dobra kondycja gospodarki USA. Im szybszy rozwój, tym większe zapotrzebowanie na paliwa.
I ostatni klocek w tej części układanki, czyli Meksyk. Kraj ogłosił, że obetnie eksport swojej ropy aż o jedną trzecią, bo brakuje mu surowca na własnym rynku. A wydobycie spadło do poziomu najniższego od półwiecza. U meksykańskich wybrzeży na jednej z platform wiertniczych wybuchł pożar, ale z pracy wyłączono wiele innych. Ile dokładnie? Tego nie wiadomo, ale pewne już jest, że na światowym rynku zabraknie istotnej części dostaw surowca, który Meksyk wyśle do swojej nowej rafinerii produkującej paliwa na krajowy rynek.
Zanim na końcu tej światowej układanki dotrzemy do klocka z napisem 'Polska', wyjaśnienie, dlaczego dobre wiadomości z największej światowej gospodarki, to złe wiadomości dla kierowców. Bo rozwój gospodarczy potrzebuje paliwa i to dosłownie. Globalny popyt na ropę ma rosnąć w tym roku o pół miliona baryłek dziennie. Taką prognozę ma dla świata amerykańska agencja rządowa zajmująca się analizą rynku energetycznego. Paliwo będzie potrzebne, bo amerykański rynek pracy kwitnie, konsumenci w USA wydają coraz więcej pieniędzy, a tamtejszy bank centralny rozważa obniżkę stóp procentowych. A to będzie oznaczać kolejny napęd dla gospodarki. I jeszcze większe zakupy na stacjach benzynowych. I jeszcze więcej paliwa do ciężarówek wożących po kraju towary.
Drożej na polskich stacjach
Na koniec Polska. I prognozy cen na stacjach benzynowych. Analitycy rynku uważają, że do wakacji cena najpopularniejszej benzyny przekroczy 7 zł. Średnio w całym kraju, bo gdzieniegdzie 'siódemkę' już widać. Średnio w skali kraju oznacza, że na niektórych stacjach może więc przekroczyć ten poziom bardziej niż na innych. Wszystko zależy od tego, co stanie się w najbliższym czasie z ceną ropy. Dzisiaj kosztuje około 90 dol. za baryłkę, ale nie brakuje prognoz, że wkrótce będzie to 100 dol. I to po raz pierwszy od dwóch lat.
Powody? Wszystkie, o których usłyszeliście w ciągu ostatnich kilku minut, w tym najważniejszy: atak Iranu na izraelskie cele. A także jeszcze więcej kłopotów w transporcie z Bliskiego Wschodu, kolejne problemy techniczne z rurociągami przesyłowymi i ewentualne przywrócenie sankcji na ropę sprzedawaną przez Wenezuelę. Za rekordowo drogą ropą pójdzie z kolei inflacja, bo cena transportu to element niemal każdej ceny i usługi. Od bochenka chleba po strzyżenie u fryzjera.