advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Pensje w Polsce wciąż rosną. Martwią się nie tylko ekonomiści

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
24.05.2024 20:02
8300 zł brutto - tyle w kwietniu wyniosła przeciętna pensja. Średnia krajowa rośnie cały czas, choć realnie trochę wolniej niż w rekordowym pod tym względem lutym. Nie zmienia to faktu, że wynagrodzenia rosną szybko. To, co cieszy pracowników, niepokoi ekonomistów. Bo tak szybko rosnące pensje oznaczają, że z uporczywą inflacją będziemy zmagać się jeszcze długo. A zagraniczne firmy wystraszone rosnącymi kosztami pracy zamykają na głucho zakłady w Polsce.
|
|
fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl

Dziś będzie o naszych pensjach i dlaczego fakt, że mocno rosną, nie powinien być powodem do nadmiernej euforii. Oczywiście, wyższy przelew od pracodawcy zawsze ucieszy pracownika, ale ten medal ma swoją drugą stronę. Głównie stronę inflacyjną, bo to, że zarabiamy więcej, powoduje, że więcej wydajemy. A to w ekonomii zawsze kończy się tylko jednym: wzrostem cen i inflacją trudną do zdławienia.

Kwiecień przyniósł ciąg dalszy trwającego od początku roku mocnego wzrostu wynagrodzeń. Przeciętna pensja sięgnęła blisko 8300 złotych brutto. To oznacza, że nominalnie wzrosła o ponad 11 proc., bo realnie, a więc po potrąceniu tego, co zjada nam inflacja, wzrost sięgnął niespełna 9 proc. To bardzo dużo, choć mniej niż w rekordowym pod tym względem lutym.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Pensje rosną. Choć nieco wolniej

Tu ważne zastrzeżenie: dane Głównego Urzędu Statystycznego dotyczą tylko większych firm, tych zatrudniających więcej niż 9 osób. W takich przedsiębiorstwach zatrudnionych jest mniej więcej 40 proc. wszystkich pracujących w Polsce.

Z badania wypadają więc administracja publiczna, edukacja, opieka zdrowotna i najmniejsze firmy, które przecież w swojej masie są potężnym pracodawcą. Dlatego to nie jest tak, że wszyscy i wszędzie zarabiają więcej, bo wiele osób zapewne żadnej podwyżki nie zobaczyło. Co więcej, całość danych zaburzają leśnictwo oraz górnictwo, gdzie wynagrodzenia są związane z wypłatami dodatkowych, kwartalnych uposażeń lub nagród okolicznościowych. Mimo tych zastrzeżeń liczby podawane przez GUS dają jakiś pogląd na temat tego, co dzieje się z wynagrodzeniami.

W kwietniu impet wzrostu pensji nieco wyhamował. Wynagrodzenia wzrosły solidnie, ale nie tak mocno, jak spodziewali się ekonomiści. Którzy teraz uspokajają, mówią, że jest za wcześnie, żeby ogłaszać zmianę trendu szybko rosnących wynagrodzeń. Ale może to być jego pierwsza jaskółka i w dalszej części roku pensje mogą już rosnąć wolniej.

Wyższe pensje. To także zła wiadomość

I teraz pierwsze ostrzeżenie, jakie płynie ze strony ekonomistów. Bo choć zapomnieliśmy o cenach pędzących jak rozgrzana do czerwoności lokomotywa - i pewnie nie chcemy sobie przypominać, jak to było, kiedy inflacja sięgała 18 proc., to wciąż nie pożegnaliśmy inflacji wykraczającej poza poziom optymalny dla gospodarki i naszych kieszeni. Marsz inflacji w górę zapoczątkował w kwietniu wyższy VAT na żywność, latem swoje dołożą wyższe rachunki za prąd.

Temu i Shein zalewają świat 'taniochą'. Tak manipulują klientami

Ale najbardziej niebezpieczne w tym wszystkim okazują się nasze rosnące pensje! Z dwóch powodów. Po pierwsze: pracodawcy muszą płacić więcej swoim pracownikom. Nie mają wyjścia, bo zmusza ich do tego rosnąca pensje minimalna. Ponadto na rynku tak mocno brakuje rąk do pracy, że aby ich nie stracić, trzeba zaspokajać żądania płacowe pracowników. A skoro pracodawcy muszą pracownikowi zapłacić więcej, to skądś te pieniądze muszą wziąć. I wezmą: z naszych, konsumenckich kieszeni - podwyższając ceny. I właśnie to widać, przede wszystkim w tej części gospodarki, gdzie udział kosztów pracy jest najwyższy, czyli w usługach: u fryzjera, stomatologa, w warsztacie samochodowym, przy kupowaniu zagranicznej wycieczki na wakacje. Usługi drożeją w potężnym tempie kilkunastu procent w skali roku. Bo właściciel zakładu fryzjerskiego musi zapłacić więcej fryzjerce, właściciel warsztatu samochodowego - mechanikowi.

A skoro fryzjerka i mechanik mają więcej w kieszeni, to właśnie z tego wynika nasze "po drugie". Mając więcej w kieszeni, nie ograniczamy się już tak mocno zakupów, jak wtedy kiedy inflacja pędziła w tempie kilkunastu procent. Co prawda wciąż nie kupujemy nowych lodówek, pralek i telewizorów, odzieży i obuwia, ale chcemy wyjechać na wakacje, wyjść do kina, dbamy o swoje samochody oraz o zdrowie. Wydajemy więc na usługi. Widzą to przedsiębiorcy i nie obniżają cen, a wręcz muszą je podwyższać, bo przecież pracownicy żądają więcej. I tak tkwimy w błędnym kole spirali płacowo-cenowej.

Pensje w Polsce rosną. Zagraniczne firmy zaczynają uciekać

To, że zarabiamy więcej, ma też swoje - dobre i złe - konsekwencje dla gospodarki. Dobre, bo nasza konsumpcja, czyli to, co wydajemy, napędza całą polską gospodarkę, którą sami wyciągamy z ubiegłorocznego dołka. Złe, bo taka gospodarka traci swoją konkurencyjność. Co to znaczy?

To znaczy, że międzynarodowe firmy uciekają z kraju, w którym koszty pracy tak gwałtownie rosną, jak w Polsce. I przenoszą swoją działalność tam, gdzie koszty są niższe. Przykładów z ostatnich miesięcy nie brakuje: producent jeansów Levi's zamyka fabrykę w Płocku, bardziej kalkulują się te w Bangladeszu, Indiach, Egipcie i Meksyku. Francuski Michelin likwiduje olsztyńską fabrykę opon do ciężarówek, będzie je produkował w Rumunii, bo to się opłaca. Co więcej, jak mówią eksperci rynku rolno-spożywczego, nawet warzywa i owoce padają ofiarą sukcesu gospodarczego Polski. Ich uprawy co roku kurczą się o 5-6 proc. Te, które wymagają najwięcej rąk do pracy, są przenoszone do krajów, gdzie koszty pracy są niższe.

Tysiace Polaków tracą pracę. Odsłaniamy kulisy grupowych zwolnień

I na koniec porównanie. Praca w Polsce jest coraz droższa, choć na tle najbardziej rozwiniętych gospodarek w Unii wciąż w miarę tania. Wprawdzie w ubiegłym roku koszty pracy rosły najszybciej na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii i w Polsce, to średnie godzinowe koszty pracy były u nas na poziomie 14,5 euro, podczas gdy w Luksemburgu, Danii i Belgii było to około 50 euro.