Złoty tańczy w górę i w dół. Rytm i kroki układają stopy procentowe
Ostatni czas nie był dla naszej waluty łaskawy. Widać wyraźne osłabienie - choć nie jest dramatyczne, to jednak zauważalne. Zwłaszcza po fenomenalnych dla złotego wakacjach, w czasie których rósł jak na drożdżach. Jak odczujemy to w kieszeniach? I co może się zadziać dalej?
Bliski Wschód i prognozy dotyczące stóp procentowych
Przełom września i października, to nie tylko pierwsze liście spadające z drzew, ale też spadająca wartość złotego. Dealerzy walutowi zwracają na nią uwagę, bo następuje po fenomenalnych dla naszej waluty wakacjach, kiedy złoty wdrapał się na wieloletnie szczyty. Do euro znów przekroczył psychologiczną barierę 4 złotych 30 groszy, do franka oscyluje wokół 4,60, do dolara - w kilkanaście dni osłabił się o kilkanaście groszy, a to sporo. Jeden z powodów takiego ruchu leży na Bliskim Wschodzie. Bo kiedy irańskie rakiety lecą na Izrael, a Izrael zapowiada odwet, rynki - jakkolwiek przyzwyczajone do napięcia w tym regionie świata - wstrzymują oddech. Inwestorzy profilaktycznie po cichu wycofują część swoich pieniędzy z rynków uważanych za bardziej ryzykowne, a nasz rynek, razem ze złotym, wciąż się do takich zalicza. I przenoszą się tam, gdzie bezpieczniej, a bezpieczniej jest na przykład we franku szwajcarskim. I tu ciekawa rzecz: frank pozostaje mocny, mimo że szwajcarski bank centralny już trzykrotnie w tym roku ściął stopy procentowe. Ale bliskowschodnie efekty to tylko część wyjaśnienia słabnącego złotego.
Bo ważniejszym powodem jest to, co dzieje się ze stopami procentowymi, zwłaszcza w największej gospodarce świata. Bo amerykański bank centralny we wrześniu ściął je i to mocniej niż spodziewały się rynki. Oczekiwanie na tę obniżkę osłabiało dolara przez wiele miesięcy, a im słabszy dolar, tym lepiej dla nas. Bo zyskuje wtedy euro, a złoty zachowuje się podobnie do euro. I to właśnie słabnący 'zielony' pompował wartość złotego w ostatnich miesiącach. Ale coś się zacięło. Co dokładnie?
Mocniejszy dolar - słabszy złoty
Dokładnie to, że rynki zagalopowały się w oczekiwaniach tempa dalszych obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Ostatnie dane wskazują, że inflacyjnego pełnego spokoju jeszcze tam nie ma, rynek pracy wciąż trzyma się nieźle, więc Rezerwa Federalna - czyli amerykański bank centralny - może zwolnić z tempem obniżek stóp. Już wyparowały oczekiwania, że w listopadzie może powtórzyć się wrześniowy mocny ruch w dół, a to wspiera dolara. Bo oznacza, że inwestycja w powiązane z nim papiery wciąż jeszcze będzie w miarę atrakcyjna. A mocniejszy dolar, to słabszy złoty.
Do tego dochodzi sytuacja ze stopami procentowymi u nas. Bo złotego wspierały wysokie stopy i perspektywa ich dłuższego utrzymania. Tu warto przytoczyć słowa płynące od prezesa Narodowego Banku Polskiego, który jeszcze niedawno możliwe dalsze obniżki widział dopiero w 2026 roku, a ostatnio te oczekiwania znacząco przybliżył. Bo jego zdaniem, po marcu przyszłego roku, będzie można rozpocząć dyskusję o obniżkach, a sama obniżka może pojawić się nawet w drugim kwartale przyszłego roku. A to oznacza, że długoterminowo złoty i powiązane z nim papiery nie będą już tak atrakcyjnie oprocentowane dla wielkiego światowego kapitału.
Jest się o co martwić?
I właśnie sygnały płynące ze Stanów i z polskiego NBP teraz dyrygują tańczącym złotym. Ale czy jest się o co martwić?
Analitycy uspokajają: stopy procentowe u nas jeszcze są i na razie zostaną wysoko - ku zgryzocie kredytobiorców płacących wysokie raty - a to wspiera złotego, który wciąż jest dla inwestorów atrakcyjny. Eksperci PKO Banku Polskiego prognozują, że na koniec roku nasza waluta jeszcze się umocni. A mocniejszy złoty, to nie tylko tańsze wyjazdy zagraniczne, co odczuliśmy w czasie minionych wakacji. To też tańsze importowane do Polski towary, a więc mniej importowanej inflacji. I wreszcie - tańsze paliwa. Co przy gotującym się kotle bliskowschodnim, który potrafi mocno podgrzać ceny ropy, jest szczególnie istotne. Bo te ruchy na rynkach odczujemy my - w swoich kieszeniach.