,
Obserwuj
Gospodarka

Pomysłowość nie zna granic? Linie lotnicze odlatują z dodatkowymi opłatami

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
07.12.2024 17:02
Pomysłowość linii lotniczych w wyciąganiu pieniędzy z kieszeni pasażerów nie ma granic. Przyzwyczailiśmy się już do opłat za bagaż, za wybór miejsca w samolocie, za wydrukowanie boarding passów na lotnisku. Problem w tym, że bywają to opłaty astronomicznie wysokie. Dlatego do akcji wkroczyły władze.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Kiedy my, pasażerowie, chcemy podróżować jak nigdy dotąd, linie lotnicze chcą też zarabiać jak nigdy dotąd. Zarabiać na czym się da: dodatkowa opłata za bagaż, wybór miejsca, astronomiczny rachunek za wydrukowanie karty pokładowej na lotnisku. To już pasażerowie znają i próbują patentów, żeby tych opłat uniknąć. Ale do akcji właśnie wkraczają też władze: wytykają przewoźnikom nieuczciwe praktyki, oni sami bronią się, że dzięki dodatkowym opłatom mogą trzymać niższe ceny biletów.

'Nieuczciwe praktyki'. Władze wkraczają do akcji

Kary, jakie na linie lotnicze nałożyło hiszpańskie ministerstwo do spraw ochrony konsumentów, sięgają 180 milionów euro. Największa grzywna, ponad 100 milionów euro, dotyczy Ryanaira, prawie 30 milionów - brytyjskiego EasyJeta. Kary mają płacić też norweski Norwegian oraz mniej znane w Polsce Vueling i Volotea.

Hiszpańskie władze zarzucają liniom, że stosowały nieuczciwe praktyki, takie jak: pobieranie dodatkowych opłat za bagaż podręczny, politykę opłat za rezerwację miejsc w samolocie, a Ryanairowi - dodatkowo - wytykają astronomiczne opłaty, jakie kasuje za wydrukowanie karty pokładowej już na lotnisku. Organizacje konsumenckie decyzję nazwały 'historyczną', a przewoźnicy, którzy znaleźli się na cenzurowanym, już zapowiadają, że odwołają się od tych kar do sądu i nazywają je nielegalnymi.

Dodatkowe opłaty, czyli żyła złota

Hiszpańskie władze twardo stoją na swoim stanowisku: 'Pobieranie 20 euro za samo wydrukowanie karty pokładowej na lotnisku jest nadużyciem. To problem, z którym borykają się konsumenci nie tylko w Hiszpanii, ale także w innych krajach Unii' - mówił BBC sekretarz generalny ds. konsumentów hiszpańskiego rządu. A okazuje się, że przewoźnicy mają o co walczyć, bo dodatkowe opłaty jakie pobierają, to dla nich żyła złota.

Swoje wyniki ostatnio podawał brytyjski EasyJet. W Polsce nie tak popularny, bo lata tylko z Krakowa, ale na rynku europejskim to prawdziwy gigant. Jego zysk wzrósł w ciągu roku o jedną trzecią. Firma jednocześnie informuje o rekordowych przychodach z pobierania od pasażerów opłat za dodatkowe usługi, takie jak nadbagaż, wybór miejsc, pierwszeństwo wejścia na pokład, posiłki w trakcie lotu. Zarobił na tym w ostatnim roku 2,5 miliarda funtów, czyli o kilkanaście procent więcej niż rok wcześniej.

Również superpopularny na polskim rynku Wizzair nie ukrywa, że dodatkowe usługi, w tym priorytetowe wejście na pokład, przewóz bagażu i oferta produktów subskrypcyjnych, przynoszą mu do kasy istotną część wpływów. Nic dziwnego, skoro wybór konkretnego miejsca w samolocie potrafi być droższy niż sam bilet, nie mówiąc już o bagażu.

Ale nie tylko europejscy przewoźnicy specjalizują się w skubaniu pasażerów gdzie się da. Opublikowany ostatnio raport amerykańskiego Kongresu stwierdza wprost: linie lotnicze zarobiły miliardy dolarów na tak zwanych 'opłatach śmieciowych', pobierając od klientów dodatkowe pieniądze za bagaż podręczny czy wybór miejsca - tylko ta ostatnia opcja dała pięciu dużym przewoźnikom w USA w ostatnich pięciu latach 12 miliardów dolarów. Co więcej, niektóre linie wypłacają swoim pracownikom ekstra premie za wyłapanie pasażerów próbujących uniknąć opłat za bagaż podręczny. Wszyscy wspomniani w raporcie przewoźnicy jednak odpowiadają, że rzekomo oddają w ręce pasażerów wybór za jakie usługi chcą zapłacić, a za jakie nie.

Kombinują jak się da

Przewoźnicy jak świat długi i szeroki twierdzą, że dodatkowe opłaty za wszystko pozwalają im utrzymywać niższe ceny podstawowych biletów. Ale i pasażerowie kombinują jak się da, żeby uniknąć opłat. Hitem swego czasu była podróżna poduszka wypełniona ubraniami. Patent już nieco spalony, bo Ryanair na TikToku pół żartem, pół serio ostrzega, że patent z poduszką to prosta droga do dodatkowych 25 euro opłaty za nadprogramowy bagaż. Zapewne więc taka zabawa w kotka i myszkę między liniami lotniczymi, a pasażerami będzie trwała w najlepsze.