"Cegielski" znów zwalania. Kolejne 100 osób na bruk
- Zwolnienie każdej osoby to dramat. Ale ewentualny protest musimy przemyśleć. Boimy się wraz z pracownikami, by "nie podciąć gałęzi na której siedzimy" - zwierza się reporterowi TOK FM Marek Tyliński, wiceprzewodniczący Zakładowej "Solidarności".
Z dalszej rozmowy ze związkowcem, można wywnioskować, że obawy dotyczą tego, by nie pogorszyć protestem sytuacji firmy, bo i tak już nie należy do najlepszych: - Kiedyś pracowało tu 20 tysięcy osób. Dziś zaledwie 800. Najdotkliwiej dał nam się nam we znaki upadek przemysłu stoczniowego. Na silnikach do statków oparta była nasza cała produkcja. Teraz trwa szukanie dziedziny, która wypełniłaby tą lukę. Z różnym skutkiem - mówi Tyliński.
Silniki szansą na przełamanie złej passy?
- Próbujemy z silnikami dla elektrowni. Dwa wyprodukowaliśmy dla Anglików, zrealizowane zostało zamówienie dla Niemców. Były też rozmowy z Rzeszowem. One się urwały, ale coś zaczyna się znów wokół tej sprawy dziać.
Zamówienia dla firmy, jej zarząd szuka też na innych kontynentach: - Wiemy, że prezes negocjował kontrakt w Brazylii, teraz wybiera się do Azji. Zabiega o to by była praca.
Mimo to pracownicy rozważają akcję protestacyjną: - Czy się odbędzie i jaką przyjmie formę zdecydujemy wkrótce na posiedzeniu międzyzakładowej komisji związkowej - dodaje Marek Tyliński.