Franz Kafka jest wyjątkowo ciekawy, ale film Agnieszki Holland - już nie
Wniosek z dzisiejszej rozmowy jest jeden: potraktujmy Kafkę, nie jako pisarza odległych krain, wymyślającego abstrakcyjne sytuacje, w których Człowiek zmaga się z Losem. Spróbujmy raczej patrzeć na niego tak, jak czytamy dzisiejsze gazety, pełne historii o niedorzecznych, jednostkowych sytuacjach, w których nie sposób dojść co tam, na którym etapie poszło nie tak.
Dlaczego ktoś, komu rozładował się telefon i nie mógł pokazać biletu kontrolerowi w autobusie, z czasem traci prawo wyjazdu do Stanów, żeby tam wykonywać zawód dziennikarza? Historia z życia wzięta, spotkała pewną brytyjską dziennikarkę. Sytuacji, których reguły są i oczywiste i niezrozumiałe jednocześnie mamy bez liku. Ale za wszystkimi stoją jakieś modele, procedury, statystyki, proste algorytmy regułowe, a coraz częściej – super złożone algorytmy uczenia maszynowego. Próbujemy przecisnąć się z naszymi ciałami przez wąskie korytarze i nie stracić ręki, albo nogi, ale i to się nie zawsze udaje. Nie trzeba wcale w tym celu jechać na wojnę, wystarczy się potknąć i wpaść pod metro, czego (częściej niż nam się zdaje) nikt nie zauważa.
Banalne sytuacje i święte reguły, których siłę znał Kafka, a teraz poznajemy ją my wszyscy. Przewidział zmysłem proroczym? A może raczej dołożył się do tego systemu, pracując dzielnie i efektywnie, w raczkującym podówczas sektorze finansowym, w ubezpieczeniach, z ich modelami statystycznymi i oddziałami aktuariatu. Wyprzedził epokę, jasne. Tak samo, jak prędzej albo później, wyprzedzi ją jakiś skryba, dzisiaj zasuwający w rytmie zmianowym dla Google’a, Apple’a albo Facebooka.Zdjąć metafory, obejrzeć Kafkę, jako pisarza codzienności. Wielkie zadanie. Wciąż niewykonane.