,
Obserwuj
Kultura

"To ja nauczyłem Kurskiego, jak to się robi". Przeprasza za lata kłamliwej propagandy w TVP

Kamil Śmiałkowski
4 min. czytania
05.01.2025 07:04
Program satyryczny "Dziennik Telewizyjny" na przełomie wieków był hitem TVP. - Traktowałem jako swój obowiązek, żeby podzielić się z widownią taką obserwacją, że oszukać w telewizji jest niezmiernie łatwo. Wystarczy montaż, dokrętka, zmiana kontekstu, albo odpowiednie zestawienie i wtedy wszystko jest możliwe - opowiadał w TOK FM Jacek Fedorowicz.
|
|
fot. Wojciech Strozyk/REPORTER/ East News
  • Jacek Fedorowicz poczuwa się do odpowiedzialności za lata kłamliwej propagandy PiS w TVP;
  • "Tak! Tak! Z ust mi pan to wyjął. (...) Niestety nauczyłem Kurskiego, jak to się robi - stwierdził. - Ja powinienem teraz publicznie powiedzieć 'przepraszam'. To ja przepraszam - spuentował.

Szopki noworoczne, które w polskiej kulturze zakorzeniły się ponad sto lat temu dzięki krakowskiemu Zielonemu Balonikowi, wciąż powstają, choć dziś to częściej wydarzenia lokalne. Kiedyś bardzo popularne w mediach, gdzie aktorzy lub kukiełki z podłożonym głosem wcielały się w znane i popularne postacie, śpiewając przeróbki znanych piosenek i żartując z wydarzeń kończącego się roku. Przez długie dekady można było oglądać je w Telewizji Polskiej. Gość audycji "Humor i Teraźniejszość", satyryk, aktor i rysownik Jacek Fedorowicz przyznał, że dziś ma do idei szopki jak najgorszy stosunek. - Uważam to za przeżytek. Jeżeli w obecnym czasie ktoś chce wskrzesić tę formę, to z góry skazane jest to na niepowodzenie - przekonywał gość Kamila Śmiałkowskiego

Tak Jasionka Żegna Amerykanów. 'Tam czuli się jak królowie'

Czy to jest słuszna satyra?

- Kiedyś sam fakt, że znany człowiek (czy to polityk, czy artysta) nagle mówi coś takiego, czego by za żadne skarby nie powiedział, bo te słowa mu autor satyry wstawia w usta, był atrakcyjny - tłumaczył Fedorowicz. Jego zdaniem z biegiem lat taka satyra jednak spowszedniała. - Dlatego, że politycy zaczęli mówić coraz większe głupstwa. W związku z czym, to przestawało być śmieszne. Tak mi się przynajmniej wydaje - ocenił.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Po chwili przyznał, że ta opinia wynika też z tego, że jest konsumentem i współtwórcą tej formy. - Może trochę przesadziłem, streszczając ten mój obecny stosunek - przyznał. - Zaczynałem swoją szopkową działalność bardzo wcześnie, bo pogrzebałem w pamięci i przypomniałem sobie, że w gdańskim radiu brałem udział jako wykonawca szopek już w roku 58 i 59 - stwierdził, wymieniając przy tym nazwiska kolegów, z którymi wtedy współpracował.

'Kościół stoczy batalię'. To mógł być główne osie konfliktu na linii biskupi-rząd

W kolejnej dekadzie Fedorowicz już był nie tylko współtwórcą, ale i postacią pojawiającą się w szopce. I to telewizyjnej. - To jest jakiś powód do dumy. Chyba byliśmy tam pokazani w parze z Jerzym Gruzą - opowiadał, choć przyznał, że nie pamięta wielu szczegółów. - Pamiętam tylko, że miałem takie odruchowe "zaraz, zaraz, czy to jest słuszna satyra, czy nie? Czy się czepiają i przesadzają, czy też podpatrzyli coś zręcznie?". Nie pamiętam, jakie z tego wyciągnąłem wnioski, ale gdzieś tego typu myślenie nie było mi obce - opowiadał.

Oszukać w telewizji jest łatwo

- Miałem taki okres, że przez dwa albo trzy lata robiłem szopki w telewizji na bazie swojego programu "Dziennik Telewizyjny", w którym akurat część muzyczna nie była obfita, ale obowiązkowa w każdym programie - wspominał gość TOK FM. Fedorowicz przyznał, że szopka była wyraźnym zamówieniem redakcji, przed którym się bronił, twierdząc, że nie znajdzie na nią czasu przy rytmicznej pracy nad regularnymi wydaniami "Dziennika". - Jednak się zgodziłem i pamiętam, że pierwsza szopka ogromnie się podobała. Być może na zasadzie kontrastu, dlatego, że bardzo zależało mi na zmianie formy. Wtedy uważałem, że przejadły się już kukiełki, które mają martwe twarze i głosy aktorów i postanowiłem sprawdzić, jak się w szopce sprawdzi to, co było zasadą w tym moim "Dzienniku" - tłumaczył.

Da się żyć z memów? Marszał: Staram się nie krzywdzić ludzi postronnych

Podstawowym pomysłem na ten program satyryczny było bowiem to, że wypowiedzi polityków nie są w żaden sposób zmieniane. - Dopiero przez zmianę kontekstu wychodziło z tego coś zabawnego - tłumaczył.

"Dziennik Telewizyjny" był emitowany w latach 1995-2005, czyli "nie tak długo po odzyskaniu niepodległości". - Traktowałem jako swój obowiązek, żeby podzielić się z widownią obserwacją, że oszukać w telewizji jest niezmiernie łatwo. Wystarczy montaż, dokrętka, zmiana kontekstu, albo odpowiednie zestawienie i wtedy wszystko jest możliwe - wspominał.

Na stwierdzenie prowadzącego, że patrząc na serwisy informacyjne w TVP przez lata rządów PiS można odnieść wrażenie, że ich twórcy wychowali się na programie Fedorowicza, satyryk zareagował z entuzjazmem - Tak! Tak! Z ust mi pan to wyjął. (...) Niestety nauczyłem Kurskiego, jak to się robi - stwierdził. - Ja powinienem teraz publicznie powiedzieć 'przepraszam'. To ja przepraszam - spuentował.