,
Obserwuj
Podkarpackie

Tak Jasionka żegna Amerykanów. "Tam czuli się jak królowie"

6 min. czytania
10.04.2025 12:42
Prałam im ubrania, załatwiałam jakieś sprawy. Kupowałam rzeczy, których sami nie potrafili. Ogarniałam bankowe sprawy - mówi o żołnierzach z USA, którzy żegnają się z bazą w Jasionce, pani Klaudia Adamczyk, właścicielka małej budki z kebabem obok lotniska. - Zżyliśmy się z nimi. Do tej pory niektórzy wysyłają mi zdjęcia ze Stanów; a to wzięli ślub lub dziecko im się urodziło - wspomina kobieta.
|
|
fot. Grzegorz Bukala/REPORTER/East News

 

  • Nostalgia, spokój i poczucie bezpieczeństwa towarzyszy mieszkańcom Jasionki wraz z pożegnaniem amerykańskich wojsk z lotniska;
  • W ciągu trzech lat mała podrzeszowska wioska stała się logistycznym centrum wsparcia dla walczącej Ukrainy, a jej mieszkańcy zdążyli się z Amerykanami po prostu zżyć.

 

Ze spokojem, ale pewnego rodzaju rozrzewnieniem i nostalgią, mieszkańcy Podkarpacia żegnają amerykańskich żołnierzy. Sławomir Porada, wójt gminy Trzebownisko, na terenie której mieści się lotnisko i baza amerykańskich wojsk, mówiąc o rotacji wojsk sojuszniczych, nazywa to naturalną rzeczą. Jak dodaje - kończy się pewien etap. - Niewiele się zmieniło i nie ma potrzeby widzieć jakichkolwiek obaw z tego tytułu - przekonuje w rozmowie z reporterem TOK FM. - Tych wojsk sojuszniczych nadal jest mnóstwo. Są żołnierze z Norwegii i Niemiec, cały czas - wbrew niektórym doniesieniom w mediach - widoczna jest infrastruktura wojskowa, wyrzutnie Patriot - zaznacza.

Kogo Amerykanie zaskoczyli decyzję ws. Jasionki? Wojskowy wylicza błędy. 'Jest problem'

Amerykanie ochraniali lotnisko w podrzeszowskiej Jasionce ponad trzy lata. Po raz pierwszy żołnierze z 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej wylądowali tu 4 lutego 2022 roku. Po wybuchu wojny w Ukrainie, nie tylko umocnili swoją obecność w Jasionce, ale też wspólnie z polskimi służbami odpowiadali za transport sprzętu wojskowego za wschodnią granicę. Zajęli się także fortyfikacjami samego lotniska - niebo nad Jasionką zaczęły chronić baterie systemu przeciwlotniczego Patriot. - Mieszkańcy po prostu zżyli się z żołnierzami - wyjaśnia Porada. - Dlatego to pożegnanie może być dla niektórych trudne. Myśmy zapraszali Amerykanów na spotkania w szkołach, w instytucjach kultury - tłumaczy i powołuje się na przykład zeszłorocznej wigilii, na której Amerykanie po raz pierwszy w życiu kosztowali tradycyjnych polskich potraw. - Dla nich to była egzotyka, a dla nas ciekawe doświadczenie - tłumaczy wójt Trzebowniska. - Najwięcej zachodu było z wytłumaczeniem, czym jest kompot z suszu; jak to przetłumaczyć? "Juice", no nie "juice". To może, że zupa - no też nie do końca - śmieje się Porada.

 

Międzynarodowy? kebab

 

Najlepiej o dobrych relacjach mieszkańców "J-town", czyli Jasionki z żołnierzami świadczy? budka z kebabem, mieszcząca się tuż obok lotniska. W menu gołym okiem widać wpływ kuchni zza Atlantyku. Obok klasycznego rollo, można zamówić burgera, steka, nuggetsy, a nawet tacos. - Na początku w ogóle nie chcieli jeść kebaba, u nich tego nie ma - przypomina z uśmiechem na ustach pani Klaudia, właścicielka lokalu. - Na szczęście robiliśmy też burgery, więc te były od samego początku "specjalnością zakładu" - wspomina kobieta.

Z dużą sympatią mówi o żołnierzach i podkreśla, że próbowali dostosować podkarpackie realia do swoich wspomnień z ojczyzny. - Był taki jeden chłopak, który dostał paczkę od rodziców z jakimiś meksykańskimi frytkami i prosił, żeby zamiast naszych frytek z posypką zrobić mu wersję, ale z tymi, które on przyniósł. opowiada właścicielka budki i dodaje: Jeszcze inny z wojska prosił, żeby burgera nie wsadzać do bułki, ale zawijać w sałatę, ktoś jeszcze, żeby przesmażyć mięso i bułkę na wiór. Wszystko to robiliśmy, a oni byli strasznie wdzięczni.

Najcieplej pani Klaudia wspomina pierwszą grupę żołnierzy z USA. - Byli tutaj najdłużej - tłumaczy. - Z nikim do tej pory nie było problemów, ale z tamtymi chłopakami najmocniej się zżyliśmy. Byli bardzo serdeczni, po jakimś czasie witaliśmy się i przytulaliśmy. Potrafili przy tej małej budzie spędzić cały wieczór, nawet nie wiem, ile razy się zdarzyło, że naprawiali mi coś w domu - opowiada kobieta. Dodaje jednocześnie, że "to działało w obie strony". - Prałam im ubrania, załatwiałam jakieś sprawy. Kupowałam rzeczy, których sami nie potrafili, ogarniałam kwestie bankowe sprawy - wyjaśnia.

 

I ślub

 

Do tej pory z częścią żołnierzy z pierwszego "rzutu" z Jasionki pani Klaudia utrzymuje kontakt. Najlepszym dowodem na to, jak dobrze wyglądały relacje między mieszkańcami Jasionki a żołnierzami z USA jest córka pani Klaudii. - Niedawno z jednym z nich wzięła ślub - przyznaje nieśmiało. - Niedługo będę babcią - dodaje z szerokim uśmiechem.

Strach wokół lotniska w Jasionce. 'Nie jesteśmy przygotowani na żadną sytuację kryzysową'

Na pytanie, czy lokal nastawiony na Amerykanów zmieni swoje menu, pani Klaudia odpowiada. - Nie wiem, chyba już mam na tyle uniwersalne jedzenie, że każdy tu coś znajdzie. - Odwiedzają mnie też Norwegowie i Niemcy, bo mają bazę niedaleko, ale potraw z łososia czy sznycli na razie smażyć nie będę - zapowiada.

 

Duże napiwki i kursy do pralni

 

Z podobnym rozrzewnieniem w głosie, ale już z innych powodów, żołnierzy z USA wspomina Adam Juroszek, kierowca Bolta z Rzeszowa. - Jadąc z nimi, byłem pewny napiwku. I to całkiem niezłego. Widać to było po nich, że taką mają kulturę i to dla nich naturalny odruch. Przecież nie będę narzekał - żartuje.

Najczęstsze kursy? Na samym początku Amerykanie Rzeszów kojarzyli z trzech miejsc. - Pralnia na Kopisto, siłownia i ogólnie lokale w rynku - wymienia jednym tchem Juroszek. - Potrafili władować do samochodu ogromne wory z brudnymi ciuchami, ale potem w bazie zrobili im pralnie - została siłownia i rynek. Jakiś czas temu pojawiła się u nich siłownia, a więc został tylko rynek, tam czuli się jak królowie Rzeszowa. Praktycznie każdy z nich był z miejsca otoczony grupą młodych dziewczyn, mimo że niektórzy z nich jeszcze przed chwilą rozmawiali z żoną czy dziećmi. Jakieś to trochę? nie wiem - uważa kierowca.

 

Lament restauratorów

 

Podobnie, jak w przypadku budki z kebabem w Jasionce, wpływy "zza oceanu" dobrze widać w rzeszowskich knajpach i restauracjach. Stali obserwatorzy lokalnej gastronomii jednym wdechem potrafią wymienić miejsca, które dzięki żołnierzom dostały "drugie życie". - Jest kilka przykładów miejscówek, które z powodu pandemii były na kraju upadku. Można tam było dostać piwo, kiepskie przekąski i ból brzucha na drugi dzień. Amerykanie sprawili, że po trzech latach i po miesiącach ogromnych przychodów, w tych samych lokalach można zjeść prawie że wykwintne dania. Podobnie z klubami nocnymi, albo mówiąc inaczej "dyskotekami", gdzie można potańczyć. Z nimi co prawda nie było źle, ale żołnierz U.S. Army ściągał za sobą rzesze dziewczyn, a przez to kolejną klientele - mówią anonimowo. - Jak do tej pory Norwegowie i Niemcy tak "grubo" się nie bawią - dopowiadają inni.

 

"Status miasta nie ulegnie zmianie"

 

Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek w rozmowie z reporterem TOK FM przyznaje, że o planach relokacji wiedział od dawna. - Nie o wszystkim mogę mówić, ale jednego jestem pewny. Rzeszów nadal będzie bezpieczny, tylko teraz będzie jeszcze bardziej międzynarodowy, bo lukę bo Amerykanach wypełnią żołnierze z innych krajów Europy - tłumaczy.

Według Fijołka obecność żołnierza z USA dawała poczucie bezpieczeństwa mieszkańcom, ale ten poziom nie ulegnie zmianie. - Takie poczucie wynikało pewnie z tego, że nasz naród, a może nawet i szczególnie nasz region, traktuje Stany jako supersojusznika. Inaczej może rzeszowianie podchodzą na początku do obecnych tu Norwegów, czy Niemców, a inaczej do Amerykanów, ale to co najważniejsze z mojego punktu widzenia - czyli bezpieczeństwo - nie ulega zmianie. Skandynawowie mają tutaj system NASAMS, Niemcy rozstawili Patrioty. Nic nam nie grozi - przekonuje.

Amerykanie wycofują się z Jasionki. Jak zareaguje Rosja? 'Nastąpił pewien wyłom'

A co z rzeszowskimi restauracjami, które tak ochoczo dopasowywały swoje menu do gustu gości ze Stanów Zjednoczonych? - U nas można dobrze zjeść, ale teraz pewnie zamiast fish&chips czy nuggetsów pojawi się więcej np. dań ze śledzia dla Skandynawów, a burger zawsze można zrobić z łososiem. Mnie osobiście mega smakuje - odpowiada z uśmiechem Fijołek.

Posłuchaj podcastu!