,
Obserwuj
Kultura

Papież Franciszek i kobiety. "Kiedy jej matka widziała, że się zbliżam, przeganiała mnie miotłą"

6 min. czytania
26.04.2025 09:33
"Napisałem do niej list, w którym wyznałem, że musimy się pobrać, gdyż dla mnie liczy się tylko ona. Aby lepiej uzasadnić moją propozycję, narysowałem też mały biały domek, który zamierzałem kupić i w którym mieliśmy pewnego dnia zamieszkać. Amalia zachowała ten rysunek do końca życia" - wspominał Jorge Bergoglio, czyli papież Franciszek w swojej autobiografii pt. "Nadzieja".
|
|
fot. Archiwum prywatne/Świat Książki

Poniższy fragment pochodzi z autobiografii papieża Franciszka pt. "Nadzieja", wydanej 14 kwietnia 2025 roku nakładem wydawnictwa Świat Książki.

  • W gimnazjum miał opinię prawego człowieka. Bez wahania stawał w obronie słabszych i wyśmiewanych;
  • Do szkoły, w której był nauczycielem, zapraszał Jorge Luisa Borgesa. Pisarz jeździł na spotkania autobusem z Buenos Aires 8 godzin;
  • Zamierzał spędzić życie ze swoją nastoletnią miłością. Matka dziewczyny przeganiała go miotłą. 

 

I z daleka się poznali

(...) Był synem policjanta i pod wieloma względami prawdopodobnie był najinteligentniejszy i najzdolniejszy z nas wszystkich… Oczytany, był także miłośnikiem muzyki klasycznej, w której nieźle się orientował. Ten wysoki, krzepki chłopak był po prostu wybitny.

Ludzki umysł jednak kryje w sobie niezgłębione tajemnice. Pewnego dnia, który na pozór był taki jak wszystkie inne, chwycił broń ojca i zabił kolegę z sąsiedztwa, swojego rówieśnika.

Franciszek, 'Nadzieja. Autobiografia'
Franciszek, 'Nadzieja. Autobiografia'
Świat Książki

Na wieść o tym doznaliśmy szoku. Chłopak trafił do szpitala psychiatrycznego na oddział zamknięty dla aresztantów. Poszedłem go tam odwiedzić. To było moje pierwsze bezpośrednie doświadczenie więzienia, doświadczenie dwojakiego rodzaju, bo był to również szpital dla chorych psychicznie. Mogłem porozmawiać z kolegą tylko przez okienko, małe jak znaczek pocztowy, podzielone kratą na cztery części, w obramowaniu ciężkich żelaznych drzwi. Byłem głęboko wstrząśnięty. Podczas kolejnych odwiedzin towarzyszyło mi kilku kolegów. Parę dni później usłyszałem, jak w szkole pedel i kilku chłopców z innej klasy kpi z nieszczęśnika.

Kościół po Franciszku. Jedno słowo, które powoduje, że polscy biskupi 'cali się chowają'

Rozgniewałem się i nakrzyczałem na nich, a następnie poszedłem do dyrektora szkoły, aby zaprotestować. Coś takiego nigdy nie powinno się zdarzyć, a tym bardziej z udziałem szkolnego woźnego. Mój kolega i tak już wystarczająco cierpi, znajdując się równocześnie w więzieniu i w psychiatryku. Ta zdecydowana reakcja przysporzyła mi w szkole opinii prawego człowieka. Tak właśnie zyskuje się reputację, choć trudno mi powiedzieć, czy rzeczywiście zasłużyłem na tę ocenę. Po jakimś czasie mojego kolegę przeniesiono do zakładu poprawczego. Zaczęliśmy do siebie pisać. Nie został skazany na dożywotnie więzienie, ponieważ w chwili dokonania zabójstwa był niepełnoletni. Kilka lat później wyszedł na wolność.

Po maturze, kiedy już byłem w nowicjacie, zadzwonił do mnie inny mój dawny przyjaciel, mówiąc, że udało mu się skontaktować z siostrą tamtego kolegi. Zrozpaczona wyjawiła, że jej brat wkrótce po opuszczeniu poprawczaka popełnił samobójstwo. Miał zaledwie dwadzieścia cztery lata.

Takiego papieża bojà się biskupi w Polsce. 'Oznaczałoby to dymisje'

Czasami, jak mówi psalm, serce człowieka jest niezgłębione.

Wspomnienie tamtego bólu przywodzi mi na myśl inne, podobne cierpienie.

Złożoność życia

Byłem w czwartej klasie gimnazjum, kiedy w autobusie zbliżył się do mnie jeden z pierwszoroczniaków. O ile pamiętam, zapytał, czy mogę pożyczyć mu pewną książkę, której pilnie potrzebował. Zgodziłem się i obiecałem, że mu ją przyniosę. Tak zaczęła się nasza relacja. Był jedynakiem, w szkole sprawiał kłopoty wychowawcze. Wtedy już byłem świadomy mojego powołania, choć jeszcze nie powiedziałem o tym nikomu. Wiedziałem, że ten chłopiec nie przystąpił jeszcze do pierwszej komunii świętej. Krótko mówiąc, postanowiłem mu towarzyszyć, rozmawiać, zaopiekować się nim najlepiej, jak potrafiłem. Poszedłem nawet do niego do domu, by poznać jego rodziców. Państwo Heredia byli bardzo poczciwymi ludźmi, ale… Kiedy byłem w szóstej klasie, ten chłopiec zadźgał nożem swoją matkę. Miał piętnaście lat, nie więcej.

Pamiętam żałobne czuwanie po śmierci tej kobiety, ziemistą twarz ojca i jego podwójny smutek nie do ukojenia. Wyglądał jak Hiob: "Moje oko przyćmione od bólu, członki me wyschły jak cień" (Hi 17, 7).

Wiadomość o tym nieszczęściu dotarła do szkoły i wstrząsnęła nami do głębi, uzmysławiając tragizm i złożoność życia. Jorge Luis Borges napisał:

"Próbowałem, nie wiem, czy z powodzeniem, opowiadań pisanych wprost. Nie ośmielam się twierdzić, że są proste; nie ma na ziemi ani jednej strony, ani jednego wyrazu, które by takie były". - Jorge Luis Borges
Na tym zdjęciu przyszły papież Franciszek ma rok
Na tym zdjęciu przyszły papież Franciszek ma rok
Archiwum prywatne/Świat Książki

Przedstawienie złożonego doświadczenia życia wymaga pokory.

Bardzo ceniłem i szanowałem Borgesa, a powaga i godność, z jaką przeżywał swoją egzystencję, były dla mnie uderzające. Był człowiekiem mądrym i odznaczającym się niezwykłą głębią.

Jorge Bergoglio i Jorge Luis Borges

Mając zaledwie dwadzieścia siedem lat, zostałem nauczycielem literatury i psychologii w Colegio de la Inmaculada Conceptión w Santa Fe. Prowadziłem tam lekcje na temat kreatywnego pisania i przyszło mi do głowy, by wysłać Borgesowi, za pośrednictwem jego sekretarki, która dawniej była moją nauczycielką gry na pianinie, dwa napisane przez moich studentów opowiadania. W tamtych latach wyglądałem na o wiele młodszego, niż byłem, a studenci między sobą nazywali mnie Carucha (ładniutki). Borges, choć był już wtedy jednym z najbardziej znanych autorów XX wieku, kazał sobie przeczytać (był już praktycznie niewidomy) oba opowiadania. Bardzo mu się spodobały. Zwrócił się do mnie, bym zawarł je w książce, która została następnie opublikowana przez argentyńskie wydawnictwo Castellví pod tytułem "Cuentos originales" i opatrzona przez niego prologiem. W przedmowie, przypuszczalnie najbardziej wspaniałomyślnej ze wszystkich, jakie kiedykolwiek napisał, zaznaczył:

'Niniejszy prolog dotyczy nie tylko tej książki, ale także każdego z nieokreślonej, acz możliwej serii dzieł, które młodzi autorzy tutaj publikowani stworzą w przyszłości'. - Jorge Luis Borges

Kto został nowym papieżem? Oto najwięksi faworyci [LISTA]

Zaprosiłem również Borgesa do wygłoszenia w naszej szkole kilku wykładów na temat gauchos w literaturze, a on przyjął tę propozycję. Pozbawiony pychy, potrafił mówić o wszystkim. Mimo swych sześćdziesięciu sześciu lat, by dotrzeć do Santa Fe, wsiadał do autobusu w Buenos Aires i jechał osiem godzin nocą. Raz spóźniliśmy się na zajęcia, ponieważ kiedy przyjechałem po niego do hotelu, poprosił, bym pomógł mu się ogolić. Był agnostykiem, który co wieczór odmawiał "Ojcze nasz", gdyż obiecał matce, że umrze jak chrześcijanin. Musiał być człowiekiem uduchowionym, skoro napisał:

"Abel i Kain spotkali się po śmierci Abla. Szli przez pustynię i z daleka się poznali, gdyż obaj byli bardzo wysocy. Bracia usiedli na ziemi, rozpalili ognisko i posilili się. Milczeli jak zmęczeni ludzie o schyłku dnia. Na niebie ukazała się jakaś gwiazda, nienazwana jeszcze żadnym imieniem. W świetle płomieni Kain dostrzegł na czole Abla ślad po kamieniu i upuścił chleb, który niósł do ust, i poprosił o wybaczenie mu zbrodni.

Abel odpowiedział:

- Czy ty mnie zabiłeś, czy ja zabiłem ciebie? Nie pamiętam już; jesteśmy tu razem jak dawniej.

- Teraz wiem, że naprawdę mi przebaczyłeś - powiedział Kain - gdyż zapomnieć to znaczy przebaczyć. Ja też postaram się zapomnieć…".

Miłość miotłą przepędzona

Oprócz szkolnych kolegów miałem także przyjaciół z parafii św. Józefa we Flores. Zaczęliśmy widywać się częściej, kiedy ukończyłem gimnazjum. Uczestniczyłem wtedy w spotkaniach i wspólnych zabawach, a moja siostra Marta zaręczyła się z jednym z moich kolegów.

Ani białego, ani czarnego dymu nad Watykanem. 'Sytuacja hipotetyczna? Nie do końca'

W tamtym okresie ja również interesowałem się dziewczętami. Jedną z parafii we Flores, a drugą z dzielnicy Palermo, która w Buenos Aires jest trochę jak The Little Italy i gdzie na środku Plaza Italia stoi konny pomnik Giuseppe Garibaldiego. Poznałem tę dziewczynę, ponieważ nasi ojcowie byli przyjaciółmi i spotykaliśmy się całą rodziną. Nie byliśmy oficjalnie zaręczeni, wychodziliśmy razem ze wszystkimi, tańczyliśmy tango. Miałem siedemnaście lat. Czułem już jednak pewien niepokój związany z moim powołaniem do kapłaństwa. Obie te kobiety jeszcze żyją. Spotkałem je ponownie kiedy już byłem biskupem. Jedna pracowała na kierowniczym stanowisku w parafii w barrio Caballito, była zamężna i miała dzieci, a druga mieszkała ze swoją rodziną w Palermo. Wcześniej, w latach chłopięcych, byłem dziecięco zauroczony jeszcze inną dziewczynką z mojej dzielnicy, ale zupełnie o tym zapomniałem i przypomniano mi to dopiero, kiedy zostałem wybrany na papieża.

Amalia Damonte była moją koleżanką ze szkoły podstawowej. Napisałem do niej list, w którym wyznałem, że musimy się pobrać, gdyż dla mnie liczy się tylko ona. Aby lepiej uzasadnić moją propozycję, narysowałem też mały biały domek, który zamierzałem kupić i w którym mieliśmy pewnego dnia zamieszkać. Amalia zachowała ten rysunek do końca życia. Mieszkała tuż obok nas przy calle Membrillar, a jej rodzina również pochodziła z Piemontu. Mimo to matka Amalii najwyraźniej miała wobec niej inne plany i kiedy widziała, że się zbliżam, przeganiała mnie miotłą. (...)

Posłuchaj: