Tak prymas Wyszyński naprawdę chciał zwalczać Żydów? "Druga twarz naszych świętych"
- Prymas Wyszyński i antysemityzm. Jakie praktyczne działania planował?
- Autorzy książki "Antysemickie chrześcijaństwo" analizowali dokumenty i źródła na temat antysemityzmu w Kościele.
Poniższy fragment pochodzi z książki "Antysemickie chrześcijaństwo" autorstwa Artura Nowaka i Stanisława Obirka, wydanej 6 maja nakładem wydawnictwa Prószyński Media.
Myślę, że musimy tu omówić rolę w kształtowaniu się tych postaw Stefana Wyszyńskiego. Czytelnicy mocno się zdziwili, gdy zaprezentowaliśmy go w Skandalistach w sutannach jako umysł przedsoborowy, antysemicki. Tyle że - myślę sobie teraz, przedstawiliśmy go w sposób bardzo wyrozumiały i delikatny. Jacek Leociak, pewnie pod wrażeniem jego beatyfikacji, jako znawca tej problematyki wydobył z szafy te wszystkie antysemickie teksty i zachowania, i słowa Wyszyńskiego, które padały w różnych kontekstach. Kościół oczywiście znaczenie tych cytatów minimalizuje, ale sprawa wydaje się dość oczywista. Autorzy, których promował w "Ateneum Kapłańskim" jako redaktor tego antysemickiego pisma, jasno pokazują, że wpisywał się mentalnie w tamten czas. (...)
Przypomnijmy. Pisali tam w różnym czasie najwięksi katoliccy antysemici: Józef Kruszyński, były rektor KUL-u, ksiądz Józef Pastuszka, profesor KUL-u, twórca i kierownik katedry psychologii ogólnej, który stwierdził: "Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację". Publikuje tam też ksiądz doktor Stanisław Trzeciak, dla którego antysemityzm był obsesją.
(...) Trzeciak pisał, że rozwody, śluby cywilne, szerząca się pornografia to działania Żydów. (...) Przed wojną rozmawiał z władzami Trzeciej Rzeszy o powołaniu w Polsce profaszystowskiego rządu. Ale na porządku dziennym był antysemityzm w Niepokalanowie, u ojców franciszkanów, z Maksymilianem Kolbem na czele. Mówię o milionowych nakładach konsorcjum medialnego franciszkanów, którym zarządzał bardzo skutecznie taki Rydzyk międzywojenny, czyli właśnie wspomniany Maksymilian Kolbe. To tam można znaleźć całą literaturę antysemicką i te obsesyjne teksty o tym, jakim zagrożeniem - zwłaszcza ekonomicznym, ale również kulturowym i demoralizacją młodzieży - są Żydzi. Kolbe, o czym pisał ksiądz Jan Kracik, wierzył w te wszystkie brednie z "Protokołów mędrców Syjonu".
Profesor Jacek Leociak przypomniał tekst samego Wyszyńskiego, który, jak wiadomo, całe swoje życie poświęcił pobożności ludowej i uważał, że polski Kościół będzie trwał właśnie dzięki niej. Jak wiemy, księdza Wyszyńskiego bardzo martwiło to, że produkcją dewocjonaliów i ich rozprowadzaniem zajmują się Żydzi.
Jego słowa brzmią dzisiaj jak jakieś dziwactwo, ale w przeświadczeniu księdza Wyszyńskiego to były bardzo racjonalne propozycje rozwiązania "kwestii żydowskiej". Tam padają konkretne cyfry, tysiące czy miliony złotych, które Żydzi zarabiają na tych chrześcijanach, i zdaniem Wyszyńskiego tak nie może być. Tekst Jacka Leociaka warto dokładnie przeczytać i zapamiętać, bo przewraca do góry nogami wyobrażenie większości Polaków o wielkości Wyszyńskiego. A interesujące nas detale na temat niestosowności zajmowania się Żydów katolickimi dewocjonaliami brzmią następująco:
Zażydzenie handlu dewocjonaliami napawało troską nie tylko redaktora naczelnego „Ateneum Kapłańskiego". Był to jeden z wątków przewijających się w ówczesnej publicystyce narodowo-katolickiej. Wyszyński na wstępie przywołuje dane statystyczne: aż 80 proc. hurtowni dewocjonaliów w Polsce znajduje się w rękach Żydów, co daje im ok. 60 milionów złotych dochodu rocznie. Ale to nie jest jeszcze najgorsze. Niedopuszczalne jest to, że przedmioty czci religijnej dla chrześcijan produkują i rozprowadzają niechrześcijanie. Dlatego Żydzi powinni być "usunięci z handlu dewocjonaliami". (...)
Krótko mówiąc, cały handel dewocjonaliami powinien zostać w rękach chrześcijan. Mamy tu praktyczny aspekt antysemityzmu Wyszyńskiego. On tu zresztą nawiązuje do tego, co pisano w katolickich mediach, żeby Żydów odciąć od jakiejkolwiek sprzedaży czegokolwiek poprzez ich bojkot. (...)
Endecy i cała prasa prawicowa zajmowali się w całym okresie przedwojennym tym dylematem: jak pozbyć się Żydów. To się w głowie nie mieści, ale w tych wszystkich paszkwilach presja była na tyle duża, że każdy, kto choćby pomagał Żydom, był traktowany jak wróg. Gazety opisywały Polaków, którzy wynajmowali Żydom nieruchomości. Podawano ich pełne dane wraz ze zdjęciami, opisując ich jako niemal kolaborantów. Byli "szabesgojami". Wszystkie te pisma oczywiście przedstawiały się jako "katolickie" i „chrześcijańskie". (...)
Dariusz Libionka, który od wielu lat zajmuje się stosunkiem kleru i hierarchii katolickiej do Zagłady, pokazuje, jak w czasie wojny pojawiał się odruch współczucia dla Żydów, ale też było słychać: "Myśmy nie potrafili tej kwestii rozwiązać, a Hitler to zrobił". I to właśnie nigdy nie zostało wyraźnie powiedziane. Mamy jakiś problem z dostępem do archiwów kościelnych. Nie pokazano do tej pory dokumentów, które nie najlepiej świadczą o Kościele i jego gotowości pomocy Żydom. Bo po wybuchu wojny - wiemy to na przykład z zapisków Emanuela Ringelbluma i jego zespołu - zachowania katolików nie polegały zasadniczo na niesieniu pomocy Żydom, ale raczej na współpracy z okupantem. Kościół oczywiście chełpi się, że jakieś jednostkowe klasztory czy duchowni pomagali Żydom, ale reguła była inna. Ducha tego czasu, a w zasadzie ówczesną mentalność, pokazuje historia pewnego jezuity. Natrafiłem przypadkowo na taki epizod dotyczący księdza Franciszka Ilków-Gołąba, który został z zakonu właściwie wyrzucony, bo nie chciał dawać rozgrzeszenia chłopom, którzy mordowali Żydów. Ksiądz Michał Czajkowski napisał o tym jezuicie wspomnienie, bo był jego wykładowcą w seminarium we Wrocławiu. To pokazuje, że praktyka była taka, że się jednak wybaczało mordercom Żydów.
To rzeczywiście niesamowite. O tym się nie mówi. My się z tego absolutnie nie rozliczamy.
Nie mówimy o wielu rzeczach. Paradoks polega na tym, że prowincjał, który wyrzucił Franciszka Ilków-Gołąba z zakonu, jednocześnie dał rozgrzeszenie katowi Auschwitz-Birkenau Rudolfowi Hössowi. To jest właśnie antysemityzm w teologicznej szacie, który wymaga przypomnienia, bo po prostu wiele tłumaczy. (...)
Żydzi zagrażali wszystkim. Warstwom niższym, bo są kramarzami, szynkarzami, handlują alkoholem, młodzieży, bo ją rozpijają w karczmach, wreszcie elicie polskiej, bo "zarządzają", są lekarzami i adwokatami. Pojawiają się w prasie różne pomysły, co z Żydami zrobić. Był pomysł, żeby ich wywieźć. Przypomnę, że w "Ateneum Kapłańskim" na przykład w 1939 roku, czyli wtedy, kiedy redagował już to pismo Wyszyński, pojawił się tekst księdza Czuja o tym, że co prawda drogą Niemiec nie możemy iść, ale z "żydostwem" trzeba zrobić porządek. Jak pisał, "więcej racji mają rasiści praktyczni", którzy nie mordują, ale eliminują wpływy Żydów. Jan Czuj to nie byle kto. To profesor Uniwersytetu Warszawskiego, pierwszy rektor Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, jeden z księży patriotów.
To był przed wojną endek, był nawet posłem, potem jako "ksiądz patriota" zbratał się z komunistami. Grzegorz Krzywiec, znawca endecji, ma rację, kiedy mówi: "No jeżeli to nie jest eliminacyjny antysemityzm, to co to jest?". Najbardziej zagorzali antysemici, na przykład taki ksiądz Trzeciak, znany germanofil, doskonale się czuli w towarzystwie antysemitów niemieckich. Byli gotowi na współpracę z nimi. Trzeciak był absolutnie bezkarny w swoich wypowiedziach atakujących wprost Żydów.
Tak. To był wzięty publicysta. Jeździł po Polsce. Ściągał na spotkania tłumy. Oto jak relacjonowano jego antysemicki wykład w Krakowie w 1936 roku: "Doszło do tego, że nawet przedmioty kultu religijnego, czyli dewocjonalia, są wytwarzane i sprzedawane przez Żydów. Jak z nimi walczyć? Co zrobiłby z Żydami Chrystus, gdyby zeszedł na ziemię i widział rozkładową robotę żydowską? Postąpiłby tak, jak postąpił ze współczesnymi sobie Żydami. Wygnałby ich ze świątyni i tą świątynią jest cała Polska, z której Żydów potrzeba wyrzucić". (...)
Co ciekawe, antysemici w sutannach po wojnie doskonale się odnaleźli jako redaktorzy poczytnych dzienników. Jest taka analiza "Tygodnika Powszechnego" pióra biskupa Wojtyły powstała po wojnie. Pisał on: "Od strony kościelnej wszedł do »Tygodnika« ks. Jan Piwowarczyk, który był reprezentantem Kardynała i Kurii mającym za zadanie pilnować czystości doktrynalnej tego pisma, które wówczas ze względu na swego wydawcę (Kuria Metropolitalna) słusznie było uznawane za pismo nie tylko katolickie, ale wręcz kościelne. Warto dodać, że przed 1953 r. wydawcą »Tygodnika Powszechnego« było przez pewien czas Polskie Towarzystwo Teologiczne. Wiadomo, że ks. Piwowarczyk sam był bardzo doświadczonym publicystą i w ciągu pierwszego siedmiolecia nadawał pismu charakter swoimi artykułami zmierzającymi w zasadniczej mierze do wykładu doktryny katolickiej, a między innymi katolickiej nauki społecznej". (...)
No właśnie chciałem spytać o księdza Piwowarczyka, bo to jest ciekawa postać. Publikował w "Głosie Narodu", którego był redaktorem naczelnym. Był proboszczem prestiżowej parafii Świętego Floriana w Krakowie. Kiedy pisał o Żydach, puszczały mu emocje. Szydził, że próżno szukać wśród Żydów inwalidów z polskich wojen. Twierdził, że wspierali wojsko zaborców, że nie da się ich zasymilować w Polsce. Nie wolno pochopnie godzić się na ich konwersję, trzeba traktować te konwersje ostrożnie. Pozostawienie problemu żydowskiego jednak groziłoby zatruciem polskości. Najlepiej więc niech wyjadą z Polski. Twierdził, że to Polacy się asymilują do Żydów. Potępiał katolików czytających "Wiadomości Literackie", będące pod wpływem Żydów. Był zdania, że spryt żydowski uwiódł inteligencję.
(...) Wojtyła chwali talenty dziennikarskie i znajomość warsztatu dziennikarskiego Piwowarczyka, który został asystentem kościelnym tuż po wojnie. On w zasadzie utworzył "Tygodnik Powszechny". W czasie wojny był rektorem seminarium w Krakowie. (...)
I podobnie Wyszyński miał wśród znajomych antysemitów. Na przykład księdza Józefa Kruszyńskiego, który w 1953 roku przeżywał jubileusz pięćdziesięciolecia kapłaństwa. Ten zasłużony kapłan był autorem kilkunastu broszur antysemickich i pięciu tysięcy stron zapisków z czasów wojny (...). Właśnie on nie przestał być antysemitą, choć jego postawa nie była jednoznaczna. Lebionka rekonstruuje to bardzo dobrze, gdy mówi, że "no trzeba by zauważyć jego również współczucie dla ofiar, dla cierpiących Żydów, mordowanych itd., ale jednocześnie to poczucie obcości dla niego zostało". Niemcy, którzy zaproponowali mu współpracę w czasie wojny - publikację w gadzinówkach - bo wtedy sprawował ważną funkcję w Lublinie jako wikariusz generalny, gdyż biskup został aresztowany - w każdym razie Niemcy powoływali się na jego teksty przedwojenne, świadczące o tym, że w pełni rozumie ich antyżydowską politykę, ponieważ był tego samego zdania. A Wyszyński w 1953 roku się z nim spotkał i już jako prymas go chwalił jako dzielnego kapłana.
Można powiedzieć więc, że z jakimś wyczuciem i Wojtyła, i Wyszyński przygarnęli tych utalentowanych pisarzy z okresu międzywojennego i uważali, że w tym, co pisali, to właściwie nic złego nie było, bo ortodoksji nie naruszali, bronili twardego rdzenia nauki chrześcijańskiej, czego się więc czepiać? Tak wyglądała druga twarz tych naszych świętych i błogosławionych. (...) Jeżeli świeżo upieczony biskup lubelski odsyła z kwitkiem delegację Żydów, którzy są przerażeni rosnącym antysemityzmem i falami pogromu w Polsce, i mówi, że nic się nie da zrobić i być może coś jest na rzeczy, no bo przecież mordy rytualne miały miejsce, to co to jest, jeśli nie antysemityzm?
Posłuchaj: