Julia Kamińska: Nagle stałam się osobą, która nie radzi sobie z niczym
Chyba nie ma nic gorszego niż przekonanie, że jestem sama z wielkim problemem, z którym absolutnie sobie nie radzę. Tak nie jest, to są tylko pozorne przeświadczenia - mówiła w TOK FM aktorka, piosenkarka i scenarzystka Julia Kamińska. Przyznała, że była w terapii współuzależnień.
13 listopada Julia Kamińska skończy 38 lat. Jak przyznała w TOK FM aktorka, scenarzystka i piosenkarka dopiero teraz ma poczucie, że "wskoczyła na właściwe tory". - Robię rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, lekkie, ale robię też rzeczy wymagające. A ja lubię robić rzeczy wymagające - przyznała w "Zagubionej Autostradzie".
Przełomem w jej życiu okazała się terapia współuzależnień, na którą trafiła, kiedy miała wrażenie, że "straciła kontrolę absolutnie nad wszystkim". - Poczułam, że zupełnie nie wiem, co robić, że jestem zagubiona, mimo że byłam już bardzo dorosłą osobą. Trudno było mi się z tym pogodzić, bo z perspektywy osoby, która dobrze sobie radziła i zawodowo, i prywatnie, też w moim własnym odczuciu, nagle stałam się osobą, która nie radzi sobie z niczym. Jest na autostradzie bez samochodu. Po ciemku - przyznała w rozmowie z Kamilem Wróblewskim.
- A co to znaczy, że straciłaś kontrolę nad życiem? - dopytywał prowadzący.
- Uświadomiłam sobie, że mam oczekiwania w stosunku do drugiej osoby i nie ma żadnych szans, żeby ta osoba te oczekiwania chciała spełnić. Że muszę sobie przystawić w swojej głowie, że jedyne, na co mam wpływ, to jest tylko to, co ja robię - ze sobą, ze swoim życiem, ze swoją pracą. Że muszę się skupić właśnie na tym. To jest to, o czym Katarzyna Nosowska powiedziała w wywiadzie a propos współuzależnienia: "Puścić tę drugą osobę" - odpowiedziała.
Jak od razu dodała, to tym bardziej "szokujące", że współuzależnieni i współuzależnione lubią pomagać i chcą wyciągać drugą osobę z kłopotów. - A to nie działa. Wręcz przeciwnie, działamy wtedy na szkodę. Ale też ciężko jest wyjść z roli pomagaczki, osoby, która ogarnia - przyznała też.
"Sama z wielkim problemem"
Gościni TOK FM tłumaczyła, że współuzależnienie zawsze ma ten sam mechanizm. - W tym przypadku chodzi o regulację emocji i nadmierną odpowiedzialność za kogoś. Jeżeli więc ktoś jest uzależniony od alkoholu, to osoba współuzależniona próbuje wyjść z tej sytuacji, wyciągnąć tę drugą osobę z problemu, zatuszować to w jakiś sposób - tłumaczyła Julia Kamińska.
Dodała przy tym, że współuzależnione osoby są bardzo silne i gotowe bardzo dużo przyjąć na swoje barki. - Uważają przy tym, że to jest OK, bo przecież ja się poświęcam dla tej drugiej osoby, co jest jednak toksycznym zachowaniem - przyznała.
Dopytywany, ile trwał u niej proces zdrowienia, odpowiedziała krótko: "Około trzech lat". - Dwa lata to była stricte terapia; faktycznie chodziłam na nią co tydzień, regularnie - podkreśliła.
Zastrzegła, że gdyby w odpowiednim momencie nie trafiła na osoby, które jej pomogły, to nie wie, jak potoczyłoby się jej życie. Przyznała też, że jeszcze pamięta to uczucie, kiedy wydawało się jej, że jest zupełnie sama. - Chyba nie ma nic gorszego niż przekonanie, że jestem sama z wielkim problemem, z którym absolutnie sobie nie radzę. Tak nie jest, to są tylko pozorne przeświadczenia, więc rozmawiajmy otwarcie o swoich problemach z bliskimi, z ludźmi, którzy nam dobrze życzą. I nie słuchajmy złych podszeptów. Warto chodzić do terapeuty, jeśli tego potrzebujemy - dopowiedziała.
"Jadę autem po przeglądzie"
Gościni TOK FM była też pytana, co może być w relacji lampką ostrzegawczą. Wskazała na kilka rzeczy.
- Jeżeli z jakiegoś powodu uważamy, że dana osoba jest nieomylna albo prawie nieomylna, to już jest czerwona lampka. Można wtedy zadać sobie niewygodne pytanie: "Czy słucham siebie?", "Czy to dla mnie tak naprawdę dobre?", Czy ta osoba jednak chce, żeby się postąpiło w konkretny sposób, bo będzie mieć z tego profit, np. totalny posłuch". Można też zwracać uwagę na to, czy realizujemy swoje plany czy jednak czyjeś. Można zwrócić uwagę na to, co zaprząta nasze myśli albo nasze rozmowy. Czy nasza perspektywa jest najważniejsza? Czy tę przysłowiową maskę samolotową zakładamy najpierw sobie czy dziecku? - wskazała precyzyjnie.
Przyznała, że o ile wcześniej myślała, że przegrała życie albo jego dużą część, to dziś ma inną perspektywę. Podkreśla, że dużo się nauczyła. - Naprawdę przeżyłam dużo i zawodowo, i prywatnie, a co najważniejsze to wszystko przetrwałam i wyszłam z tarczą. To daje mi bardzo dużo pewności siebie, a także wiary w swoje umiejętności i w swoją siłę - podkreśliła aktorka.
Stąd, jak dodała, dziś "jedzie już autem po przeglądzie, bezpiecznie". - Działa klima. Czasami coś tam może się zepsuje, ale generalnie umiem wymienić koło. Jestem świadoma, którą drogą jadę. To autostrada, do tego dobrze oświetlona - podsumowała w TOK FM.
Źródło: TOK FM