Kiedyś gigant, dziś średniak w dołku. Trump próbuje wyciągnąć Intela z kryzysu
Królowa sztucznej inteligencji rusza na pomoc podupadłemu królowi mikroprocesorów. Intela, bo o nim mowa, do finansowego respiratora podłączyła właśnie NVidia do spółki z Donaldem Trumpem oraz niewielką pomocą japońskiego giganta technologicznego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Intel stracił swoją pozycję?
- Dlaczego straciła na tym też Polska?
- Kto i dlaczego chce jej teraz pomóc?
Najpierw trochę historii która pomoże zrozumieć, dlaczego Intel, którego czipy napędzają większość komputerów na świecie, jest teraz cieniem swojej dawnej potęgi.
Jak przespać swój czas
Po pierwsze: symbolicznym początkiem końca potęgi Intela był rok 2020, kiedy rozwód z jego mikroprocesorami wziął inny amerykański gigant - Apple. W swoich MacBookach zaczął montować własne, opracowane od zera procesory. I choć Apple największym klientem nie był, to najbardziej prestiżowym - już tak.
Po drugie: Intel przespał dwie wielkie światowe technologiczne rewolucje. Pierwsza to rewolucja smartfonów sprzed dwudziestu lat, kiedy na rynku debiutował iPhone. Intel na czas nie opracował odpowiednich procesorów do rodzącego się na świecie rynku i oddał pole swoim konkurentom. Ta porażka niczego jednak szefostwa Intela nie nauczyła, bo przespało drugą rewolucję, czyli rewolucję sztucznej inteligencji. Tu walkowerem oddał mecz na rzecz NVidii - firmy, która kiedyś była ułamkiem potęgi Intela, a teraz prześcignęła go o kilka długości. NVIdia produkuje mocarne mikroprocesory napędzające sztuczną inteligencję i teraz to ona jest światowym potentatem w tej dziedzinie, mały kawałek rynku ma konkurent, czyli AMD, a Intel - jest gdzieś w okolicach zera, bo nie zareagował na czas i nie dostarczył tego, czego ten rodzący się rynek sztucznej inteligencji potrzebował.
Po trzecie: Intel wyłożył się tam, gdzie był najmocniejszy - rok temu jego procesory, mimo innowacyjnej specyfikacji i konstrukcji okazały się... wadliwe i niestabilne. Firma rzuciła się do gaszenia pożaru, ale szybko okazało się, że błąd na błędzie błędem poganiał już na etapie konstrukcji.
I po czwarte: Zawiodły plany inwestycyjne, co odczuliśmy także u nas, w Polsce. Jeszcze dwa lata temu firma zapowiadała budowę fabryki pod Wrocławiem. Miała to być największa inwestycja zagraniczna w Polsce, warta, bagatela, ponad 4,5 miliarda dolarów, czyli... ponad 17 miliardów złotych. Plan zakładał, że polski zakład, razem z fabryką w Magdeburgu w Niemczech oraz zakładem w Irlandii miał stworzyć pierwszy w Europie hub dotyczący produkcji i dostaw układów scalonych. Ponad rok temu na plac budowy zaczęły zjeżdżać koparki i buldożery, ale kilka tygodni później prace stanęły, Intel postanowił inwestycję zawiesić, a dwa miesiące temu ogłosił, że w ogóle rezygnuje z budowy. Pod nóż poszła też fabryka w Niemczech.
To wszystko odbiło się na wynikach i giełdowych notowaniach. Poprzedni zarząd wprawdzie miał ambitny plan modernizacji firmy, ale nie wypalił. Nowy prezes próbuje firmę ratować od kwietnia - wprowadza radykalne cięcia i pisze nową strategię, ale na razie Intel miał wiosną tego roku 3 miliardy dolarów kwartalnej straty - więcej niż rok temu. Cała spółka wyceniana jest na mniej więcej 130 miliardów dolarów, a to w świecie potężnych amerykańskich big-techów - średniak.
Pieniądze i polityka
Intel to teraz kolos na glinianych nogach, ale podpórkę pod nie właśnie stawia mu wspomniana NVidia, czyli największa firma giełdowa świata, królowa sztucznej inteligencji i... sąsiadka Intela w Santa Clara w Dolinie Krzemowej. Właśnie zainwestowała w konkurenta 5 miliardów dolarów. Dla wartej 4,5 biliona dolarów NVIdii - tych 5 miliardów, to drobne na waciki. Dla Intela - być, albo nie być. Obie firmy mają razem pracować nad nowymi układami scalonych do komputerów PC i centrów danych: Intel dostarczy procesory do wybranych produktów Nvidii, która z kolei dostarczy układy graficzne do czipów Intela. To ma przynieść rewolucję przede wszystkim na rynku konsumenckim.
Bo nowe produkty mają łączyć zaawansowaną grafikę z wydajnością i mają być fundamentem dla nowej generacji gamingowych laptopów i przenośnych konsol PC - to ma zagrozić pozycji dotychczasowego lidera tego segmentu, czyli AMD. W odpowiedzi akcje Intela na nowojorskiej giełdzie wystrzeliły w jeden dzień o ponad 30 procent. Tym bardziej, że to kolejna podpora dla tej chwiejącej się firmy, a co ciekawe, w tej sprawie na scenę wkracza wielka polityka i prezydent Donald Trump.
Bo chwilę wcześniej niemałe pieniądze - blisko 10 miliardów dolarów - w Intela postanowił włożyć amerykański rząd, a autorem tej transakcji był osobiście Donald Trump przekonujący o strategicznym znaczeniu firmy dla USA. Co ciekawe, Trump raptem kilka dni wcześniej miał z nowym prezesem Intela na pieńku. Zażądał jego rezygnacji zarzucając mu konflikt interesów, kiedy agencja Reuters podała, że Lip Bu-Tan inwestował w setki chińskich firm zajmujących się produkcją układów scalonych, z których niektóre były powiązane z chińską armią. To wprawiło rynki w osłupienie, bo prezydent USA pierwszy raz publicznie wezwał do dymisji dyrektora generalnego prywatnej - bądź co bądź - firmy. Do dymisji jednak nie doszło, a amerykański rząd kupił nawet akcje Intela, co dało firmie około 10 miliardów dolarów na budowę lub rozbudowę fabryk w USA. A spółka postanowiła się przypodobać prezydentowi pisząc, że dokonuje znaczących inwestycji zgodnych z jego programem „America First”. Bo Trump widzi Intela jako amerykańską odpowiedź na chińskie technologie mikroprocesorowe.
Na marginesie - to wciąż nie wszystko, bo w Intela zainwestowali także Japończycy - ich technologiczny gigant SoftBank dosypuje 2 miliardy dolarów na inwestycję związaną ze sztuczną inteligencją. I w ten sposób - podobnie jak wspomniana wcześniej NVidia - japoński gigant również zdobywa punkty u Trumpa.
Analitycy rynku zadają pytania o możliwy szerszy układ między Trumpem a prezesem NVidii. Bo to idealna narracja dla amerykańskiego prezydenta: rząd wbija jeden zastrzyk z pieniędzmi, NVidia drugi, amerykański czempion jakim jest Intel wraca do gry. Firma, której historia sięga lat sześćdziesiątych, jeden z największych producentów elektroniki na świecie, przez wiele lat synonim reputacji i stabilności, teraz, pod finansowym respiratorem, walczy o przetrwanie. I o to, żeby wciąż Intel był inside, a nie na biznesowym oucie.