Lekarka, która dokonuje aborcji: Nie mam się czego wstydzić. Wszystko, co robię, jest zgodne z prawem
"Obecnie prowadzona kampania przedwczesnych osądów jest zjawiskiem absurdalnym, (...) nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością i rzetelną dyskusją i nosi znamiona linczu publicznego" - czytamy w oświadczeniu Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, które zostało opublikowane po tragicznej śmierci ciężarnej Doroty w Nowym Targu. Z relacji rodziny kobiety i adwokatki zajmującej się sprawą mec. Joanny Budzowskiej wynika, że lekarze nie zdecydowali się wykonać aborcji, mimo że życie 33-letniej Doroty było zagrożone.
Śmierć pacjentki łączona jest z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, który w 2020 roku uznał, że aborcja w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu jest niezgodna z konstytucją. Po tej decyzji lekarze obawiają się dokonywać aborcji ze względu na ewentualną odpowiedzialność karną. "Przypominamy, że rolą państwa, a nie lekarzy jest tworzenie prawa, które powinno budować fundamenty tworzące optymalne warunki leczenia dla pacjentów oraz lekarzy. Jednocześnie przypominamy, że lekarze jako obywatele są zobowiązani do przestrzegania obowiązującego prawa" - napisano w oświadczeniu Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników.
Ze stanowiskiem organizacji nie zgadza się Gizela Jagielska, specjalistka położnictwa i ginekologii oraz zastępczyni dyrektora do spraw medycznych w szpitalu w Oleśnicy. Jak mówiła w rozmowie z Agatą Szczęśniak w audycji "Jest temat!", oświadczenie jest przede wszystkim próbą wytłumaczenia się lekarzy z całej sytuacji. - Tutaj na pierwszym miejscu zostaliśmy postawieni my - lekarze, a nie kobiety pacjentki. I to mi się nie podoba, bo nie tak powinno to wyglądać - oceniła.
Lekarka podkreśliła, że w Polsce aborcja wciąż nie jest całkowicie zakazana. - Prawo jest, jakie jest, ale nie jest to prawo, które całkowicie związuje nam ręce. Nadal legalnie możemy przerwać ciążę w momencie zagrożenia zdrowia i życia kobiety. Ustawa nie wymaga od nas udowodnienia, że to zagrożenie jest bezpośrednie - zaznaczyła. - Ta sytuacja nie jest moją wymarzoną do tego, żebym mogła swobodnie pracować. Natomiast ona wbrew pozorom pozwala mi normalnie funkcjonować. Ale mam wrażenie, że nie wszyscy chcą tę sytuację wykorzystać właściwie - mówiła w TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Nie mam się czego wstydzić"
Doktor Gizela Jagielska otwarcie przyznała, że sama przeprowadza zabiegi aborcji. A do szpitala w Oleśnicy, w którym pracuje, trafiają pacjentki z całej Polski. - Uważam, że nie mam się czego wstydzić. Wszystko, co robię, jest zgodne z wiedzą medyczną i obowiązującym prawem - powiedziała.
Jak zadeklarowała, gdy przychodzi do niej pacjentka w ciąży, która zagraża życiu kobiety, to nie zastanawia się, co na to powie prokurator. - Gdzieś z tyłu głowy na pewno coś takiego istnieje, ale każde świadczenie, którego udzielam, jest zgodne z obowiązującym w Polsce prawem. Więc dlaczego prokurator miałby mnie ścigać? Za co? Ustawa mówi nam jasno, że możemy przerwać ciążę w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia kobiety. Jest to mocno niedoprecyzowane. To może być tysiące spraw i stanów - oceniła.
Ginekolożka podkreśliła, że nie wyobraża sobie - na oddziale swojego szpitala - sytuacji, jaka miała spotkać Dorotę z Nowego Targu. Przypomnijmy, że pielęgniarki miały kazać 33-latce leżeć z nogami do góry, bo twierdziły, że dzięki temu wody płodowe mogą powrócić. - Podobne przypadki zdarzają się na co dzień. Dwa tygodnie temu u nas, ciąża bliźniacza, 12 tygodni, odpłynął płyn owodniowy u jednego z bliźniaków. I nikt, absolutnie nikt, by się nie zastanawiał i nie czekał na obumarcie. Tylko wraz ze wzrostem wskaźników parametru zapalnego, po wyjaśnieniu pacjentce obecnej sytuacji, po przedstawieniu rokowania, podjęlibyśmy decyzję - powiedziała lekarka.
Gościni TOK FM zwróciła uwagę, że ogromnym problemem jest to, że "w relacjach z lekarzami nie ma miejsca na kobietę-pacjentkę". - Ona musi uczestniczyć w procesie decyzyjnym. Uważam, że powinna mieć przedstawione wszystkie fakty, żeby świadomie podjąć decyzję. Bo to ona to robi - stwierdziła.
- Jeżeli pacjentka, ze wzrastającymi parametrami stanu zapalnego, powiedziałaby mi, że ona nadal chce walczyć o tę ciążę, to ok, dalibyśmy antybiotykoterapię, monitorowalibyśmy sytuację. Gdyby nastąpił moment pogorszenia, kobieta znowu by została poinformowana o stanie i zastanawialibyśmy się co dalej. Natomiast, gdyby ona powiedziała, że widzi, iż szanse na przeżycie dzieci są nikłe i w związku z tym chce tę ciążę zakończyć, to dla mnie jest wystarczające - podsumowała Gizela Jagielska.