Pismo ze szpitala było "w drodze" przez miesiąc. Z niemowlakiem mogło stać się wszystko
Lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarki i położne zakładają niewiele Niebieskich Kart. To dokument, który jest wypełniany, gdy istnieje podejrzenie, że w rodzinie jest przemoc. W ubiegłym roku (2022) w całej Polsce założonych ich było 83 196. Najwięcej procedur wszczęli policjanci – ponad 61 tysięcy. Tymczasem pracownicy ochrony zdrowia założyli zaledwie 1308 Niebieskich Kart.
Zdaniem organizacji społecznych, które zajmują się działalnością antyprzemocową, pracownicy ochrony zdrowia unikają wypełniania formalności. Aktywiści zauważają, że lekarze i pielęgniarki mogą mieć kontakt z osobami doświadczającymi przemocy częściej niż policja czy opieka społeczna. A i tak reagują najrzadziej. - Lekarze mogą sprawdzić, czy na ciele dziecka są ślady pobicia lub maltretowania. Podczas badania mogą zapytać, zareagować - mówi Monika Kamińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. - Niestety, mimo tych możliwości, pracownicy ochrony zdrowia bardzo rzadko reagują, zakładają najmniej Niebieskich Kart, nie wzywają policji. A przecież to właśnie oni powinni być szczególnie wyczuleni na tę kwestię, bo zdają sobie sprawę z konsekwencji, jakie może powodować przemoc. Nie wyobrażam sobie, że lekarz, który ma kontakt z dzieckiem pobitym, odwraca wzrok i nie docieka, co się wydarzyło, dlaczego ma siniaki i złamania? - pyta retorycznie Kamińska.
RPO zauważa problem
Małe zaangażowanie ze strony pracowników ochrony zdrowia zauważają też pracownicy socjalni. - Pokażę to na przykładzie. Lekarz po zbadaniu półrocznego dziecka uznał, że zdrowie lub życie niemowlaka może być zagrożone przez sytuacją domową. To był początek miesiąca. Szpital wysłał do nas pismo. Ale to pismo przyszło do nas dopiero pod koniec miesiąca - opowiada Izabela Pawłowska z wrocławskiego MOPS-u, kierowniczka działu przeciwdziałania przemocy domowej. - Przez miesiąc nikt nic nie robił, bo pismo było "w drodze". A przez ten miesiąc mogło się naprawdę wiele wydarzyć. Półroczne dziecko samo się nie obroni, nie poprosi o pomoc. Gdyby ten lekarz wszczął procedurę Niebieskiej Karty, interwencja odbyłaby się w ciągu kilku dni. Przyspieszyłby reakcję na to zgłoszenie przynajmniej o 3 tygodnie. W wielu przypadkach to czas, który może nawet uratować życie. Dlatego to jest tak ważne, żeby nie tylko lekarze informowali o swoich podejrzeniach policję czy MOPS, ale też sami wszczynali procedury Niebieskiej Karty - zaznacza Pawłowska.
Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie do Ministra Zdrowia (z dnia 25.08.2021 r.) stwierdza, że w Polsce brakuje odpowiedniego wsparcia osób doświadczających przemocy domowej przez pracowników ochrony zdrowia. Zauważa też, że lekarze i pielęgniarki zakładają niewiele Niebieskich Kart; niewystarczająco również angażują się w prace zespołów interdyscyplinarnych, mimo że - według prawa - pełnią ogromną rolę w systemie przeciwdziałania i zwalczania przemocy domowej. RPO zachęcał ministra do opracowania wytycznych postępowania w takich przypadkach dla pracowników ochrony zdrowia. Dopytywał też, jakie wsparcie jest udzielane pacjentkom i pacjentom doświadczającym przemocy, którzy trafiają do przychodni lub szpitala. Pyta, czy osoba zgłaszająca się na SOR, dostaje wskazówki o dostępnych dalszych formach pomocy.
Lekarz rodzinny: sygnalizujemy
Lekarze tłumaczą, że gdy widzą, że komuś może dziać się krzywda – informują służby. - Opieka medyczna w przypadku dzieci pokrzywdzonych zaczyna się dość późno. Często wtedy, gdy opiekun tak bardzo zmaltretował to dziecko, że już nie ma wyjścia i musi się zgłosić z dzieckiem na SOR – mówi Janusz Sokołowski, szef oddziału ratunkowego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, dolnośląski konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej. - Ślady przemocy u dzieci widać: to są złamania w niespecyficznych miejscach, siniaki, które goją się w różnym tempie. To są nerwowe reakcje dziecka na widok opiekuna. Trzeba pamiętać, że my krótko widzimy takie skrzywdzone dziecko. Gdy podejrzewamy, że doszło do przemocy, wtedy powiadamiamy policję – wyjaśnia lekarz.
Lekarze rodzinni, którzy teoretycznie powinni częściej widzieć swoich pacjentów, tłumaczą, że zakładają niewiele Niebieskich Kart, bo przemocowe rodziny unikają lekarzy. - Są rodziny, które w ogóle się nie zgłaszają. Skąd mamy wtedy wiedzieć o przemocy? – pytają lekarze.
Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego (Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia) mówi, że o przemocy w jakiejś rodzinie lekarze często dowiadują się od służb. - I wtedy to policja lub MOPS wypełniają dokumenty. Jeśli do nas przychodzi osoba pobita, to wypełnienie takich dokumentów bywa trudne, bo na przykład nie możemy od pacjenta zebrać wywiadu w tym kierunku. Wówczas najpierw dajemy znać, że mamy takie podejrzenie: dzwonimy na policję lub do opieki społecznej. I potem to już te służby wypełniają dokumenty – tłumaczy Krajewski.
Reakcja jest jak pierwsza pomoc
Pracownicy ochrony zdrowia, to jeden z elementów systemu, który ma działać przeciwko przemocy. W tym systemie są również: policja, prokuratura, sąd rodzinny, ośrodki pomocy społecznej, szkoły i przedszkola. System wspierany jest przez organizacje pozarządowe. Osoby doświadczające przemocy często nie potrafią prosić o pomoc, oszukują otoczenie, że są krzywdzone. A świadkowie nie zawsze reagują. - Boimy się zgłaszać przemoc. Nie chcemy być potem świadkami w postępowaniu karnym. Nie chcemy być ciągani po sądach. A to jest ważne, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Bo dziecko samo nie powie, samo nie zgłosi, dziecko nie wie, jak działać – mówi Joanna Kowalska, prawniczka z Centrum Pomocy Dzieciom we Wrocławiu.
Prawniczka przypomina, że w niektórych przypadkach, niezawiadomienie policji, może skończyć się nawet więzieniem. Jeśli świadek wie, że dziecko zostało zgwałcone i nie poinformował o tym – grozi mu do trzech lat więzienia. Pracownicy socjalni podkreślają, że same instytucje nie zminimalizują przemocy w Polsce. - Wszyscy powinniśmy reagować. I wiem, że każdy ma swoje życie, jesteśmy zapracowani, nie lubimy się wtrącać. Ale reagowanie na przemoc jest jak udzielanie pierwszej pomocy w wypadku. Nie zaszkodzimy. A możemy komuś uratować życie. Dlatego rola lekarzy jest tu tak istotna. I ja rozumiem, że są braki kadrowe, a ochrona zdrowia jest przeciążona. Trzeba jednak pamiętać, że wszyscy tworzymy system – mówi Izabela Pawłowska z wrocławskiego MOPS-u.
Potrzebna jest edukacja
Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę, że pracownicy ochrony zdrowia powinni być lepiej wyszkoleni w zakresie przeciwdziałania przemocy. We Wrocławiu pracownicy socjalni robią właśnie szkolenia w szpitalach, edukują personel medyczny. - I widać to już w statystykach. Kiedyś pracownicy ochrony zdrowia zakładali we Wrocławiu kilka Niebieskich Kart rocznie. W tym roku założyli 40. – wylicza kierowniczka działu przeciwdziałania przemocy domowej.
O potrzebie edukacji mówi też Monika Kamińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. - Niestety bardzo wielu lekarzy, ratowników i pielęgniarek nie jest szkolonych z rozpoznawania symptomów przemocy wobec dzieci. Nie widzą tego, co dla wyedukowanych ekspertów i specjalistów jest bardzo jasne – mówi Kamińska. - A jeśli nie wiedzą, jak rozpoznawać symptomy przemocy, to zamykają oczy. Tu naprawdę jest jeszcze wiele do zrobienia - dodaje.
Reaguj, to hasło naszej redakcyjnej akcji.
Reaguj, gdy widzisz, że ktoś doświadcza przemocy, lub gdy Tobie dzieje się krzywda.
Pomocy możesz szukać tutaj:
- 801 120 002 - Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia"
- 116 123 Poradnia Telefoniczna "Niebieskiej Linii; poradnia całodobowa, 7 dni w tygodniu
- 116 111 - Telefon Zaufania Dla Dzieci i Młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę
- 888 88 33 88 - Telefon zaufania dla kobiet doświadczających przemocy Fundacji Feminoteka
- 112 - telefon alarmowy
- 800 120 226 - Policyjny Telefon Zaufania ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie
- 22 828 11 12 - Telefon Zaufania dla Ofiar i Sprawców Przemocy Seksualnej
- 22 635 09 54 - telefon zaufania dla osób starszych