Ta choroba znów atakuje w Polsce. "Reakcja łańcuchowa". Efekt widać już w szpitalach
W Polsce mamy obecnie największy wzrost zachorowań na odrę od pięciu lat. Tylko do połowy lipca potwierdzono ponad 220 przypadków. A - jak szacują lekarze - liczba tych niezdiagnozowanych może być nawet kilkukrotnie wyższa.
Odra wraca. 'Straciliśmy ochronę populacyjną'
Jak alarmował w "Poranku Radia TOK FM" prof. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych i kierownik kliniki pediatrii z oddziałem obserwacyjnym WUM, problem mogą mieć ci, którzy się nie zaszczepili albo przyjęli tylko jedną dawkę preparatu. Ekspert zaznaczył bowiem, że odporność na odrę w Polsce w ostatnich miesiącach spadła z poziomu 95 do nawet 80 procent. - Jeśli osiągamy w populacji odporność rzędu dziewięćdziesięciu kilku procent, to dochodzi do zahamowania transmisji wirusa - przestaje się on przenosić. I prawdopodobnie tę tzw. ochronę populacyjną straciliśmy - powiedział prof. Kuchar.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Rozmówca Szymona Kępki wyjaśnił, że wynika to ze zbyt małego wyszczepienia dzieci. - Spłacamy trochę dług po pandemii (COVID-19 - red.). W 2020 roku przez miesiąc szczepienia w ogóle były wstrzymane. A potem rodzice po prostu obawiali się wizyty w przychodni, więc też tych szczepień nie realizowali - mówił.
Taylor Swift rozpęta wzrost zakažeń? Grzesiowski ostrzega i apeluje
'Odra szerzy się jak reakcja łańcuchowa'
Lekarz zwrócił uwagę, że przez to mamy populację kilkuletnich dzieci, które nie zostały zaszczepione przeciwko odrze. - I to sprawia, że tej ochrony populacyjnej już nie mamy. A odra szerzy się jak reakcja łańcuchowa. Średnio jeden chory zaraża kilkanaście osób. Każda z tych zarażonych 15 osób zaraża następne - opisywał prof. Kuchar.
Gość TOK FM alarmował, że efekt widać już w szpitalach. - Przeżyliśmy w naszym szpitalu dziecięcym takie ognisko. Na izbę przyjęć trafiło dwuletnie dziecko, które miało gorączkę i czekało na poradę w towarzystwie innych dzieci te dwie-trzy godziny. Jak się później okazało, była to odra. W efekcie po dwóch tygodniach (bo taki jest okres wylęgania odry) kilkanaście dzieci zachorowało. Na szczęście to ognisko zostało wyciszone, ale nie zawsze tak się uda - podsumował specjalista chorób zakaźnych.
Szczepionka na krztusiec dla każdego? 'To tałsze niż leczenie'