,
Obserwuj
Ludzie

Wielki zwrot w czeskiej polityce? Babiszowi się to po prostu nie opłaci

Jakub Medek
6 min. czytania
06.10.2025 06:28

Ruch ANO, zwycięzca wyborów parlamentarnych w Czechach, chce szukać poparcia u skrajnie prawicowej i antyunijnej SPD i ugrupowania Zmotoryzowanych, związanego z byłym prezydentem Vaclavem Klausem. Mimo to czescy komentatorzy podkreślają, że wielkiego realnego zwrotu w czeskiej polityce spodziewać się nie należy - donosi prosto z Pragi reporter TOK FM Jakub Medek.

Reakcja Babisza na wynik wyborów
Reakcja Babisza na wynik wyborów
fot. Petr David Josek/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto wygrał wybory w Czechach?
  • Ile mandatów zdobyły poszczególne ugrupowania?
  • Czy wynik wyborów w Czechach jest zaskoczeniem?
  • Jakie prawdopodobnie - biorąc pod uwagę to, co było mówione w kampanii - będą priorytety Andreja Babisza?

W liczbach wyniki zakończonych w sobotę - tradycyjnie dwudniowych - wyborów, wygląda następująco: przy dość wysokiej, blisko 70-procentowej frekwencji ANO zdobyło prawie 35 procent głosów, co przekłada się na 80 mandatów w 200 osobowej izbie niższej parlamentu. Na drugim miejscu, z 23 procentami i 50 mandatami ląduje koalicja SPOLU, jeden z dwóch podmiotów tworzących obecny rząd. Trzeci są Starostowie - również zasiadający w rządzie - 11 procent i 22 mandaty. Dalej Piraci - od roku w opozycji, wcześniej w rządzie - prawie 9 procent i 18 mandatów. I na ostatnich dwóch miejscach: SPD - 8 procent i 15 mandatów i Zmotoryzowani - 13 mandatów.

W kwestii zasadniczych trendów, wyniki te nie odbiegają specjalnie od przedwyborczych sondaży i w tym znaczeniu nie są dla nikogo nad Wełtawą specjalnym zaskoczeniem. Chociaż wynik ANO jest o 5 punktów procentowych lepszy niż wskazywały ostatnie badania, wynik skrajnie prawicowej SPD dwukrotnie gorszy, a komunistyczny komitet STACILO, który miał bezpiecznie przekroczyć pięcioprocentowy próg, w ogóle do parlamentu nie wszedł. W ocenie ekspertów zysk ANO na ostatniej prostej wynika właśnie ze strat skrajnej prawicy i skrajnej lewicy - po prostu część wyborców tych ugrupowań w ostatniej chwili przerzuciło poparcie na pewniaka. To też pokazuje, że - wbrew alarmistycznym przedwyborczym analizom związanych z rządem publicystów - liczba Czechów otwartych na rosyjską, agresywnie antyunijną czy antynatowską propagandę, nie przekracza dziesięciu procent. Czyli nie jest wcale większa niż w Polsce.

Wygrał zdecydowanie, ale nie ma większości

W pierwszym powyborczym wystąpieniu, kilka godzin po zamknięciu lokali wyborczych, lider ruchu ANO Andrej Babisz ogłosił, że będzie chciał utworzyć jednopartyjny mniejszościowy rząd z poparciem obecnej opozycji, czyli SPD i Zmotoryzowanych. Nie wykluczył jednak też takiej opcji, że wziąłby te ugrupowania do koalicji. Wykluczył natomiast jednoznacznie możliwość porozumienia z którymś z ugrupowań obecnego rządu lub z Piratami.

Jeśli chodzi o potencjalnych partnerów Babisza, to lider Zmotoryzowanych Petr Macinka wyraził natychmiast gotowość wejścia do rządu, do koncepcji wsparcia mniejszościowego gabinetu podszedł z rezerwą. Jeśli chodzi o SPD, którego liderzy wprost własny wynik uznali za rozczarowujący, to wyrazili oni po prostu gotowość rozmów z ANO. Takie rozmowy się zresztą odbyły jeszcze w sobotę wieczorem. Wszyscy ich uczestnicy zgodnie określili je mianem "kurtuazyjnych".

Przegraliśmy, ale komuniści jeszcze bardziej

Strona rządowa jednoznacznie uznała zwycięstwo ruchu ANO. W pierwszym wystąpieniu, nieco na wyrost, premier Petr Fiala z partii ODS podkreślał, że rząd pozostawia państwo w dobrym stanie, że przez cztery lata udało mu się uniezależnić Czechy energetycznie od Rosji, oraz "że autostrady powstają szybciej niż w Polsce" - co nie jest prawdą - a "rozwój gospodarczy jest lepszy niż w Niemczech czy Austrii" - co prawdą jest, ale np. w porównaniu z Polską, wzrost PKB Czech wygląda już dość blado.

Zarówno SPOLU - które poza konserwatywno-liberalną ODS składa się z konserwatywno-liberalnej, ale mniej eurosceptycznej TOP 09 oraz chrześcijańskich ludowców - jak i współrządzący z nimi ruch Starostów, również jednoznacznie wykluczyli możliwość koalicji z ANO. W ich ocenie nowa, zapowiedziana większość to "populiści", czyli ANO, rasistowscy ksenofobowie, czyli SPD i "podobno prawica" - to o Zmotoryzowanych.

Równocześnie ugrupowania rządowe wyraziły jednoznaczne zadowolenie z tego, że do parlamentu nie weszło założone przez komunistów, antyunijne, antynatowskie i otwarcie promoskiewskie STACILO. Przegrani wyborów podkreślali też, że budowane przez Babisza porozumienie będzie dysponować 108 głosami, czyli wciąż mu daleko do większości konstytucyjnej.

Babisz z radykałami albo nie

W niedzielę od rana prezydent Petr Pavel spotykał się z liderami ugrupowań, które weszły do parlamentu, zapraszanymi w kolejności według wyników. Jako pierwszy na Zamek przyjechał więc właśnie Andrej Babisz. Spotkanie trwało kilkadziesiąt minut, po jego zakończeniu Babisz poinformował, że na razie prezydent nie powierzył mu misji formowania rządu, co - jak sam dodał, jest w pełni zrozumiałe, bo jest na to zbyt wcześnie. Tematem rozmów, według słów premiera in spe, miała być też pozycja Czech w Unii Europejskiej i NATO. Przy tej okazji Babisz powtórzył, że jest politykiem unijnym i prounijnym, chociaż równocześnie jest zdania, że Unia nie rozwija się, szczególnie ekonomicznie, we właściwym kierunku.

Lider ANO zdradził też, że przedstawił prezydentowi kilka pomysłów na to, jak chciałby uniknąć konfliktu interesów - według czeskich i unijnych przepisów nie może bowiem równocześnie zarządzać gigantycznym koncernem rolno-spożywczym Agrofert, największym odbiorcą dopłat rolnych nad Wełtawą i kierować rządem. Na czym by to rozwiązanie miało polegać, zdradzić jednak nie chciał. W przedostatniej kadencji, gdy stał na czele rządu, to właśnie konflikt interesów sprawił, że Unia wstrzymała część dotacji dla Czech.

Trudno w tej chwili powiedzieć, jak długo będzie powstawał nowy rząd ani kto finalnie się w nim znajdzie. Nie należy się też specjalnie przywiązywać do obecnych, padających obecnie z różnych stron stanowczych deklaracji na temat tego, z kim współpraca jest niemożliwa. Tym bardziej, że wiele wskazuje na to, iż koalicja SPOLU wyborczej klęski nie przetrwa. A pojedyncze, tworzące ją ugrupowania, były zapewne skłonne do jakiejś formy współpracy z ANO. Na przykład ODS - zakładane 30 lat temu przez Klausa, mogłoby tu szukać porozumienia za pośrednictwem związanych z Klausem Zmotoryzowanych. Podobnie chrześcijańscy ludowcy niejednokrotnie w przeszlości wykazywali się sporą elastycznością. Zresztą i dla samego Babisza, który lubi się pokazywać na unijnych salonach i afiszuje się np. bliską znajomością z Emanuelem Macronem czy Giorgią Melloni, współpraca z ksenofobiczną i antyunijną SPD nie będzie przesadnie wygodne. Zresztą przed wyborami konsekwentnie się właśnie o SPD dystansował. Natomiast rzeczywiście trudno sobie wyobrazić współpracę ANO z Piratami czy Starostami - oba ugrupowania bardzo ostro krytykowały Babisza, on sam oba z nich traktował jako osobistych wrogów.

Bruksela bliższa od Moskwy

W niedzielę wieczorem, po spotkaniu z częścią liderów, prezydent Petr Pavel powiedział, że nie ma się dokąd spieszyć i że wydaje mu się, że zwołanie pierwszego posiedzenia w ostatnim możliwym terminie, czyli na początku listopada, jest dobrym terminem, bo wszystkim da odpowiednią ilość czasu na rozmowy i zbudowanie nowego rządu.

Analizując wcześniejsze zapowiedzi Andreja Babisza wiadomo, jakie będzie miał priorytety, a czego raczej na pewno nie zrobi. W pierwszym rządzie Babisz chce doprowadzić do obniżenia cen energii elektrycznej - ich wzrost wynikający z kryzysu energetycznego po napaści Rosji na Ukrainę, połączony z brakiem skutecznych działań osłonowych, to jedne z wielu powodów słabych notowań i słabego wyniku wyborczego obecnych władz. Babisz bardzo sceptycznie podchodzi też do założeń polityki klimatycznej Unii, szczególnie zaś do kwestii porozumienia ETS2 i wprowadzenia zezwoleń emisyjnych dla odbiorców indywidualnych. W tej sprawie chce szukać porozumienia z Polską i generalnie reaktywować Grupę Wyszehradzką. Analogicznie zamierza podejść do Paktu Migracyjnego.

Sceptycznie podchodzi też do zaangażowania Unii i NATO po stronie Ukrainy odpierającej rosyjską napaść, jego podejście do tej kwestii jest dość podobne do podejścia prezydenta USA Donalda Trumpa - zdaniem Babisza największą wartością jest pokój. Równocześnie jednak nie jest Babisz politykiem prorosyjskim, czemu wielokrotnie dawał wyraz w dalszej i bliższej przeszłości. Dość przypomnieć, że to jego służby ujawnieniem udziału rosyjskich służb w wysadzeniu magazynów amunicyjnych w Czechach de facto doprowadziły do zerwania relacji dyplomatycznych między Pragą a Moskwą.

Bezpośrednio po wyborach jednoznacznie też powtórzył, że Polska może liczyć na pełne, również militarne wsparcie Czech, w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa jej wschodniej granicy. Obecny czeski rząd, na wniosek Warszawy, skierował na trzy miesiące do wschodniej Polski trzy bojowe śmigłowce przystosowane do zwalczania dronów, Babisz nie zamierza ich wycofywać. Im bliżej było wyborów, tym mocniej były i zapewne przyszły premier łagodził swoje stanowisko w sprawie wydatków na zbrojenia, podpisanego przez obecny rząd kontraktu na zakup amerykańskich myśliwców F-35 czy koordynowanej przez Czechy inicjatywy amunicyjnej dla Ukrainy. Co prawda wciąż powtarza, że rząd Fiali przepłacił, kupując myśliwce z wolnej ręki, a inicjatywa amunicyjna jest nieprzejrzysta i pozwala bogacić się nadmiernie handlarzom bronią, ale już nie mówi o zrywaniu kontraktu czy likwidacji inicjatywy. Zapowiada tylko audyty dotyczące wydatków i transparentności.

Biznes nie lubi gwałtownych zmian

Zdaniem czeskich komentatorów Czechy pod rządami Babisza - niezależnie od tego, kto będzie go tworzył - nie dokonają żadnej gwałtownej zmiany kursu względem Brukseli.

I wcale nie chodzi tu o poglądy, dotychczasowe osiągnięcia czy deklaracje Andreja Babisza. Babisz jest właścicielem największego w Czechach koncernu rolno-spożyczego Agrofert. Agrofert jest równocześnie największym użytkownikiem ziemi rolnej w Czechach, największym producentem nawozów i największym producentem żywności. Kilkaset firm koncernu zatrudnia łącznie kilkadziesiąt tysięcy osób. Agrofert jest też największym beneficjentem dopłat bezpośrednich w Czechach, wielokrotnie korzystał też z różnego rodzaju innych unijnych dotacji, wiele swoich produktów też eksportuje, korzystając z unijnego otwartego rynku. Generalnie więc jakiekolwiek osłabianie Unii, czy nawet zmiana obecnych reguł jej funkcjonowania, Babiszowi się po prostu nie opłaci. Bo on zawsze był przede wszystkim biznesmenem, który nawet swój ruch, czy państwo - kiedy stał na jego czele - traktował jak kolejne przedsięwzięcie w ramach Agrofertu.

Z Pragi: Jakub Medek