,
Obserwuj
Polityka

Dywersanci uderzyli w kolej. "Nie chcę nikogo straszyć, ale to sygnał ostrzegawczy"

3 min. czytania
18.11.2025 14:01

- Nie chcę nikogo straszyć, ale to był pewnego rodzaju sygnał ostrzegawczy, ponieważ detonacja takiego ładunku w sposób zdalny mogła się odbyć również w trakcie, gdy nadjeżdżał pociąg lub nawet przejeżdżał nad tym torem, więc mogło dojść do tragedii - tak o incydentach na kolei mówił w TOK FM prof. Tomasz Gajownik z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. 

Uszkodzone tory przy stacji PKP Mika
Uszkodzone tory przy stacji PKP Mika
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • Po incydentach w miejscowościach Mika i Gołąb wszczęto postępowanie dotyczące aktów dywersji o charakterze terrorystycznym;
  • Dziś w Kancelarii Premiera z Donaldem Tuskiem spotkali się dowódcy wojskowi, szefowie służb i przedstawiciel prezydenta; 
  • Zdaniem prof. Tomasza Gajownika z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, "to może być znak ostrzegawczy: 'Jesteśmy w stanie gotowi przeprowadzić działanie o dużo większym zasięgu i dużo gorszych skutkach dla państwa polskiego skutkach'" - mówił w TOK FM. 

We wtorek zorganizowano posiedzenie rządowego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem dowódców wojskowych, szefów służb i przedstawiciela prezydenta. To efekt uszkodzenia torów przy użyciu materiałów wybuchowych w okolicach miejscowości Mika (powiat garwoliński) oraz uszkodzenia torów w okolicach miejscowości Gołąb (powiat puławski). Jak podała prokuratura, która prowadzi w tej sprawie śledztwo, działania te sprowadziły bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym, zagrażające życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach.

- Nie chcę nikogo straszyć, ale to był pewnego rodzaju sygnał ostrzegawczy, ponieważ detonacja takiego ładunku w sposób zdalny mogła się odbyć również w trakcie, gdy nadjeżdżał pociąg lub nawet przejeżdżał nad tym torem, więc mogło dojść do tragedii - komentował w TOK FM prof. Tomasz Gajownik z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. 

A to tym bardziej, jak dodał, że "rozkłady jazdy pociągów przynajmniej pasażerskich, są bardzo łatwo dostępne". Inna rzecz, jak wskazał, że to też trasa prowadząca do granicy ukraińskiej, którą transportowane jest zaopatrzenie dla państwa ukraińskiego.

- Ci, którzy zdecydowali o tym, żeby przeprowadzić ten akt dywersji, można postawić i taki scenariusz, pokazali jedno: "Wiemy, co się dzieje na tej linii kolejowej i jeżeli coś nie zostanie przedsięwzięte ze strony władz Polski, np. wstrzymanie tych transportów, to jesteśmy gotowi i jesteśmy w stanie przeprowadzić akcję o dużo większym zasięgu rażenia" - dodał. 

Redakcja poleca

Jak ocenił, na razie "w grę wchodzi raczej jednorazowe pokazanie władzom polskim: 'Robicie coś, czego druga strona nie chce'".  

"Sam po trzech latach wojny biorę pod uwagę każdy scenariusz"

Donald Tusk przedstawił w Sejmie informację ws. aktu dywersji na infrastrukturę krytyczną na linii kolejowej nr 7 Warszawa-Lublin. - Ustalone osoby to dwóch obywateli Ukrainy działających i współpracujących od dłuższego czasu z rosyjskimi służbami - powiedział.  Dodał, że ustalone są ich tożsamości, jednak ze względu na prowadzone operacje nie może ujawnić ich nazwisk.
Wyjaśnił też, że jedna z podejrzewanych osób to obywatel Ukrainy skazany przez sąd we Lwowie w maju tego roku za akty dywersji. Drugi podejrzany to mieszkaniec Donbasu. - Przedostał się z Białorusi do Polski razem z pierwszym podejrzanym jesienią tego roku - dodał premier.  

Jak mówił też gość TOK FM, nie będzie ukrywał, że "sam po trzech latach wojny brał pod uwagę każdy scenariusz". - Nawet ten, że przykładowo, strona ukraińska też może być zainteresowania tego typu działaniami. Dlaczego? Dlatego, że szala zwycięstwa powoli przechyla się na stronę rosyjską. Mogą być więc na terenie Ukrainy siły czy struktury, które są zainteresowane wciągnięciem, nieformalnym, państw członkowskich w ten konflikt - skwitował rozmówca Wojciecha Muzala. 

Źródło: TOK FM, PAP