Komentatorzy o "dezynwolturze" Tuska. "Rząd beztrosko jedzie na ścianę"
To jest wspólna zasługa populizmu polskiej klasy politycznej, która opowiada, że można najbogatszym utrzymać niskie podatki. Robią to, ręka w rękę, Donald Tusk i Karol Nawrocki - tak deficyt w Narodowym Funduszu Zdrowia komentował w TOK FM Grzegorz Sroczyński.
Luka w budżecie na leczenie sięgająca 23 mld zł zmusiła Narodowy Fundusz Zdrowia do szukania oszczędności. Fundusz zapowiedział, że ograniczy finansowanie niektórych badań diagnostycznych wykonanych ponad limit. Cięcia mają także objąć ambulatoryjną opiekę specjalistyczną.
Jak ocenił w TOK FM Grzegorz Sroczyński, współautor podcastu "Sabat Symetrystów", koalicja rządząca - jeśli chodzi o ochronę zdrowia - cechuje się dezynwolturą. - Pan premier uważa, że może się komunikować wyłącznie ze swoim elektoratem w dużych miastach, który poradzi sobie z limitami w służbie zdrowia - mówił. Według niego Donald Tusk myśli, że może "mieć w nosie elektorat na prowincji".
Gość "Poranka TOK FM" przypomniał też w tym kontekście słowa premiera: "Nic, co było dane, nie zostanie odebrane".
- A tymczasem w tej chwili rząd próbuje przywrócić limity w opiece ambulatoryjnej - wskazał komentator. Dotyczy to m.in. gastroskopii, kolonoskopii czy wizyt u specjalistów. Przy czym limity w finansowaniu świadczeń w Ambulatoryjnej Opiece Specjalistycznej (AOS) zostały zniesione w 2021 r. przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. - Nie rozumiem, jak można z taką beztroską jechać na ścianę - przyznał Sroczyński.
- Nie wiem, uważają, że to rozliczenia dowiozą im wynik wyborczy? Że posadzą Morawieckiego i ludność się ucieszy? Może prowadzą takie kalkulacje, bo inaczej to się zupełnie nie spina - uznał też publicysta.
Inna rzecz, jak wskazał, że dziura w NFZ nie ma związku z bardzo korzystną waloryzacją pensji lekarzy. Zdaniem Sroczyńskiego, w Polsce nakłady na ochronę zdrowia i tak należą do najniższych w Europie. - Jak są niskie nakłady i dorzucasz do worka, to większość zżerają pensje - wyjaśnił komentator, podkreślając przy tym, że "nakłady są po prostu za niskie".
- Wszystkie kraje dookoła Polski mają wyższy procent PKB na służbę zdrowia niż my. To jest ścibolenie na NFZ-cie. Założenie jest takie, że ludzie sobie poradzą - podkreślił Sroczyński w TOK FM.
Skąd wziąć pieniądze na NFZ? "Kołdra jest krótka"
Mariusz Jałoszewski z OKO.press, także gość TOK FM, zwrócił z kolei uwagę na dylemat dotyczący tego, skąd wziąć pieniądze na załatanie dziury w Narodowym Funduszu Zdrowia. - Służba zdrowia jest od zawsze niedoinwestowana. Brakowało tych pieniędzy i będzie brakować - powiedział redaktor. Także dlatego, tłumaczył, że dofinansowania wymaga również m.in. wojsko czy transformacja energetyczna. - Skąd na to wziąć? Pozostają nam kredyty albo opłaty. Unia Europejska na wszystko nie dołoży. Rząd nie jest w łatwej sytuacji. Ta kołdra jest krótka, a wydatki gigantyczne - powiedział Jałoszewski.
- Jeżeli pan premier rozdaje prezenty najzamożniejszym Polakom, obniżając składki zdrowotne informatykom, którzy zarabiają po 30 tys. zł miesięcznie, bo na tym polegała obniżka składki zdrowotnej dla firm, to kołdra jest tym bardziej krótka - zauważył też Grzegorz Sroczyński. W jego opinii dodatkowe środki można by uzyskać dzięki np. wprowadzeniu podatku, który objąłby osoby takie jak minister Kropiwnicki".
- Ja tego nie rozumiem, dlaczego ja na etacie płacę prawie 40 proc. od swojej pracy (na obowiązkowe podatki i składki - red.), a minister Robert Kropiwnicki płaci 12,5 proc. od wynajmu swoich mieszkań - podkreślił Sroczyński, tłumacząc, że jest na bieżąco z sytuacją finansową ministra.
Jednak - co zaznaczyła prowadząca Dominika Wielowieyska - podstawowym błędem w tej sytuacji jest fakt, że prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze żadnej ustawy podnoszącej podatki. - To jest wspólna zasługa populizmu polskiej klasy politycznej, która opowiada, że można najbogatszym utrzymać niskie podatki. Robią to, ręka w rękę, Donald Tusk i Karol Nawrocki - podsumował Grzegorz Sroczyński.
Źródło: TOK FM