Polacy z flotylli Sumud wrócili do Polski. "Sikorski bagatelizował sytuację"
Poseł KO i jeden z uczestników flotylli humanitarnej do Strefy Gazy Franciszek Sterczewski powiedział po powrocie do Warszawy, że jest głęboko rozczarowany postawą wicepremiera i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. - Dlaczego minister Sikorski bagatelizował sytuację? - pytał poseł.
Polacy z flotylli Sumud wrócili do Polski. "Sikorski bagatelizował sytuację"
Polscy uczestnicy flotylli humanitarnej do Strefy Gazy - Omar Faris, Nina Ptak i Franciszek Sterczewski oraz brytyjska dziennikarka polskiego pochodzenia Ewa Jasiewicz - wylądowali w środę na lotnisku Chopina w Warszawie. Znajdowali się w grupie ponad 470 osób z 47 państw, których konwój humanitarny został przechwycony w ubiegłym tygodniu na wodach międzynarodowych przez izraelską marynarkę wojenną. Ich załogi sprowadzono do Izraela, zatrzymano i deportowano.
Franciszek Sterczewski powiedział, że polska delegacja flotylli jest głęboko rozczarowana postawą szefa MSZ Radosława Sikorskiego. - Dlaczego w czasie, kiedy my robiliśmy wszystko, żeby zakończyć to ludobójstwo, zwrócić uwagę świata na to, co tam się dzieje, minister Sikorski bagatelizował sytuację? - pytał poseł KO. Jak zaznaczył, nie oczekuje od Sikorskiego dymisji, a "natychmiastowej zmiany polityki rządu polskiego".
- Oczekujemy, żeby minister Sikorski nie wystawiał nam rachunków za to, że staramy się robić wszystko, co w naszej mocy jako cywile, jako aktywiści. Oczekujemy, że skoro Sikorski potrafi wypominać Putinowi jego zbrodnie wojenne, oczekujemy, żeby był konsekwentny i takie same zbrodnie, albo jeszcze gorsze wypominał Benjaminowi Netanjahu - dodał polityk.
"Nie było miło". Sterczewski o pobycie w izraelskim areszcie
Sterczewski opisywał, że w trakcie pięciu dni spędzonych w izraelskim areszcie "nie było miło". - Nie pozwalano nam spać. Strażnicy świecili nam po oczach latarkami godzinami i puszczali nam muzykę z propagandowych filmów izraelskich. Szczuto nas psami. Pluto na nas. Grożono bronią - wymienił.
Podkreślił, że mimo wszystko w tej sytuacji nie chodzi o aktywistów, a o Palestyńczyków, którzy trzymani są w tych samych więzieniach. Jak mówił, około 11 tys. Palestyńczyków, w tym ponad 400 dzieci, przebywa w aresztach w Izraelu. - Zwracamy uwagę, że oni są tam traktowani jeszcze gorzej. Często są mordowani, łamane są wszelkie prawa człowieka - zaznaczył.
- Na własnej skórze przekonaliśmy się, że państwo Izrael jest państwem barbarzyńskim i terrorystycznym w takim samym stopniu jak na przykład Rosja - ocenił poseł KO.
"Wiązali moje ręce do tyłu i na kamienie wsadzili"
Również przewodniczący polskiej delegacji Omar Faris mówił o brutalnym traktowaniu przez Izraelczyków. - Przez kilka godzin, ja mam 73 lata, wiązali moje ręce do tyłu i na kamienie wsadzili - relacjonował Faris swój pobyt w więzieniu na briefingu prasowym.
Jak dodał, podczas przesłuchania w izraelskim więzieniu aktywiści byli pytani m.in. o ich relacje z Hamasem. - Naszym problemem jest okupacja, która rozpoczęła się 42 lata przed powstaniem Hamasu - podkreślił.
- My chcemy rozwiązania, jak w RPA, demokratyczne państwo dla wszystkich - stwierdził Faris.
Źródło: PAP