,
Obserwuj
Polityka

Proces Nawrocki kontra Onet za zamkniętymi drzwiami. Stankiewicz zdradza kulisy

3 min. czytania
02.10.2026 19:38

- Wszyscy sędziowie w Polsce są zależni od prezydenta, jeżeli chcą awansować. Więc to nie jest równy proces - mówił w TOK FM  Andrzej Stankiewicz, zastępca redaktora naczelnego Onetu i współautor tekstu "Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu".

Karol Nawrocki
Karol Nawrocki
fot. Lev Radin / Zuma Press / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Za co Karol Nawrocki pozwał Onet?
  • Dlaczego proces toczy się za zamkniętymi drzwiami?
  • Kogo nie chciał przesłuchać sąd? Czy stanie przed nim Karol Nawrocki?
  • Kto ma największe szanse na wygraną w procesie?

Od połowy września 2026 roku, przed warszawskim sądem toczy się proces cywilny, jaki prezydent Karol Nawrocki wytoczył Onetowi. Sprawa dotyczy publikacji z okresu pomiędzy I a II turą wyborów prezydenckich w 2025 roku, w której dziennikarze Onetu - Andrzej Stankiewicz oraz Jacek Harłukowicz - opisali przeszłość Karola Nawrockiego i jego pracę w sopockim Grand Hotelu. Według autorów tekstu i ich dwóch świadków Nawrocki miał uczestniczyć w procederze sprowadzania prostytutek.

Proces Nawrockiego z Onetem. Stankiewicz zdradza kulisy

Do procesu przeciwko wydawcy dołączył współautor tekstu Andrzej Stankiewicz. Oznacza to, że jeśli prezydent będzie przesłuchiwany, będzie mógł zadawać mu pytania. - Taki wniosek złożymy i jest to absolutnie naturalne, że takie przesłuchanie musi zostać zorganizowane. Prawdopodobnie będzie to mój jedyny w życiu wywiad z panem prezydentem, dość specyficzny, ale jednak - powiedział w “Wywiadzie Politycznym” w TOK FM dziennikarz i zastępca redaktora naczelnego Onetu.

Opinia publiczna go jednak nie usłyszy, bo proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. Media powiązane z PiS-em kolportują informację, że stało się tak na życzenie Onetu. Stankiewicz stanowczo temu zaprzecza. - Nie jestem w stanie w tej chwili, bo mamy za mało czasu, sprostować tych wszystkich kłamstw, łącznie z próbami nacisku na naszych świadków, które stosuje środowisko “Gazety Polskiej”. Ku mojemu smutkowi zapewne przy udziale drugiej strony, dlatego że z tej rozprawy, czy z dokumentów, wyciekają rzeczy dotyczące naszych świadków, które nie mogłyby przecież wyciec inaczej niż z wewnątrz - powiedział dziennikarz w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. W jego ocenie oznacza to, że boją się ich zeznań.

Jak podkreślił, przed pierwszą rozprawą 15 września Onet złożył wniosek o otwarcie tej rozprawy. - I sąd się na to nie zgodził. Prawnicy prezydenta nigdy nie złożyli ani nie poparli wniosku o jawność. Więc proszę się nie dać okłamywać w tej sprawie, nikomu tak jak nam nie zależy na jawności w tej kwestii - wskazał.

Redakcja poleca

Nawrocki kontra Onet. Kto wygra? "To nie jest równy proces"

Zdaniem Stankiewicza mecz nie toczy się jednak na równym boisku. - Gdybym chciał mieć wpływ na sądownictwo w Polsce i miałbym wybrać jeden jedyny sąd, który miałbym przejąć, to przejąłbym Sąd Okręgowy w Warszawie. I dokładnie to zrobił Zbigniew Ziobro. Bo to sąd, który sądzi główne, ważne sprawy, sądzi także kwestie aresztowe. Ten sąd decyduje o Europejskim Nakazie Aresztowania i o listach żelaznych, np. ostatnio w sprawie Marcina Romanowskiego. Więc to nie jest łatwy sąd, ale tak się gra jak przeciwnik pozwala - powiedział dziennikarz.

Ku jego rozgoryczeniu sąd nie dopuścił do zeznań Grzegorza H., ps. Śledziu. - Jeżeli pojawiły się panie lekkich obyczajów w Grand Hotelu to one nie przyszły tam same, one się musiały pojawić ze środowisk sutenerskich, a pan Śledziu jest jednym z królów tego środowiska. A zatem wydaje się logiczne, że jeżeli jest kolegą pana prezydenta, pan prezydent poręczył za niego, kiedy miał kłopoty z prawem (a to neonazista, kibol) zaprosić pana Śledzia i zapytać, czy ma z tym procederem coś wspólnego. Pani sędzia uznała, że nie będzie go o to pytać - przekazał Stankiewicz.

Redakcja poleca

Zwrócił uwagę, że jednocześnie sędzia zaprosiła na salę jako świadka drugiej strony “człowieka, który pracował w Grand Hotelu, ale w restauracji”. - A w dodatku kiedy Karol Nawrocki został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w 2017 r., podpisał z tym panem umowę na prowadzenie restauracji w tym miejscu - podkreślił gość TOK FM.

- Ja się nie żalę, funkcjonujemy w takich realiach, w jakich funkcjonujemy. Przez dłuższy czas sądy w ogóle nie chciały prowadzić tej sprawy. Wszyscy sędziowie w Polsce są zależni od prezydenta, jeżeli chcą awansować. Po zaopiniowaniu przez KRS kandydatury trafiają do prezydenta i to on podejmuje decyzję. Więc to nie jest równy proces - skwitował dziennikarz Onetu.

Poza procesem cywilnym o naruszenie dóbr osobistych, Karol Nawrocki skierował także do sądu prywatny akt oskarżenia w trybie karnym o zniesławienie. Ten proces ma ruszyć w listopadzie.

Źródło: TOK FM