100 tys. dolarów za spotkanie z Nawrockim? "Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację"
Komercyjna działalność naczelnego organu państwa to science fiction. Nikomu normalnemu do głowy by nie przyszło organizować spotkania z prezydentem za pieniądze - tak Krzysztof Łaszkiewicz komentował w TOK FM doniesienia Radia Zet i "Newsweeka" o tym, że za 100 tys. dolarów można było kupić m.in. rozmowę z prezydentem Karolem Nawrockim.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O co chodzi z pakietami umożliwiającymi spotkanie z prezydentem?
- Czy organizacja takich spotkań to norma w Kancelarii Prezydenta?
- Kto odpowiada za bezpieczeństwo prezydenta?
Dziennikarze "Newsweeka" i Radia ZET poinformowali o pakietach sponsorskich na Polish American Economics Summit w Nowym Jorku, organizowanym przez Fundację Centrum Strategii Rozwojowych. Za kwotę 100 tys. dolarów oferowana miała być możliwość spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim w strefie VIP. We wszystkim miał pośredniczyć prezydencki doradca, Karol Rabenda. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zapewnił, że prezydencka kancelaria nie żądała wpłat za spotkania z Karolem Nawrockim. Ale - jak podkreśliła Dominika Długosz z "Newsweeka" - w tekście jej i Mariusza Gierszewskiego nie znalazła się taka sugestia.
- Dla mnie to jest sprawa całkowicie irracjonalna - skomentował w "TOK 360" Krzysztof Łaszkiewicz, minister ds. prawno-ustrojowych w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jak przypomniał, w czasach prezydentury Komorowskiego każde spotkanie z prezydentem było drobiazgowo przygotowywane, a każde wydarzenie z jego udziałem - uzgadniane przez Kancelarię Prezydenta. - Nie mogło być mowy o tym, by ktoś miał płacić za spotkanie z głową państwa. To nie licuje z powagą urzędu prezydenta, to całkowita kompromitacja - ocenił rozmówca Filipa Kekusza.
W opinii Łaszkiewicza, jeżeli faktycznie ktoś z Kancelarii Prezydenta zgodził się bądź sam zaproponował organizację spotkania z prezydentem za pieniądze, to ociera się o kodeks karny. - Nie można wykluczyć złych intencji, chociażby celowego zamiaru skompromitowania polskiego naczelnego organu państwa, ordynarnej korupcji bądź chęci wyłudzenia pieniędzy, co stanowi przestępstwo oszustwa - ocenił gość TOK FM.
Co z bezpieczeństwem prezydenta?
Minister ds. prawno-ustrojowych w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego wskazał też na kwestie bezpieczeństwa, o które trudno zadbać w momencie, gdy ktoś płaci za spotkanie z prezydentem. - Nie do pomyślenia było, żeby ot tak, po prostu, ktoś z ulicy, kto zapłacił, podszedł do prezydenta, podał mu rękę, siadł i z nim rozmawiał - zaznaczył Krzysztof Łaszkiewicz.
To właśnie Służba Ochrony Państwa - czy też ówczesne Biuro Ochrony Rządu - ma zapewnić bezpieczeństwo prezydentowi np. podczas spontanicznych spotkań z ludźmi. Ale - jak skomentował Łaszkiewicz - "to się w głowie nie mieści". - Ktoś, kto coś takiego wymyślił, to albo miał zamiar popełnienia przestępstwa, albo taki delikwent winny trafić pod opiekę psychiatry - podsumował gość TOK FM.
Źródło: TOK FM