Profesorowie o kandydacie na szefa wrocławskiego IPN: Zwolennik radykalnych obrazów naszych dziejów
Kontrowersje wokół Tomasza Greniucha wynikają z faktu, że był działaczem ONR. Nie zareagował, gdy jego koledzy używali nazistowskiego, zabronionego w Polsce gestu - sam zresztą też taki gest pokazał, co widać na krążącym w internecie zdjęciu i na co zwraca uwagę m.in. znany badacz relacji polsko - żydowskich, prof. Jan Grabowski.
Profesorowie z Uniwersytetu Wrocławskiego nie chcieli nie dopuścić do powołania takiej postaci na stanowisko szefa IPN i wysłali list do Kolegium IPN. Nikt im nie odpowiedział, natomiast sam Greniuch został powołany. Stąd decyzja o publikacji listu.
"Nie wyobrażamy sobie, aby osoba, która broniła w swoich wypowiedziach nazistowksiego gestu, jako przyszły szef wrocławskiego IPN reprezentowała tę instytucję np. w czasie uroczystości w byłym obozie koncentracyjnym Gross Rosen, który znajduje się na terenie województwa dolnośląskiego. Czy żyjącym więźniom nowy szef wrocławskiego IPN będzie tłumaczył korzenie 'rzymskiego salutu'"? - pytali w swoim liście historycy z Wrocławia. List opublikowała na Facebooku jedna z jego sygnatariuszek, prof. Joanna Wojdon.
Od działacza ONR do dyrektora IPN. 'Wyborcza' o karierze działacza Obozu Narodowo-Radykalnego
"Nasze zaniepokojenie wywołuje także fakt politycznego zaangażowania pana dra Tomasza Greniucha po stronie radykalnych organizacji, które promują jednoznaczny opis przeszłości. Działaniem IPN, jak wskazuje nazwa tej instytucji, jest dbanie o pamięć narodową. Dlatego, naszym zdaniem, nie można tej pracy powierzać zwolennikom radykalnych, jednowymiarowych obrazów naszych dziejów. Niesie to z sobą zagrożenie o obiektywizm czy promowanie w kierowanej przez siebie instytucji reprezentantów bliskich sobie poglądów" - napisali autorzy listu.
Tomasz Greniuch mimo to został powołany na pełniącego obowiązki dyrektora IPN we Wrocławiu. "Zarzuty kierowane przeciwko dr. Tomaszowi Greniuchowi dotyczą jego zachowań z czasów młodości. Wielokrotnie w ciągu ostatniej dekady - przyznał, że były one błędem i przeprosił za nie" - napisano na stronie Instytutu.
Tomasz Greniuch to historyk z doktoratem napisanym na KUL pod kierunkiem Tomasza Panfila. To Panfil przygotował ekspertyzę sądową, w której twierdził m.in., że swastyka jest symbolem wieloznacznym, a NSDAP była partią lewicową.
To ten sam naukowiec w jednym z tekstów pisał, że "Po agresji Niemiec sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle. Wprawdzie władze okupacyjne objęły ich nakazem pracy, nakazały noszenie opasek z gwiazdą Dawida, obciążyły potężnymi podatkami, rozpoczęły wyznaczanie stref tylko dla Żydów, ale jednocześnie zezwoliły na tworzenie judenratów, czyli organów samorządu".
Historyk: 'Po agresji Niemiec sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle'. KUL żąda wyjaśnień
Greniuch to m.in. autor książki "Droga nacjonalisty", o której można przeczytać, że są to "bardzo osobiste przemyślenia działacza narodowego z kilkunastoletnim stażem". Pisze w niej m.in., że "nacjonalizm jest strażnikiem tradycji chrześcijańskiej. Jest jedynym obrońcą naturalnego prawa Bożego". Pisze też o syjonizmie czy homoseksualizmie, który nazywa "zboczeniem" i "dewiacją".
Do nominacji Tomasza Greniucha na szefa oddziału IPN we Wrocławiu krytycznie odniosła się Ambasada Izraela w Polsce. "Ze zdziwieniem przyjęliśmy informację, że nowy dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu pan Tomasz Greniuch nie widzi nic złego we wznoszeniu ręki w nazistowskim pozdrowieniu. W Polsce, w kraju, który tak wiele wycierpiał pod okupacją hitlerowską, nie powinno być miejsca dla używania nazistowskich symboli" - napisano w oświadczeniu.
O tym, że działacze ONR wchodzą do Instytutu Pamięci Narodowej, pisaliśmy już dwa lata temu. Już wtedy kilka osób kojarzonych ze skrajną prawicą zostało zatrudnionych w IPN w Lublinie.
Odnosząc się wtedy do naszego tekstu, IPN przekonywał, że "pracownicy powinni być traktowani równo w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia (...). W szczególności płeć, wiek, niepełnosprawność, rasa, religia, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, nie mogą stanowić kryterium dyskryminacji w procesie rekrutacji pracownika".