,
Obserwuj
Polityka

Zapadł wyrok w sprawie pobicia Wojciecha Kwaśniaka. O co chodzi w aferze SKOK Wołomin?

11 min. czytania
13.10.2023 08:27
W środę Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił wyrok w procesie odwoławczym w sprawie pobicia w 2014 r. Wojciecha Kwaśniaka - byłego wiceszefa KNF nadzorującego kontrolę SKOK Wołomin. Sąd II instancji utrzymał wyrok skazujący Piotra Polaszczyka, ale złagodził mu karę z 10 do 8 lat więzienia. Napaść na urzędnika niemal zakończyła się jego śmiercią i stanowiła jeden z najgłośniejszych wątków afery SKOK-ów. Co działo się wokół SKOK-u Wołomin?
|
|
fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Wyborcza.pl
  • W środę zapadł wyrok warszawskiego sądu w sprawie brutalnej napaści na Wojciecha Kwaśniaka - byłego wiceszefa KNF nadzorującego kontrolę SKOK Wołomin. Sąd II instancji utrzymał wyrok skazujący, ale karę wobec Piotra Polaszczyka złagodził do 8 lat więzienia.
  • Środowy wyrok to skutek odwołania się od decyzji sądu z lutego 2024 roku. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w I instancji skazał zleceniodawcę pobicia - Piotra Polaszczyka na 10 lat pozbawienia wolności;
  • Afera SKOK Wołomin to jedna z największych afer finansowych w Polsce, polegająca na wyprowadzeniu miliardów złotych ze Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie poprzez udzielanie fikcyjnych lub niespłacalnych kredytów powiązanym osobom i firmom.

Ojcowie chrzestni SKOK-ów

Wiedzę o tym, jak w praktyce działają kasy spółdzielcze, Grzegorz Bierecki - wtedy student filologii polskiej na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego - miał zdobyć podczas pobytu w USA w 1989 roku. W 1992 roku - jak zostanie powiedziane wiele lat później podczas wystawy z okazji 30-lecia SKOK-ów - "pięknie wdrożył ten system w Polsce".

Tu warto wytłumaczyć, na czym właściwie polega działalność SKOK-ów. SKOK-i to parabankowe instytucje spółdzielcze, które zrzeszają osoby wspólnie gromadzące oszczędności w celu pomnażania kapitału i udzielania sobie wzajemnie pożyczek na warunkach bardziej atrakcyjnych niż w banku. Inicjatorem tego typu działalności w Polsce na długo przed wojną był ekonomista Franciszek Stefczyk, patron działającej do dziś Kasy Stefczyka.

Grzegorz Bierecki nie tyle więc wdrożył, co reaktywował SKOK-i w Polsce. Oprócz Biereckiego, który objął stanowisko prezesa zrzeszającej SKOK-i Kasy Krajowej oraz powołanej w 1990 roku Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, we wskrzeszeniu tego systemu wzięli udział starszy brat Grzegorza - Jarosław Bierecki, Grzegorz Buczkowski, przewodniczący rady nadzorczej Kasy Krajowej Adam Jedliński oraz przyszły prezydent RP Lech Kaczyński - wówczas wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" oraz pierwszy przewodniczący rady nadzorczej Fundacji.

Legenda polskiego zagłębia milionerów. 'Im bliżej Warszawy, tym domy uboższe'

Pierwszy SKOK powstał 31 sierpnia 1992 roku w Elektrociepłowni "Gdańsk". Kolejne - w Elektrowni Kozienice i Hucie Katowice. Już pod koniec roku w Polsce działało 13 kas, zrzeszających 14 tys. klientów, dwa lata później - ponad setka z 46 tys. klientów, a pod koniec lat 90. - 256 SKOK-ów.

Właśnie pod koniec lat 90, a dokładnie 1 września 1999 roku powstał SKOK Wołomin. Wołomińska jednostka w 15 lat rozrosła się do 102 placówek w całej Polsce i stała się drugą co wielkości kasą w systemie. Co istotne, aż do 2012 roku SKOK-i w zasadzie nadzorowały się same na podstawie ustawy o SKOK-ach z 1995 roku, której głównym autorem był Adam Jedliński. Według jej zapisów jedyną instytucją nadrzędną wobec wszystkich SKOK-ów, w których Polacy zdeponowali łącznie ponad 15 mld złotych, była niebędąca instytucją publiczną Kasa Krajowa pod wodzą Grzegorza Biereckiego.

Początek nielegalnych działań, które doprowadziły do wybuchu afery SKOK Wołomin, określa się na 2009 rok. Zbiegło się to w czasie z uchwaleniem nowej ustawy o SKOK-ach, która narzucała na kasy kontrolę Komisji Nadzoru Finansowego. Prezydent Lech Kaczyński skierował ją jednak do Trybunału Konstytucyjnego, co sprawiło, że ustawa (nad którą pracuje m.in. nikomu nieznany pracownik kancelarii Lecha Kaczyńskiego - Andrzej Duda) wchodzi w życie dopiero po śmierci Lecha Kaczyńskiego w katastrofie smoleńskiej, pod koniec 2012 roku.

Wyniki opublikowanego w 2013 roku przez KNF audytu stanu finansowego SKOK-ów pokazały, że misja kas, które miały działać nie dla zysku, ale po to, by pomagać niezamożnym w dostępie do kapitału, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Andrzej Duda premierem? W grze zaskakujący scenariusz dla prezydenta

'Ludzie myśleli, że jest dyrektorem'

Jak się okazało, ze SKOK-u Wołomin wyparowały miliardy, a jednym ze sposobów na wyprowadzanie pieniędzy było

udzielanie kredytów na "słupy" w postaci bezdomnych, których do siedziby przy ulicy Wileńskiej w Wołominie przywożono z całej Polski. Gdy tylko umyty, przebrany i wyposażony w fałszywą dokumentację "słup" podpisał umowę, otrzymywał gotówkę, z której wydzielano mu co najwyżej 50 zł. Całą resztę - setki tysięcy, a nawet kilka milionów złotych - zgarniał pośrednik, który wypuszczał w ten sposób "zarobione" ponad 358 mln zł, poza polski system bankowy. Takich pożyczek w SKOK-u Wołomin udzielono co najmniej 200. Nie trzeba dodawać, że lwia ich część nie została nigdy spłacona.

Mózgiem całego procederu, w którym mieli brać udział także zwykli gangsterzy, był dziś 61-letni Piotr Polaszczyk - do 2012 roku członek rady nadzorczej SKOK Wołomin, a dawniej oficer Wojskowych Służb Informacyjnych.

"W 2012 r. formalnie odwołano go z rady nadzorczej SKOK Wołomin - ale fizycznie można go było spotkać w banku. Ludzie myśleli, że jest dyrektorem. Jednego dnia brylował w smokingu w foyer Teatru Narodowego, witany z honorami na premierze filmu o Powstaniu Warszawskim, a innego w obskurnej knajpie w Wołominie, niedaleko siedziby SKOK Wołomin, spotykał się z miejscową bandyterką" - pisała w listopadzie 2014 roku "Polityka".

Z ustaleń prokuratury wynika, że Polaszczyk przyjmował przelewy i gotówkę na swoje konto i konta innych członków wołomińskiego SKOK. Według śledczych pieniądze miały być następnie transferowane dalej, a dla zachowania pozorów legalności mężczyzna zawierał fikcyjne pożyczki, umowy przejęcia wierzytelności i umowy inwestycyjne, związane z działalnością podmiotów gospodarczych. Ostatecznie środki te były przeznaczane na zakup ruchomości oraz nieruchomości w Polsce i za granicą.

Piotr Polaszczyk miał być też częstym bywalcem w Pałacu Prezydenckim u Lecha Kaczyńskiego, o czym w 2015 roku wspominał gen. Marek Dukaczewski: "Padły zarzuty, że P. składał wizyty w Pałacu Prezydenckim obecnie (pod koniec kadencji Bronisława Komorowskiego - red.), ale z mojej wiedzy wynika, że

spotkania miały miejsce, ale z poprzednim prezydentem. Nie sądzę, żeby fakty wchodzenia na spotkania nie były gdzieś odnotowywane" - wyznał generał w RMF FM.

To największe bankructwo w historii Szwecji. Wszystko poszło nie tak

Pobicie Wojciecha Kwaśniaka

W maju 2014 roku wiceszef KNF Wojciech Kwaśniak został brutalnie pobity pod swoim domem na warszawskim Wilanowie.

Jak opisywał pięć lat później w rozmowie z Onetem, w wyniku ataku doznał złamania czaszki, ręki, a także szeregu ran na głowie, twarzy, szyi i barkach. Choć prokuratura jest przeświadczona o tym, że Kwaśniak był ofiarą pobicia, to on sam uważa, że był to zamach na jego życie. "Osoba związana z tym atakiem ważyła około 100 kilogramów, trenowała sztuki walki i była uzbrojona w ciężką metalową pałkę. Broniłem się gołymi rękoma. Tylko dzięki własnej sprawności i zbiegowi okoliczności nie straciłem przytomności. To, że napastnik przerwał atak, mogło być spowodowane tym, że ściągnąłem kominiarkę z jego twarzy" - wspominał.

W 2014 roku prezes SKOK-u Wołomin Mariusz G. oraz wiceprezeska Joanna P. usłyszeli zarzuty działania na szkodę kierowanej przez nich firmy i działania w zorganizowanej grupie przestępczej, a następnie zostali zatrzymani. Mariusz G. wyszedł na wolność już w lipcu następnego roku po tym, jak wpłacono za niego poręczenie majątkowe w wysokości 1 mln zł. Joanna P. zabawiła za kratkami jeszcze krócej - zatrzymana w kwietniu, wyszła na wolność już w listopadzie. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp. zgodziła się na zamianę aresztu P. na poręczenie majątkowe.

Do aresztu trafia też Polaszczyk, który w rozmowach z prokuraturą długo milczy, by potem powiedzieć tylko tyle, że "ludzie oszukiwali ich na kredyty, a on budował polski kapitał". "Gdy prowadzono go na posiedzenie w sądzie, który decydował o jego aresztowaniu, krzyknął w obecności sędziego i prokuratora: "Ja was wszystkich wyje...".

To taki typ człowieka, co pije tylko szampan Dom Perignon. Latał śmigłowcami, jeździł bentleyem, choć oficjalnie nic nie ma" - opisywał anonimowy rozmówca "Gazety Wyborczej". W 2014 roku Polaszczyk trafia do więzienia, gdzie - za udział w grupie przestępczej, a także za zlecenie pobicia Kwaśniaka - spędzi siedem lat. Rok po wyjściu na wolność znów trafia za kraty. W październiku 2022 roku policjanci zatrzymują go tuż przed wyjazdem za granicę. Polaszczyk był poszukiwany do odbycia kary 4 lat pozbawienia wolności za oszustwa.

W lutym 2024 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w I instancji skazuje Piotra Polaszczyka na 10 lat pozbawienia wolności. Poza karą więzienia sąd orzeka względem niego 10-letni zakaz zbliżania się i kontaktowania z Kwaśniakiem. Współoskarżony Jacek W., któremu zarzucono współudział w ataku, otrzymuje wyrok 2 lat pozbawienia wolności. Z kolei recydywista podejrzany o bezpośrednie pobicie Kwaśniaka, również objęty aktem oskarżenia, po wyjściu z aresztu rozpływa się w powietrzu i prawdopodobnie przebywa za granicą.

W środę 26 marca sąd II instancji utrzymał wyrok skazujący ws. napaści w 2014 r. na ówczesnego wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka. Karę wobec Piotra Polaszczyka złagodził z 10 do 8 lat więzienia.

'Na postawie jednego zdjęcia wektory obróciły się o 180 stopni'

Media jeszcze żyją aferą SKOK Wołomin, gdy rozpoczyna się kampania prezydencka 2015. Z obecnym prezydentem z ramienia będącej u schyłku swoich rządów Platformy Obywatelskiej - Bronisławem Komorowskim, do walki o prezydencki fotel staje kandydat Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Duda.

W marcu politycy PiS nie rozstają się w wydrukiem zdjęcia, przedstawiającym Bronisława Komorowskiego ściskającego rękę Piotra Polaszczyka. Obu panów sfotografowano razem we wrześniu 2011 roku, podczas premiery filmu "1920. Bitwa warszawska", którego Polaszczyk był współproducentem. Poseł PiS Joachim Brudziński na antenie TVN wskazuje, że na fotografii widać osobę, "która jest bardzo zaangażowana w obronę WSI, a w środku jest jedyny poseł PO, który głosował przeciwko rozwiązaniu WSI".

Na oskarżenia polityków PiS reaguje m.in. doradca Komorowskiego Tomasz Nałęcz, który podkreśla, że podczas tego typu wydarzeń prezydent ściska ręce setkom nieznajomych osób. PO natomiast na zdjęcie odpowiada innym zdjęciem - tym razem przedstawiającym Mariusza G. w towarzystwie Grzegorza Biereckiego oraz Jacka Sasina z PiS. Ofensywa PO na nic się jednak nie zdała. Odtąd Komorowski staje się "Komoruskim" - tak prześmiewczo nazywają go zarówno sami politycy PiS, jak i prawicowe media.

Panika w PiS. 'Jest strach, że nie będzie co zbierać'

Nie wiadomo, czy w uroczystej projekcji filmu "1920. Bitwa warszawska" brał udział obecny premier Mateusz Morawiecki, ale jest pewne, że odwiedzał plan produkcji. Na początku stycznia 2019 roku, podczas inauguracji działalności PPK na Giełdzie Papierów Wartościowych szef rządu stwierdził, że porównywać PPK do OFE, to jak "porównywać Pawła Borysa (prezesa zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju - red.) do Borysa Szyca".

"Z Borysem Szycem miałem okazję poznać się na planie filmowym 'Bitwy Warszawskiej 1920" jakiś czas temu" - dodał Morawiecki, cytowany przez Onet.

Tę wypowiedź już następnego dnia wypomniał premierowi Wojciech Karliński - prezes Stowarzyszenia Wspierania Spółdzielczości Finansowej im. Św. Michała, który w SKOK-u Wołomin "utopił" oszczędności życia. "Film był kręcony z pieniędzy ukradzionych klientom SKOK Wołomin.

Jeżeli Morawiecki był na planie tego filmu, to nie wiem, czy w roli statysty, a może odgrywał jakąś większą rolę?" - zastanawiał się w rozmowie z Tomaszem Sekielskim.

Tak więc PiS-owi udało się spektakularnie odwrócić kota ogonem, o czym w 2023 roku, przy okazji premiery książki "Reżim. Doniesienia z putinowskiej Polski", mówił jej autor Adam Sokołowski. "PiS-owi udało się z czarnego zrobić białe. Mieliśmy aferę, która trwała latami.

Przed początkiem 2015 roku nikt nie miał wątpliwości, że w tej aferze jest umoczony PiS. A później na postawie jednego zdjęcia wektory obróciły się o 180 stopni. Przodowali w tym bracia Karnowscy, którzy pracują dla Grzegorza Biereckiego. Ich media należą do firmy, w której on ma większościowy pakiet udziałów" - zwrócił uwagę Sokołowski w programie braci Sekielskich, których film dokumentalny poświęcony aferze SKOK-ów pt. "Korzenie zła" ukazał się 10 października 2023 roku, na chwilę przed ciszą wyborczą.

Kilometrówki i problem z alkoholem. Andrzej Szejna zostanie w rządzie?

Wojciech Karliński jest zdania, że w aferze SKOK Wołomin swoje za uszami ma także Platforma Obywatelska. "To nie tak, jak opowiadał Macierewicz w 2015 roku, że w 2010 roku weszło WSI i zrobiło tam całe zamieszanie. Po ujawnieniu danych kredytobiorców i akcji kredytowej okazało się, że tam działo się bardzo źle od 2002 roku. Decydenci odpowiedzialni za wyprowadzkę pieniędzy ze SKOK Wołomin brali tam kredyty na 'słupy' od 2002 roku. Gdyby spojrzeć na portfel głównych wyłudzonych pasywów, czyli pożyczek zabezpieczonych hipotecznie, to za czasów nadzoru Kasy Krajowej zostało wyłudzonych około 1 mld 300 mln, a po 2012 roku, czyli za czasów nadzoru Kwaśniaka, została wyłudzona dokładnie taka sama kwota" - wskazał.

Kwaśniak "na lodzie"

Sam Grzegorz Bierecki - senator Prawa i Sprawiedliwości - nigdy nie znajdzie się w orbicie zainteresowania prokuratury kierowanej przez Zbigniewa Ziobrę. Za to znajduje się w niej Wojciech Kwaśniak.

Funkcjonariusze CBA zatrzymali - wówczas już byłego - wiceszefa KNF 6 grudnia 2018 roku, pod zarzutem niedopełnienia obowiązków przez urzędników przy nadzorze nad SKOK Wołomin w latach 2013-2014.

Jeszcze przed akcją CBA Kwaśniak był zatrudniony w Narodowym Banku Polskim. "W związku z postanowieniem prokuratury nie mogę wykonywać zadań. To oznacza brak wynagrodzenia, a więc i brak ochrony zdrowotnej. Aktualnie jestem zupełnie pozostawiony na lodzie przez państwo. Żyję z oszczędności rodzinnych" - mówił Onetowi w maju 2019 roku.

W 2021 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że zatrzymanie Wojciecha Kwaśniaka było niesłuszne, a były wiceszef KNF otrzymał 15 tys. złotych zadośćuczynienia (choć domagał się 250 tys.). Na początku czerwca 2023 roku kwotę tę podwyższono o 5 tys. złotych.

'Amber Gold dla bogatych'. Sześć zawiadomień o przestępstwie ws. funduszu założonego przez znanego profesora

W związku z aferą SKOK Wołomin na przestrzeni lat zatrzymano dziesiątki osób, jednak związki jednej z nich z prezydentem Lechem Kaczyńskim są szczególnie bliskie. Chodzi o Marcina Dubienieckiego, adwokata oraz - wówczas już byłego - męża córki prezydenta, Marty Kaczyńskiej.

W grudniu 2019 roku CBA zatrzymało Dubienieckiego oraz dwóch innych mężczyzn - b. wiceministra skarbu Przemysława Morysiaka oraz biznesmena Krzysztofa B. Wszyscy trzech usłyszeli zarzut płatnej protekcji - Dubieniecki i Przemysław Morysiak - powoływania się na wpływy w instytucji państwowej i przyjmowania korzyści majątkowej w zamian za pośrednictwo w załatwieniu sprawy, a Krzysztof B. - wręczania korzyści majątkowej.

Sąd w Szczecinie podjął decyzję o aresztowaniu byłego zięcia Lecha Kaczyńskiego na dwa miesiące. Przemysława Morysiaka pod tym względem oszczędzono. Wobec Krzysztofa B. zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym poręczenie majątkowe i dozór policji.

Nie był to jego pierwszy zatarg z prawem. Rok wcześniej rozpoczął się proces w sprawie wyłudzenia przez Dubienieckiego z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) kwoty 14,5 mln zł.

'Przebojowa pożyczka' Michała Wiśniewskiego

"Bo nie zawsze co dobre, jest dobre. A czerwone nie zawsze jest złe. Czasem ktoś tak zwyczajnie po ludzku poda rękę, znajdzie rozwiązanie" - śpiewa Michał Wiśniewski w

reklamie "Przebojowej Pożyczki", udzielanej przez SKOK Wołomin. Reklama została wyemitowana po raz pierwszy w połowie stycznia 2014 roku.

Kilka lat później okazało się, że byłego lidera Ich Troje ze SKOK Wołomin wiąże coś więcej niż współpraca reklamowa. W październiku 2021 roku Wiśniewski usłyszał zarzuty dotyczące doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości SKOK w Wołominie na kwotę 2,8 miliona złotych, których nie spłacił. "W celu uzyskania pożyczki podejrzany przedłożył nierzetelne pisemne oświadczenie o swoich dochodach, które znacznie zawyżył, a także podał nierzetelne dane dotyczące dochodów poręczyciela - ówczesnej żony podejrzanego" - tłumaczyła cytowana przez Wirtualną Polskę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Katarzyna Skrzeczkowska.

Żoną Michała Wiśniewskiego była wówczas Dominika Tajner-Wiśniewska, córka trenera skoków narciarskich Apoloniusza Tajnera.

Celebrytka sama - według prokuratury - również miała skłamać na temat swoich dochodów i wyłudzić od SKOK Wołomin kwotę 1 mln złotych. Tajner-Wiśniewska w wydanym oświadczeniu nazwała siebie "ofiarą afery SKOK Wołomin". "Nigdy nie wyłudziłam żadnych pieniędzy, nigdy nikogo nie okradłam, a tym samym nie wyrządziłam świadomej krzywdy" - napisała na Facebooku.

Choć Michałowi Wiśniewskiemu groziło do 10 lat więzienia, ani on, ani jego ówczesna żona nigdy nie trafili za kraty.

TV Republika w natarciu. Widzowie odsłaniają kulisy jej sukcesu

Afera SKOK Wołomin ciągnie się do dziś

Choć SKOK Wołomin upadł w 2015 roku, a jej los podzieliło wiele innych kas w systemie, sprawa ciągnie się do dzisiaj. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie w połowie września br. rozpoczął się proces Wojciecha Kwaśniaka, jego byłego przełożonego Wojciecha Jakubiaka oraz dziewięciu innych osób. Według prokuratury szkoda w sprawie z powodu niedopełnienia obowiązków przez KNF wyniosła około 1,2 mld zł. Sam SKOK Wołomin w 2018 roku trafił pod młotek za symboliczną złotówkę.

Na aferze SKOK-ów ucierpieli jednak przede wszystkim klienci, którzy powierzyli SKOK-owi Wołomin swoje pieniądze. Pod koniec 2023 r. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim skierowała do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga akt oskarżenia w głównym śledztwie w sprawie SKOK Wołomin przeciwko 62 osobom, w tym Piotrowi Polaszczykowi. "Łączna kwota wyłudzeń objętych postępowaniem Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim to 3 mld 12 mln 431 tys. 250 zł" - wyliczyła prokuratura. Przed tym samym praskim sądem okręgowym dobiega końca inny z procesów, w których oskarżony jest Polaszczyk. W tej z kolei sprawie chodzi o zarzut "wyprania" 358 mln zł.

Posłuchaj: