Wpadka nowej koalicji ws. wiatraków. "Jedyne pokłosie to teorie spiskowe"
Grupa posłów Trzeciej Drogi i Koalicji Obywatelskiej wniosła do Sejmu projekt nowelizacji ustawy dot. wsparcia odbiorców energii, który proponuje m.in. liberalizację zasad budowy lądowych elektrowni wiatrowych. Zakłada ona możliwość budowy farm wiatrowych w odległości 300 metrów od domów wielorodzinnych i 400 od jednorodzinnych. Projekt ostro krytykują politycy PiS wskazując, że pozwala on na wywłaszczenia ludzi pod farmy wiatrowe. - Taki krok, zaszyty w ustawie, która w tytule ma ma przede wszystkim kwestię cen energii, od razu budzi ogromne kontrowersje. Także pod kątem odbioru społecznego, podczas gdy kładziemy duży nacisk na sprawiedliwość transformacji, na jej odpowiednie przeprowadzanie - tak, żeby nikt nie został za burtą - komentował w 'TOK 360' Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka24.
Jak zwrócił uwagę gość Adama Ozgi, to nie jedyna rzecz w tej ustawie, która może niepokoić. Wskazał przy tym na regulacje dotyczące minimalnej odległości między parkami narodowymi a turbinami wiatrowym. Ta odległość ma zostać zminimalizowana do 300 metrów. - To zdecydowanie zbyt mało w stosunku do obszarów, gdzie występują gatunki zagrożone. Dla populacji ptaków czy małych ssaków praca turbiny wiatrowej może być miażdżąca, jeśli chodzi o występowanie gatunkowe w Polsce - alarmował Wiech.
Według eksperta błędem był także sam sposób procedowania tej ustawy - wspomniane połączenie cen energii z kwestią wiatraków. - Według głosów płynących z nowej koalicji parlamentarnej zrobiono to po to, żeby uchronić się przed ewentualnym wetem prezydenta. Natomiast jest to moim zdaniem karkołomne tłumaczenie - mówił redaktor naczelny portalu Energetyka24.
Na tym jednak nie koniec. W ocenie eksperta nowa koalicja zaliczyła też wpadkę komunikacyjną. Jak podkreślił, w Polsce przecież długo w ogóle nie było debaty na temat konieczności transformacji energetycznej. - Wszelkie komunikaty muszą więc być bardzo dobrze ważone pod kątem odbioru przez osoby, które nie są zorientowane w tej materii. A tymczasem pierwszą poważną ustawą energetyczną nowej koalicji okazuje się być projekt, który narusza pewien ład społeczny, gra na bardzo wrażliwych strunach solidarności w zakresie transformacji - zaznaczył Wiech.
Jak się żyje pod 60 wiatrakami? 'Przyjeżdżali i pytali, czy kury się niosą'
Ekspert gorzko stwierdził także, że z jego obserwacji wynika, że 'na razie jedynym pokłosiem tego projektu ustawy są teorie spiskowe głoszące, że powstała ona na zlecenie spółek zagranicznych, spółek energetycznych, które chcą sobie wykroić kawałek z polskiego tortu gospodarczego'. - Jest to bardzo niebezpieczne, bo teraz ryzykujemy wykolejeniem albo spowolnieniem transformacji energetycznej. A potrzebujemy jej, bo będzie przesądzać o konkurencyjności polskiej gospodarki - podkreślił gość TOK FM. Wiech zaznaczył także, że przeciwko projektowi ustawy protestują nie tylko politycy PiS-u, ale także chociażby aktywiści, którzy uważają, że jest on niebezpieczny.
Awantura o wiatraki odbiła się też sporym echem na portalu X. 'Niełatwo się poślizgnąć na wiatraku, a tu proszę - nowej koalicji się udało. Niektóre kariery mogą się skończyć, zanim się zaczęły' - napisał Wojciech Szacki z Polityki Insight.