Usłyszał, że nikt mu nie da pieniędzy, bo pomaganie więźniom "nie jest seksi". Fundacja "Pomost" walczy o przetrwanie
Fundacja "Pomost" od 13 lat pomaga byłym więźniom stanąć na nogi i chroni ich przed powrotem do dawnego życia. Organizacja chwali się, że rocznie 80 ze 100 podopiecznych nie wraca do przestępczości. Niestety, fundacji grozi zamknięcie. 'Jest pod finansową ścianą' - alarmuje w opisie Zrzutki. Ośrodek prowadzony przez Fundację Pomost jest domem dla 32 osób. Przez utratę finansowania - jak mówią byli więźniowie - mogą znowu trafić do zakładu karnego.
- Więźniowie po odbyciu kary bardzo często nie mają, gdzie wrócić. To bardzo często dzieci instytucji, czyli najpierw był dom dziecka, potem MOW-y, zakłady poprawcze. Osoba, która przez całe życie była wychowywana przez instytucje, nie ma wzorców rodzinnych, nie ma przywiązania rodzinnego, nie ma poczucia sprawczości - tłumaczył w TOK FM Edward Szeliga, prezes zarządu fundacji i inicjator jej działań, dyrektor ośrodka readaptacyjnego i specjalista readaptacji.
Gość Szymona Kępki podkreślił, że wiele mówi się w Polsce o resocjalizacji, a niewiele o readaptacji. Fundacja "Pomost" razem z prof. Iwoną Niewiadomską stworzyła cały program readaptacyjny, który opiera się na diagnostyce, metodach pracy, a także odpowiedniej strukturze, 'żeby odkręciła cały proces, który zadział się podczas odbytej kary'. - U nas w placówce mamy 32 miejsca i to jest ograniczona liczba osób. Poza tym to jest i tak bardzo duża liczba osób, żeby z nią pracować w sensie procesowym - tłumaczył Szeliga. Prezes dodał, że fundacja ma listę oczekujących do 2040 r. - Dzwonią do nas osoby i mówią: Wychodzę w 2040 r. i chcę mieć u was miejsce - przyznał, dodając, że do ośrodka przyjeżdżają osoby z całej Polski.
- To nie są ludzie zepsuci, tylko ludzie, którymi albo ktoś nie mógł się zaopiekować w dzieciństwie, albo trafili w nieodpowiednie środowisko. Bardzo często spotykane jest zjawisko dziedzicznej recydywy. Siedział dziadek, tata, babcia - opowiadał Szeliga.
Plan na przyszłość
W ośrodku specjaliści zapewniają trening możliwości psychospołecznych. - Pracujemy na modelu społeczności terapeutycznej, którą nazywamy readaptacyjną. Mieszkańcy obejmują funkcje: prezesa, szefa ochrony, gospodarza, szefa kuchni, skarbnika i ogrodnika. Każda z tych funkcji jest wymienna i trwa trzy tygodnie. Te osoby tworzą zarząd i zarządzają tym miejscem - wskazywał gość TOK FM. Szeliga wyjaśniał, że te wszystkie funkcje są imitacją ról społecznych. - Na co dzień jesteśmy szefami kuchni, gospodarzami domu, szefami ochrony. Dbamy o bezpieczeństwo rodziny - mówił.
Edward Szeliga podkreślił, że takie metody przynoszą efekt, readaptacja jest skuteczna, a fundacja ma 80-procentową skuteczność. - Jako fundacja od ok. 10 lat próbuję przekonać różne władze na różnym szczeblu politycznym, że readaptację da się w Polsce wprowadzić - przekonywał prezes fundacji. Szeliga podkreślił, że zważywszy na fakt, że fundusz sprawiedliwości dysponuje kwotą 300 mln zł rocznie, to na działalność 16 takich ośrodków (jeden w każdym województwie) to byłby koszt 20 mln zł rocznie. - Do ośrodka rocznie przychodzi ok. 90-100 osób, z tego ok. 70 osób nie wraca już do przestępczości. Gdyby tę liczbę pomnożyć razy 16, to byłby ogromny zysk, bo te osoby zaczynają pracować, nie trzeba ich też utrzymywać w zakładach karnych - wyliczał gość TOK FM.
- Można ograniczyć powrotność do przestępstw pod warunkiem, że ktoś zainwestuje w to w końcu. Od 10 lat rozmawiam z różnymi politykami i bardzo często słyszę, nikt w to nie zainwestuje, bo inwestycja w byłych więźniów nie jest seksi – mówił Szeliga.
Obecnie jednak konieczne jest wsparcie ośrodka tu i teraz, bo fundacja walczy o przetrwanie. Na Facebooku uruchomiono zrzutkę. Można również wesprzeć organizację, przesyłając pieniądze bezpośrednio na konto przez stronę internetową Fundacji Pomost (zakładka: Wesprzyj nas).
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>