,
Obserwuj
Polska

Chcesz pracować w ABW? "Dobry oficer służb musi skosztować wszystkiego"

jsx
3 min. czytania
18.08.2026 13:42

ABW rekrutuje przez internet. Co dyskwalifikuje kandydata? - To, że chcemy ukryć pewne rzeczy. Musimy być transparentni. Służba będzie wszystko sprawdzać. Możemy się wstydzić, ale i tak musimy się przyznać, bo to będzie weryfikowane - mówił w TOK FM były funkcjonariusz służb specjalnych Tomasz Białek.

ABW (zdjęcie ilustracyjne)
ABW (zdjęcie ilustracyjne)
fot. Gov.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego ABW szuka kandydatów przez internet?
  • Na jakim etapie odpada najwięcej kandydatów?
  • Jakie są zarobki w agencji?

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego opublikowała na portalu rekrutacyjnym Pracuj.pl ponad 70 ofert, w sumie zebrała ponad 20 tys. aplikacji - także do kontrwywiadu. Czy to nie dawanie za darmo informacji o priorytetach polskiego kontrwywiadu?

- Nie uważam, żebyśmy cokolwiek oddali, to tylko jedna z form rekrutacji. W dzisiejszych czasach tak wygląda rynek pracy, że nawet służby specjalne muszą się otwierać na kandydatów, których poszukują - mówił w "OFF Czarku" podpułkownik rezerwy, doktor inżynier Tomasz Białek, były funkcjonariusz służb specjalnych i wykładowca Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas.

Na którym etapie najwięcej kandydatów odpada? - Zdrowie. Komisja lekarska to najsłabszy element systemu. Czasami zbyt ostro podchodzą do kandydatów. To moja absolutnie prywatna opinia. Kwestia kontaktów tak samo. Mamy olbrzymią ilość kontaktów przez media społecznościowe, one czasami wydają się bezpieczne, ale dopiero po głębszej weryfikacji okazuje się, że takie bezpieczne nie są - podkreślił gość Cezarego Łasiczki.

ABW łowi. Co dyskwalifikuje kandydata?

Co może zdyskwalifikować kandydata do służb specjalnych? - To, że chcemy ukryć pewne rzeczy. Musimy mieć jakiś powód - mówił Białek.

- Wstydzimy się - wtrącił prowadzący audycję.

- W służbie nie ma na to miejsca. Jeżeli przychodzimy, musimy być transparentni. Służba będzie wszystko sprawdzać. Możemy się wstydzić, ale i tak musimy się przyznać, bo to będzie weryfikowane - mówił Białek. Ekspert wskazał, jak zmieniają się kryteria wobec kandydatów. 

- W latach 90., jak okazało się, że kandydat do służby zapalił marihuanę, to go dyskwalifikowało. W dzisiejszych czasach dyskwalifikowałoby, gdyby się nie przyznał, że kiedyś na studiach zapalił. To strasznie przykre, ale to jest tak powszechne, że próba "wycinania", dlatego, że kiedyś spróbowali, powodowałaby, że naprawdę dobrych kandydatów moglibyśmy tracić. A prawda też jest taka, że dobry oficer służb specjalnych musi potrafić skosztować wszystkiego, bo nigdy nie wiadomo, co mu się przyda w pracy operacyjnej - mówił gość "OFF Czarka".

Redakcja poleca

Funkcjonariusz w centrali zarabia 8,4 tys. złotych netto, w delegaturach 7-7,5 tys. Czy to konkurencyjna stawka? - Nie jest niestety. Jak trafiłem do służby, to o tym, ile będę zarabiał, dowiedziałem się przy pierwszej wypłacie. Ja miałem cel, chciałem służyć ojczyźnie. Dzisiaj czasy są inne, rynek pracy jest bardzo nasycony, muszą być elementy, które będą ludzi zachęcać do pracy w służbie - mówił były funkcjonariusz. 

Gość TOK FM wskazał też na - jego zdaniem - słaby punkt oferty, jaką słuzby przygotowały na chętnych. Chodzi o zapis o możliwości rezygnacji w dowolnym momencie. - To jest bardzo słaby element. Nie można kogoś zmuszać do pracy, ale to kłopot dla służb. Bo trafia młody człowiek, pan, pani na kurs, spędzają kilka miesięcy na służbie i następnie stwierdzają: "Nie, dziękuję". Problem polega na tym, że pozyskali know-how, poznali ludzi i wychodzą na miasto z wiedzą na temat metod działania i znają twarze. Nie ma tu łatwych rozwiązań - stwierdził wykładowca Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas.

Źródło: TOK FM