Romanowski nie zrezygnuje z mandatu poselskiego. "Z Budapesztu mogę zrobić więcej"
- Marcin Romanowski stwierdził, że 'nie zamierza rezygnować z mandatu poselskiego' i planuje dalej wykonywać swoje obowiązki w tej roli;
- Były wiceminister sprawiedliwości powiedział, że jego wyjazd na Węgry był motywowany 'walką z bezprawiem reżimu Tuska';
- 'Trzeba było powiedzieć stop temu bezprawiu' - stwierdzi polityk PiS.
Na początku stycznia Marcin Romanowski, który otrzymał azyl polityczny na Węgrzech, przekazał, że 'zrzekł się statusu posła zawodowego' i nie będzie w związku z tym pobierać poselskiego wynagrodzenia. W ten sposób uprzedził ruch grupy posłów KO, Polski 2050-TD i PSL-TD, którzy 31 grudnia zgłosili projekt noweli ustawy o sprawowaniu mandatu posła i senatora. Zakłada, że parlamentarzysta, wobec którego zastosowano postanowienie o tymczasowym areszcie zostanie pozbawiony prawa do uposażenia. Przypomnijmy, były wiceminister sprawiedliwości i poseł PiS jest podejrzany w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Wydano wobec niego nakaz aresztowania, ale nie wykonano go, gdyż podejrzany zbiegł na Węgry, gdzie otrzymał od lokalnych władz azyl polityczny.
Teraz Marcin Romanowski zapewnił w Polsat News, że 'nie zamierza rezygnować z mandatu poselskiego' i planuje dalej wykonywać swoje obowiązki w tej roli. Jak chce to robić, skoro nie bierze czynnie udziału w posiedzeniach Sejmu? - Z Budapesztu mogę zrobić więcej niż z Warszawy - stwierdził.
Dziennikarz Polsatu przytoczył rozmówcy krytyczne komentarze, które padają ze strony polityków koalicji rządzącej. Mówią, że Romanowski, uciekając na Węgry, dopuścił się 'zdrady' i 'tchórzostwa'. - Nie ma co się spierać z pajacami - odpowiedział Marcin Romanowski.
Wojna w Ukrainie oczami Polaka. 'Wejście Rosjan oznacza zawsze początek terroru'
Dodał, że jego wyjazd na Węgry był motywowany 'walką z bezprawiem reżimu Tuska'. Podkreślił, że 'jest ofiarą prześladowań w Polsce'. - Trzeba było powiedzieć stop temu bezprawiu, bo poziom bezprawia osiągnął poziom nie do zniesienia. (...) Zarzuty są tak absurdalne, że w przypadku dwóch złożyłem powiadomienie o możliwości fałszowania dowodów - mówił.
Na pytanie dziennikarza, czy spotkał się z premierem Węgier Wiktorem Orbanem, Romanowski odpowiedział, że 'zobowiązanie wymaga, żeby nie zdradzać, z kim się spotyka'.
Marcin Romanowski z zarzutami. Dotyczą przywłaszczenia ponad 107 mln zł
Śledztwo Prokuratury Krajowej w sprawie Funduszu Sprawiedliwości trwa od lutego 2024 r. To postępowanie obejmujące kilkanaście wątków, m.in. w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez ministra sprawiedliwości oraz urzędników resortu, którzy byli odpowiedzialni za pieniądze z funduszu. W przypadku Romanowskiego, który w latach 2019-2023 był wiceszefem MS nadzorującym Fundusz Sprawiedliwości, prokuratura zarzuca mu popełnienie 11 przestępstw, m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów na pieniądze z tego funduszu.
'Kościół stoczy batalię'. To mogą być główne osie konfliktu na linii biskupi-rząd
Przestępstwa Romanowskiego miały polegać m.in. 'na wskazywaniu podległym pracownikom podmiotów, które powinny wygrać konkursy na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości'. Polityk miał też zlecać poprawę błędnych ofert przed ich zgłoszeniem oraz dopuszczał do udzielenia dotacji podmiotom, które nie spełniały wymogów formalnych i materialnych. Zarzuty dotyczą również przywłaszczenia łącznie ponad 107 mln zł i usiłowania przywłaszczenia ponad 58 mln zł.