Dzieci pana Jerzego o aferze mieszkaniowej Nawrockiego. "To normalny przekręt"
- Karol Nawrocki i jego żona kupili kawalerkę w Gdańsku, działając jednocześnie jako sprzedający i kupujący w imieniu 80-letniego Jerzego Ż. - ustalił Onet;
- Głos w sprawie afery zabrały dzieci Jerzego Ż.. Jak przyznały w rozmowie z dziennikarzami TVN24 w "Superwizjerze", o tym, że zostali wydziedziczeni przez ojca, dowiedziały się z mediów.
- Dzieci pana Jerzego od dawna nie utrzymują z ojcem kontaktu. "W moim odczuciu był niezrównoważony i niekomunikatywny" - wspominał syn mężczyzny rozmowę z 2015 roku;
- Syn Jerzego Ż. uważa, że doszło do "normalnego wyłudzenia mieszkania" i wykorzystania trudnej sytuacji seniora.
Nawroccy kawalerkę pana Jerzego sprzedali sobie sami
Największa z dotychczasowych afer wokół Karola Nawrockiego wybuchła po - zdawałoby się - niewinnym pytaniu Magdaleny Biejat o podatek katastralny, które padło podczas debaty prezydenckiej "Super Expressu". Kandydat PiS - nawet o to nie pytany - powiedział wówczas, że ma jedno mieszkanie. Okazało się, że to nieprawda. Onet ujawnił, że Nawrocki - poza mieszkaniem, w którym mieszka wraz z rodziną - posiada m.in. kawalerkę w Gdańsku, którą przejął od seniora. Okazuje się, że nie otrzymał jej ani w wyniku umowy darowizny, ani dożywocia, tylko nabył w drodze umowy sprzedaży.
We środę dziennikarze Andrzej Stankiewicz i Jacek Harłukowicz z Onetu ujawnili, że transakcja sprzedaży kawalerki została przeprowadzona bez udziału Jerzego Ż. Karol i Marta Nawroccy zawarli umowę między sobą: jako pełnomocnicy sprzedali lokal w imieniu starszego mężczyzny, a równocześnie kupili go we własnym imieniu.
'Tragedia' wizerunkowa Nawrockiego. Sztab zmienia strategię. 'Dużo lepiej z jednym minusem'
Dzieci pana Jerzego zabrały głos. Syn 80-latka ostro o Nawrockim
Od kwietnia ubiegłego roku 80-letni Jerzy Ż. jest pensjonariuszem jednego z DPS-ów w Gdańsku. Dziennikarze TVN24 dotarli do dzieci starszego mężczyzny. Jak się okazało, o tym, że zostały one wydziedziczone przez ojca, dowiedziały się dopiero po konferencji prasowej z udziałem Przemysława Czarnka, który głośno odczytał fragment testamentu pana Jerzego.
Po tym, jak pan Jerzy porzucił swoją rodzinę w Chojnicach, nie utrzymywał kontaktów z żoną i dziećmi, nie płacił też alimentów. Około 2015 roku nawiązał z córką kontakt poprzez Facebooka. "Napisał do mnie, (...) po 42 latach. Próbowałam z nim rozmawiać, ale nie udało mi się z nim dogadać. Był jakby w innym świecie" - wspominała kobieta.
Opiekunka społeczna zabrała głos. 'Nawrocki zupełnie nie interesował się panem Jerzym'
Jak wynika z relacji w "Superwizjerze", w 2015 roku pan Jerzy próbował skontaktować się także ze swoim synem. "W moim odczuciu był niezrównoważony i niekomunikatywny. Nie było to standardowe zachowanie i nie zachęciło nas do kontaktu" - komentował mężczyzna.
"Być może został wykorzystany, ale to naprawdę nie moja sprawa" - oceniła córka 80-latka. Syn Pana Jerzego użył ostrzejszych słów. "Widziałem konferencję (z udziałem Przemysława Czarnka - red.), widziałem wywiad z panem Nawrockim i dla mnie to jest normalne wyłudzenie mieszkania, przekręt, wykorzystanie sytuacji starszego człowieka" - powiedział mężczyzna dziennikarzom.
Posłuchaj: