Jaka będzie prezydentura Nawrockiego? "Może być oparta na dwóch przywilejach"
- Karol Nawrocki zwyciężył w II turze wyborów prezydenckich, zdobywając 50,89 proc. głosów. Kandydat popierany przez PiS pokonał prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, którego poparło 49,11 proc. wyborców;
- Jak mówił w TOK FM Maciej Głogowski, "po wygranej Karola Nawrockiego otwiera się kolejny front", a współpraca z prezydentem będzie "bardzo trudna". - Trudno mi też uwierzyć, by koalicja zwarła się i chciała być jednością w rywalizacji z prezydentem - przyznał przy tym;
- Zarówno Maciej Głogowski, jak i Roman Imielski z 'Gazety Wyborczej', również gość TOK FM, przyjęli założenia, że dojdzie teraz do "poważnych" zmian personalnych". "Myślimy o tym, że jednak Donald Tusk nie będzie premierem w roku 2027 roku" - mówił Roman Imielski.
- A jaka będzie prezydentura Karola Nawrockiego?
- Od sierpnia zacznie się czas bardzo trudnej koabitacji, która przy koabitacji z Andrzejem Dudą będzie się mogła wydawać igraszką. Dlatego, że jedno jest jasne: tutaj chodzi o grę na wybory roku 2027, najlepiej z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji na przyspieszone wybory - skomentował w TOK FM Roman Imielski z 'Gazety Wyborczej'.
I choć, jak od razu przyznał, że "za bardzo w nie nie wierzy, to jednak ich nie wyklucza". - Tym bardziej że prezydent będzie robił wszystko i będzie naciskany przez swój obóz polityczny, żeby maksymalnie osłabić rząd i utrudnić mu działania. Jest też już jasne, że wiele programów, które obiecywała Koalicja 15 października, nie ma szans na realizację. Chociażby liberalizacja ustawy o aborcji - wskazał.
"Czerwona kartka dla rządu"
Także Maciej Głogowski z TOK FM zwrócił uwagę, że "po wygranej Karola Nawrockiego otwiera się kolejny front", a współpraca z prezydentem będzie "bardzo trudna". - Trudno mi też uwierzyć, by koalicja zwarła się i chciała być jednością w rywalizacji z prezydentem. Tu nie mam zbyt wielkich nadziei - przyznał.
W ocenie Romana Imielskiego największy błąd, jaki mogłaby zrobić dzisiaj rządząca koalicja, to byłoby przede wszystkim bagatelizowanie wyniku wyborów. - Nie sądzę, żeby to nastąpiło, ale też będzie mówienie przez część polityków: "przecież to był niewybieralny kandydat". Jednak wygrał, a takie wymówki będą samobójcze. Z tego naprawdę trzeba wyciągnąć bardzo poważne wnioski, jeśli mamy się nie pogrążyć w roku 2027 w bardzo mocno populistycznym sosie: PiS, Konfederacja i być może Grzegorz Braun - wskazał.
Zwrócił przy tym uwagę, że samo pęknięcie wyborców na połowę - to różnica zaledwie 370 tys. głosów - to z jednej strony kapitał obecnie rządzącej koalicji, ale też "ogromne wsparcie po drugiej stronie". - To jednak jest czerwona kartka dla rządu - podkreślił.
Tym PiS wygrał wybory prezydenckie. 'Zadziałał efekt bumerangu'
"Prezydentura oparta na dwóch przywilejach"
Jak ocenili przy tym obaj rozmówcy, "Polską da się jednak rządzić do 2027 roku w obecnej koalicji i z prezydentem, który będzie prawie wszystko wetował". Obaj przyjęli jednak założenia, że dojdzie teraz do "poważnych" zmian personalnych". - Myślimy o tym, że jednak Donald Tusk nie będzie premierem w roku 2027 roku, jeśli dojdzie do wyborów - wskazał Roman Imielski. Choć, jak zastrzegł Maciej Głogowski, kiedy przestanie nim być, trudno w tej chwili oszacować.
Inna rzecz, jak dodał Roman Imielski, że może też dojść do wewnętrznych, "bardzo dużych" konfliktów, tym bardziej że premier Donald Tusk już dawno zapowiedział rekonstrukcję rządu.
- Jest też prawie pewne, że od dziś politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji będą wzywać rząd dymisji i do przedterminowych wyborów. Powiedzą, że mają silny mandat. Że trzeba to dokończyć, że ta władza, która jest obecnie, straciła legitymację. Choć jej kandydat ma też ponad 10 mln głosów, a wybory odbyły się ledwo 1,5 roku temu - podkreślił Maciej Głogowski.
A jaka to będzie prezydentura? W ocenie Romana Imielskiego być może okaże się oparta na dwóch przywilejach: prawie weta i prawie łaski. - Oczywiste jest, że w tej rozgrywce politycznej chodziło również o zapewnienie bezkarności politykom Prawa i Sprawiedliwości. A prawo łaski, jeśli będzie stosowane w sposób arbitralny i czysto polityczny, to będzie właśnie prawo do bezkarności - skwitował w TOK FM.