Dlaczego prezydent Nawrocki "ugniatał kapustę"? Gest, który mówi wszystko
- Karol Nawrocki złożył przysięgę i wygłosił pierwsze orędzie;
- Jak ocenił w rozmowie z tokfm.pl Maurycy Seweryn, o ile mimika prezydenta była 'całkiem nieźle kontrolowana', to słabiej było 'z przyzwyczajeniem do wyniosłości';
- Trener wystąpień publicznych wystąpienie Karola Nawrockiego podzielił na trzy części;
- Co przede wszystkim przykuło jego uwagę?
- Nowy prezydent swoją mową ciała przede wszystkim pokazywał pewność siebie, a nawet lekką wyniosłość. Zaczęło się od momentu, kiedy zaczął podchodzić do miejsca, gdzie miał złożyć przysięgę. Ruch, który wykonał - zapięcie marynarki z jednoczesnym jej podciągnięciem - był typowy dla mężczyzn demonstrujących siłę i dużą pewność siebie. Szczególnie w zawadiackiej formie, a nawet bym powiedział łobuzerskiej - skomentował w rozmowie z tokfm.pl trener wystąpień publicznych Maurycy Seweryn.
Jak od razu dodał, o pewności siebie Karola Nawrockiego świadczyły także inne elementy, w tym np. uśmiech, którym dodatkowo pokazywał, że jest zadowolony z tego, co robi i otwarty na publiczność. I choć, jak zastrzegł ekspert, mimika była 'całkiem nieźle kontrolowana', to słabiej było 'z przyzwyczajeniem do wyniosłości'.
- Głowa prezydenta była lekko uniesiona - kontrolował salę, łapał kontakt z wieloma osobami, co jest najwyższym wyrazem umiejętności prezenterskich. Ale jednocześnie patrzył na ludzi z góry. I to zarówno na Kaczyńskiego i innych, którzy są po jego stronie, jak i na przeciwników politycznych po drugiej stronie sali. Co ciekawe, nie patrzył tak na Donalda Tuska, który siedział wyżej. Tam patrzył partnersko, co oznacza, że ten element, nawet jeżeli byłby reżyserowany, nie został dobrze zagrany - podkreślił.
Tym Karol Nawrocki strzelił sobie w stopę?
W ocenie rozmówcy tokfm.pl wystąpienie Karola Nawrockiego można podzielić na trzy części. - Pierwsza część to pierwsza minuta, kiedy prezydent mówił głośniej. Chciał siłą głosu, mimiką i gestykulacją nadać słowom znaczenie. Druga to standardowe wystąpienie, a trzecia - ostatnie pięć minut - to wersja niemal wiecowa, powtórzenie tego, co powtarzał wyborcom w czasie wystąpień publicznych - wyliczył Maurycy Seweryn. Stąd, jak dodał, choć samo wystąpienie było "dosyć długie", to prezydentowi nie sprawiło trudności, by mówić z głowy.
Ekspert zwrócił uwagę, że przechodząc z drugiej części do trzeciej, Karol Nawrocki podniósł głos o mniej więcej 10 decybeli. Być może właśnie dlatego, że mowa się przedłużała i prezydent chciał przyciągnąć uwagę słuchających. - Strzał w stopę. Tym bardziej, że prezydent nie powinien być krzykliwy - stwierdził Seweryn.
W tym momencie Karol Nawrocki był "lekko zakłopotany"
Jeśli chodzi o środkową część wystąpienia, nasz rozmówca zwrócił uwagę m.in. na "silną gestykulację". -Raz uderzanie palcem - czyli wskazywanie na to, co tu i teraz, a raz łączenie palców - zresztą typowe też dla premiera Tuska. To gest trzeciego poziomu, czyli podkreślenie materialności słów. W myśl zasady: to, co mówię, zostanie zrealizowane. To, co mówię, ma odbicie w programie, który został napisany, czy w planie, który został już skonstruowany - odpowiedział.
Inne gesty? Rozczapierzone palce, które są potwierdzeniem tego, że mówił emocjonalnie, od siebie czy np. zamykanie pięści w drugiej dłoni. - I choć sam w sobie gest ten może mieć genezę związaną z tym, że prezydent jest bokserem, to odczytywany jest przede wszystkim jako agresja. Także dlatego, że pojawił się wtedy, kiedy Karol Nawrocki mówił o kampanii wyborczej i o tym, że na sali znajdują się jego przeciwnicy - wskazał.
Ekspert zwrócił też uwagę, że kiedy Karol Nawrocki atakował, to "nie do końca było mu to na rękę". - Był lekko zakłopotany i zaczął się intensywniej kołysać. To często zdarza się też u premiera Tuska, żeby nie było. On też - kiedy jest atakowany - staje twardo, ale kiedy atakuje innych, wyraża zakłopotanie i daje wyraz niechęci do stosowania tak mocnej agresji publicznie - zastrzegł.
Dodatkowo, jak mówił trener wystąpień publicznych, prezydent w drugiej części mocno skoncentrował się na sile operowania głosem. - To z kolei przy jego chrypie nadało wypowiedzi charakter nie tylko pewności siebie, ale też lekkiej agresywności - zastrzegł.
Inna rzecz, jak uzupełnił, miało to też sygnalizować: ta część jest dla mnie bardzo ważna, chcę przyciągnąć uwagę, nadać słowom znaczenie. - Szczególnie mocno widać to było również pod koniec wystąpienia. Aż do tego stopnia, że ostatnie słowa, które wypowiedział, to okrzyk nietypowy do sali, w której został wykonany. Charakterystyczny z kolei dla wieców i stadionów - zwrócił uwagę.
Dlaczego Nawrocki "ugniatał kapustę"?
Zdaniem Maurycego Seweryna najbardziej typowe dla całego wystąpienia Karola Nawrockiego było przenoszenie ciężaru ciała z jednej nogi na drugą, sam nazywa to "ugniataniem kapusty".
- Co do zasady to zachowanie atawistyczne. Kiedyś byłem kołysany jako dziecko, więc kiedy mocno się stresuję, to w pierwszej kolejności sięgam do tego wyuczonego zachowania. Sęk w tym, że jestem też wtedy odbierany jako osoba niezdecydowana. Dlatego też ten, kto patrzył na prezydenta, widział go nie tylko lekko zestresowanego, ale też mocno wahającego się. W efekcie mimo tego, że mówił twardo, wyraźnie, dobitnie, a jego gestykulacja była stanowcza, pionowa, silna, to jednak to wahanie powodowało, że przekaz jest odbierany jako nie do końca wiarygodny - ocenił.
Jednak w ocenie naszego rozmówcy genezą zachowania Karola Nawrockiego nie musiał być stres czy niezdecydowanie, a... sport. - Wielokrotnie szkoliłem polityków uprawiających sporty walki i widziałem, szczególnie w przypadku boksu, że pojawiały się u nich albo kołysanie pionowe, albo kołysanie poziome. Tyle, że w przypadku mównicy sejmowej możliwość "tańczenia jak na ringu" została mocno ograniczona - skwitował w rozmowie z tokfm.pl.
Posłuchaj: