Politycy PiS są wściekli na Ziobrę i nie chcą się za niego tłumaczyć. "To może nas zatopić"
- Nie chce nam się już tłumaczyć za Zbigniewa Ziobrę - mówią nieoficjalnie politycy Prawa i Sprawiedliwości. Jak dowiedział się reporter TOK FM Maciej Kluczka, ostatnie wideo wystąpienie byłego ministra sprawiedliwości w siedzibie partii było pomysłem samego Ziobry. Politycy PiS, szczególnie ci odpowiedzialni za komunikację medialną, nie byli tym ruchem zachwyceni. I to delikatnie rzecz ujmując.
- Wie pan… Nam już powoli brakuje argumentów. Przecież ludzie widzą, że były minister sprawiedliwości unika wymiaru sprawiedliwości. Z jednej strony mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Z drugiej, nie chce odpowiedzieć na zarzuty i stawia warunki, że "prokuratura nielegalna", że "system wybierania sędziów jest niesprawiedliwy". Ludzi te argumenty nie przekonują. Sprawa dla nich jest jasna: był szeryfem, stał się uciekinierem - mówi w rozmowie z TOK FM jeden z polityków z kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości.
Krytycznych głosów w sercu partii Jarosława Kaczyńskiego jest jednak więcej. A złe zdanie na temat Zbigniewa Ziobry mają nie tylko wyborcy rządzącej koalicji i politycy PiS mają tego świadomość.
- Co gorsza, myślą tak nie tylko wyborcy koalicji Donalda Tuska, ale też spora część naszego elektoratu. To nas może zatopić - mówi polityk PiS. Te słowa - wypowiadane przy wyłączonym mikrofonie - korespondują z tym, co inni potrafią powiedzieć oficjalnie. Ryszard Terlecki, pytany w Sejmie przez dziennikarzy, czy doradzałby Zbigniewowi Ziobrze powrót do Polski, odpowiedział: "Ja bym nie zalecał, bo oczywiście go zamkną", ale zaraz dodał: "to oczywiście nas topi".
Samowolka Zbigniewa Ziobry. W PiS są wściekli
"Zapraszamy na oświadczenie ministra Zbigniewa Ziobry, dziś (5.12) o godz. 14:00, siedziba Prawa i Sprawiedliwości przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie" - tak brzmiał komunikat prasowy PiS wydany w piątkowe południe. Już o godzinie 14:00 okazało się, że Zbigniewa Ziobry nie ma w siedzibie partii osobiście, fizycznie, ale że swoje oświadczenie wygłosił w formie wideokonferencji. Rozmawiał tylko z rzecznikiem partii, posłem Rafałem Bochenkiem. Na pytania dziennikarzy nie odpowiadał.
- Zdecydowałem się stawić czoła i oprzeć bezprawiu, dlatego zostałem za granicą - mówił poseł PiS Zbigniew Ziobro wyświetlany na telebimie. Wymienił trzy warunki, po których miałby "stawić się w kraju w ciągu kilku godzin". To między innymi zmiana na stanowisku prokuratura krajowego. Ziobro przebywa poza granicami Polski od kilku tygodni. Prokuratura chce postawić politykowi 26 zarzutów w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości.
Z nieoficjalnych rozmów Macieja Kluczki wynika, że wideokonferencja była pomysłem samego Zbigniewa Ziobry.
- My tego nie wymyśliliśmy. Wolimy do tematu nie wracać, bo to po pierwsze staje się nudne dla wyborców. Po drugie - jeśli może się stać paliwem politycznym, to nie dla nas, ale dla naszych przeciwników. Jego kolejne takie wystąpienia tylko przypominają o sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Sprawie, o której my wolelibyśmy zapomnieć - dodaje polityk PiS. - Ziobro to w końcu wiceprezes partii, może więc wymagać takich wystąpień. Trochę głupio się temu przeciwstawić - podkreśla członek klubu PiS.
W PiS można usłyszeć, że Jarosław Kaczyński jest namawiany do tego, by nakazał Zbigniewowi Ziobrze powrót do kraju. Prezes na tę chwilę nie zmienia zdania i wspiera byłego ministra sprawiedliwości w jego postanowieniu. Wszyscy liczą na to, że Ziobro, który przebywa głównie w Budapeszcie, nie będzie o sobie zbyt często przypominał. Jednak w interesie byłego ministra sprawiedliwości jest zupełnie odwrotne zachowanie. Musi o sobie przypominać, także samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ziobro walczy nie tylko o to, by nie trafić do aresztu, ale by jego kariera polityczna nie została pogrzebana. A polityk, o którym nikt nie pamięta, to polityk martwy.
Źródło: TOK FM, fot. Anita Walczewska/East News