Nie święci garnki lepią. Można to sprawdzić w Medyni Głogowskiej
Medynia Głogowska przez lata skrywała swoje garncarskie dziedzictwo. Glina była tu czymś oczywistym, codziennym, często niedocenianym. Dziś jest symbolem tradycji i dumy, przyciągając turystów, miłośników rękodzieła i artystów z całego kraju. Stała się miejscem, w którym historia spotyka się z nowoczesnością, a każdy odwiedzający może spróbować swoich sił przy kole garncarskim i odkryć, czym jest siwa ceramika.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wyglądały początki lokalnego garncarstwa;
- Jaki wkład w jego rozwój miała Cepelia;
- Kto uratował garncarstwo od zapomnienia;
- Jak wytwarza się ceramikę siwą.
Ośrodek Garncarski w Medyni Głogowskiej to miejsce wyrastające z długiej tradycji i pamięci o rzemiośle, które przez całe pokolenia stanowiło podstawę codziennego życia. Jak przypomina Małgorzata Wisz, dyrektor Ośrodka, początki lokalnego garncarstwa sięgają drugiej połowy XIX wieku. To wtedy, po uwłaszczeniu chłopów w Galicji, naczynia gliniane stały się niezbędnym elementem każdego gospodarstwa domowego. Naczynia z Medyni Głogowskiej odpowiadały na praktyczne potrzeby wsi, podczas gdy w miastach dawne cechy garncarskie powoli chyliły się już ku upadkowi, wypierane przez produkcję fabryczną. Kiedy ta w końcu dotarła również na prowincję, także lokalne rzemiosło zaczęło słabnąć.
Pod okiem Cepelii
Nowy rozdział otworzył się dopiero po II wojnie światowej. W latach 40. XX wieku powstała spółdzielnia Cepelia, która połączyła siły garncarzy i innych rzemieślników. To był czas prawdziwego rozkwitu. Twórcy zrzeszali się w spółdzielniach, również tych mniejszych, niezależnych od warszawskiej centrali. Praca garncarzy była oceniana i ukierunkowywana przez komisje, które wskazywały, jakie naczynia należy tworzyć.
- To sprawiło, że twórcy stracili bezpośredni kontakt z odbiorcami swoich produktów. O powstających w ich pracowniach naczyniach, rzeźbach czy formach dekoracyjnych zaczęli decydować eksperci z miasta. Również, paradoksalnie, o tym co jest „ludowe” a co nie jest - wyjaśnia moja rozmówczyni. - Jednak dzięki temu zachowano zgodność z tradycją regionu, a przedwojenne formy ceramiczne przetrwały w Medyni do dziś – dodaje. W tamtym okresie Medynia Głogowska zyskała rangę ważnego ośrodka sztuki ludowej i przyciągała coraz większe zainteresowanie.
W latach dziewięćdziesiątych przyszedł jednak kryzys. Upadek Cepelii pozbawił twórców rękodzieła stabilnego rynku zbytu, a w Medyni Głogowskiej - sercu niegdyś potężnego zagłębia garncarskiego - rzemieślnicy znaleźli się w dramatycznej sytuacji. - To nie był dobry czas dla garncarzy - wspomina dyrektor Ośrodka. - Nie było zapotrzebowania, nie było też wsparcia. Całe środowisko znacząco zubożało - tłumaczy.
Przełom nastąpił dopiero w 2000 roku, kiedy lokalny samorząd zdecydował się działać, by ocalić garncarską tradycję. Wówczas powstała niewielka Zagroda Garncarska. Początkowo z myślą o zaprezentowaniu naczyń zgromadzonych jeszcze w latach 60. przez dyrektorów lokalnych szkół czy członków OSP oraz organizacji warsztatów dla dzieci z miejscowej szkoły. Okazało się jednak, że zainteresowanie przerosło wszelkie oczekiwania. - Dziś warsztaty ceramiczne odbywają się niemal w każdym ośrodku kultury, ale wtedy w Polsce było ich naprawdę niewiele. Ludzie przyjeżdżali do nas z całego kraju i często to właśnie tutaj stawiali pierwsze kroki w toczeniu naczyń na garncarskim kole - podkreśla Małgorzata Wisz.
Wokół Ośrodka zaczęli gromadzić się także mistrzowie starszego pokolenia. To oni przekazywali wiedzę i umiejętności, mimo że w wielu rodzinach garncarskich brakowało już następców. - Pokolenie dzisiejszych pięćdziesięciolatków odrzuciło to dziedzictwo - mówi dyrektor Ośrodka. - Garncarstwo było ciężką, żmudną, często brudną pracą. Młodzi woleli iść do miasta, zdobywać inne zawody. Powstała przerwa pokoleniowa - dodaje.
Powrót do gliny
Przez długi czas garncarstwo nie było w Medyni Głogowskiej powodem do dumy. - Wielu ludzi nie uznawało tego dziedzictwa za coś ważnego. To było dla nich zwyczajne, nieatrakcyjne zajęcie - mówi Małgorzata Wisz. Przełom nastąpił wraz z powstaniem Ośrodka w jego obecnym kształcie, gromadzącego eksponaty i otwartego na mieszkańców.
- Pamiętam, jak jedna z sąsiadek przyszła zwiedzić naszą wystawę i zachwycała się wszystkim, co zobaczyła. A potem powiedziała, że jest tu pierwszy raz, choć działaliśmy już od kilku lat. Wyjaśniła mi, że w jej życiu wszędzie była glina. Każda rzecz ubrudzona była gliną: buty, łyżki, miski. I że nie chciała do tego wracać. To jest kwintesencja tego, jak ludzie patrzyli na tę tradycję - tłumaczy Małgorzata Wisz.
Tymczasem to właśnie w Medyni Głogowskiej powstały dzieła, które dziś zachwycają turystów. Jednym z nich jest ceramiczna mozaika w miejscowym kościele, zaprojektowana w latach 60. przez prof. Jana Budziłę z krakowskiej ASP. - Włączył w tę pracę miejscowych garncarzy i powstało wielkie dzieło. Dla gości przyjeżdżających dzisiaj jest oczywiste, że taka mozaika powinna zdobić wnętrze kościoła. Ale wtedy tak nie było. Glina była materiałem codziennym, a nie czymś, z czego tworzy się ołtarze. Dziś mieszkańcy są dumni, że zostawili po sobie coś tak wyjątkowego - podkreśla dyrektor ośrodka.
Na mapie miejsc wartych odwiedzenia nie sposób pominąć Galerii Rzeźby Ceramicznej Władysławy Prucnal. Artystka stworzyła w swoim życiu tysiące figurek ceramicznych. Jej prace można podziwiać nie tylko w rodzinnej Medyni Głogowskiej, ale także w wielu muzeach w Polsce, w tym w niezwykłym muzeum w Pieckach na Mazurach, posiadającym największy zbiór. - Galeria w Medyni Głogowskiej jest szczególna, bo możemy tu spotkać samą artystkę. Pani Władysława w tym roku kończy 90 lat, a mimo to często wychodzi do gości, wita się z nimi i sama oprowadza po swojej Galerii - dodaje Małgorzata Wisz.
Tradycja, która nie gaśnie
Dziś w Medyni Głogowskiej współpracują garncarze różnych pokoleń, artyści i projektanci wzornictwa przemysłowego. - Uczymy młodych ludzi toczenia na kole i zdobienia naczyń dokładnie tak, jak odbywało się to przez wieki. Przeprowadzamy tradycyjne wypały w piecach, w tym rzadkie redukcyjne wypały ceramiki na siwo. To trudna sztuka, praktykowana w Polsce przez niewielu - podkreśla moja rozmówczyni.
Misją instytucji jest nie tylko zachowanie tradycji. - Istotne są też działania otwierające dzieci i młodzież na nowe twórcze doświadczenia, włączanie ich w procesy projektowania nowych form ceramicznych z wykorzystaniem tradycyjnych surowców, narzędzi i technologii. Do realizacji tych działań angażowani są depozytariusze lokalnego dziedzictwa w zakresie przekazywania unikalnych umiejętności rzemieślniczych, a także artyści, projektanci, absolwenci szkół artystycznych i wzorniczych - wyjaśnia dyrektor Ośrodka.
Ośrodek Garncarski powstał w 2021 roku po rewitalizacji historycznych zabudowań. - Z jednej strony mamy architekturę z przełomu XIX i XX wieku: drewnianą chałupę mieszkalną i warsztat garncarski, a z drugiej nowoczesne obiekty z czerwonej cegły, materiału, który od XVIII wieku wytwarzano tutaj z miejscowej gliny - precyzuje Małgorzata Wisz.
Nowe budynki mieszczą przestronną pracownię garncarską i salę ekspozycyjną z wyjątkowymi zbiorami ceramiki. Placówka przypomina także o artystach pozostających dotąd w cieniu. Jedną z nich jest Emilia Chmiel, rzeźbiarka uznawana za prekursorkę ceramicznej rzeźby w Medyni Głogowskiej. - Mieszkańcy zdążyli o niej zapomnieć, a my pokazujemy jej prace, sylwetkę i opowiadamy o niej w spektaklach. To powrót do historii, która wciąż inspiruje - zaznacza moja rozmówczyni.
Magia siwej ceramiki
Zainteresowanie ceramiką rośnie z roku na rok. - Garncarstwo przeżywa dziś renesans, ale nie każda pracownia oferuje możliwość toczenia na kole i nauki pod okiem mistrza. My właśnie w tym się specjalizujemy. Organizujemy warsztaty zarówno dla grup zorganizowanych, jak i kursy indywidualne - podkreśla dyrektor Ośrodka.
Na odwiedzających czeka także wyjątkowe doświadczenie - uczestnictwo w wypale ceramiki w tradycyjnym piecu. - Zależało nam, aby turysta mógł być w tym procesie obecny, choćby wirtualnie. Dzięki technologii VR można założyć specjalne okulary i przenieść się do warsztatu garncarza pod lasem, obserwując cały proces wypału - opowiada Małgorzata Wisz.
Najbardziej charakterystycznym elementem dziedzictwa Medyni Głogowskiej jest wypał redukcyjny, dzięki któremu powstaje tzw. ceramika siwa, zwana też czarną. - Nazwa pochodzi od koloru naczyń - odcienia szarości, który w naszej gwarze nazywamy „siwym”. Wypał polega na zamknięciu dopływu tlenu w końcowej fazie, dzięki czemu naczynia zostają „osiwione” dymem. Z czerwonej gliny powstaje grafitowy kolor, często zdobiony srebrzystymi wzorami rysowanymi kamieniem - wyjaśnia moja rozmówczyni.
Ten rodzaj ceramiki inspiruje najbardziej. Kilka lat temu we współpracy garncarzy z wzorniczą uczelnią School of Form z Poznania (obecnie w Warszawie) powstała seria prostych i pięknych siwych naczyń użytkowych. - Obecnie powstaje inna kolekcja naczyń wypalanych metodą redukcyjną i raku, które dodatkowo łączone są z metalem. Tworzą ją uczestnicy prowadzonych tu zaawansowanych warsztatów garncarsko- kowalskich - mówi Małgorzata Wisz.
Także ceramika szkliwiona jest coraz bardziej pożądana. Wciąż znajdują się nabywcy dawnych, tradycyjnych garnków, i znajdują je w kilku medyńskich pracowniach. - Ale furorę robią filiżanki, czarki, misy i patery tworzone przez nasze artystki. Widać tam kobiecą wrażliwość na barwę i zrozumienie dla funkcji jaką naczynie ma spełniać - dodaje dyrektor Ośrodka.
Zdaniem mojej rozmówczyni, garncarstwo to wyjątkowa forma spędzania czasu. - Łączy w sobie odpoczynek i pracę - zaznacza. - To wartościowy sposób relaksu, który pozwala jednocześnie tworzyć i wyciszać się. I właśnie u nas można tego doświadczyć najpełniej.