,
Obserwuj
Dolnośląskie

Z tym koszmarem naukowcy mierzą się każdego dnia. "Absurdalna, idiotyczna ustawa"

6 min. czytania
18.12.2024 06:34
- Wygrywają firmy, które są tanie, bo to jest główny wyznacznik. I dostaję rękawiczki, które drą się w ciągu 15 minut. Pracuję z liniami komórkowymi, gdzie praca w podartych rękawiczkach jest niedopuszczalna, bo to powoduje niemal natychmiast zakażenie i utratę wyników mojej pracy - mówi gościni TOK FM dr Katarzyna Bandyra.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Od wielu miesięcy naukowcy walczyli o większe pieniądze na polską naukę. Pisaliśmy o tym wielokrotnie - w tym o niedofinansowaniu Narodowego Centrum Nauki, które - ze względu na brak środków - miało zawiesić część projektów grantowych. Tak się nie stanie, bo - zgodnie z zapowiedzią premiera - Narodowe Centrum Nauki otrzyma 500 milionów złotych w obligacjach.

- To jest dużo pieniędzy, ale ja wiem, że jak się to podzieli na dni, miesiące i na liczbę zainteresowanych, to tych pieniędzy zawsze będzie trochę za mało, ale chciałbym, żeby to było potraktowane jako znak, że przynajmniej mnie na pewno nie trzeba przekonywać, że w tym wielkim wyścigu, też wyścigu o bezpieczeństwo Polski i bezpieczeństwo Europy, wasze wysiłki, wasze prace, wasze myślenie będzie miało absolutnie kluczowe znaczenie - powiedział premier w trakcie wręczania nagród prezesa Rady Ministrów za osiągnięcia naukowe.

Rosja zemści się na Polsce? 'Trzeba mieć spakowaną walizkę'

Pieniądze to jedno, ale problemów w polskiej nauce jest więcej

Profesor Bartosz Szyszko jest chemikiem, prowadzi prace badawcze na Uniwersytecie Wrocławskim. Zdobywa granty, jest szefem zespołów badawczych. Jak mówi, to z czym musi się mierzyć w kontekście ustawy Prawo o zamówieniach publicznych, to koszmar, znany naukowcom na co dzień.

Laboratorium uniwersyteckie
Laboratorium uniwersyteckie
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Profesor zdobywa pieniądze na granty, a w ramach nich ma np. przewidziany zakup konkretnej aparatury. Wie, jakie urządzenie chce kupić do swoich badań, zależy mu na dokładności i czułości aparatury, ale... obowiązują procedury. W efekcie, do przetargu może przystąpić ktoś, kto - teoretycznie - zaproponuje coś podobnego, po niższej cenie. Ten tańszy sprzęt zostanie kupiony, a okaże się... kompletnie nieprzydatny.

Apeluję o jak najszybszą zmianę absurdalnej, idiotycznej ustawy o zamówieniach publicznych - mówi profesor w rozmowie z TOK FM. 

Zwraca uwagę na coś jeszcze - gdy zamawia aparaturę do badań, często musi czekać na nią miesiącami. - Opóźniłem do października rozpoczęcie grantu, który dostałem przed wakacjami, tylko po to, by dać sobie czas na przygotowanie we właściwy sposób dokumentacji przetargowej potrzebnej do zakupu sprzętu badawczego do realizacji projektu. I proszę sobie wyobrazić, że jeden z przetargów przewidziano dopiero na grudzień. A ja i mój zespół czekamy - mówi Szyszko.

Jak dodaje, to naukowcy muszą się zagłębiać w tajniki ustawy o zamówieniach publicznych, zamiast prowadzić w tym czasie badania naukowe. - Sam pracuję nad takim ogłoszeniem przetargowym, angażuję w to moich współpracowników, którzy zamiast prowadzić badania przygotowują te wszystkie bzdurne dokumenty, w tym analizy potrzeb czy analizy ryzyka. My tracimy czas, marnotrawimy go m.in. ze względu na tę fatalną ustawę o zamówieniach publicznych - mówi gość TOK FM. Jak dodaje, gdy miał staż w Cambridge, jednego dnia zamawiał odczynniki, a drugiego już je dostawał. Tu niejednokrotnie musi czekać tygodniami, a bywa, że nawet kilka miesięcy.

Pół miliona zł na coś, co nie jest potrzebne?

Profesor Sławomir Szafert, też chemik z Uniwersytetu Wrocławskiego podkreśla, że ustawa o zamówieniach publicznych powinna być zmieniona już dawno, ale nikt nie chce się nad tym tematem w sposób odpowiedni pochylić. I dochodzi - w jego ocenie - do absurdów. - Mam pieniądze, potrzebuję do badań bardzo konkretnego urządzenia, a nie tego, co mi "przyjdzie" w ramach ustawy. Ja wiem dokładnie, czego chcę, wiem na czym pracują inni. Po co mamy wydać np. pół miliona zł na coś, czego ja nie chcę, bo wiem, że to nie jest to, czego potrzebuję? Co z tego, że sprzęt, który ktoś mi tam zaproponuje będzie najtańszy, skoro ja nie będę mógł na nim robić badań na najwyższym poziomie? - pyta profesor. Jak dodaje, niejednokrotnie w wynikach liczą się kolejne cyfry po przecinku, a gdy sprzęt jest zawodny i niedokładny, czasami trudno takie wyniki osiągnąć.

'Wygrywają firmy, które są tanie, bo to jest główny wyznacznik'

Dr Katarzyna Bandyra jest biolożką, prowadzi badania na komórkach. Podaje inny przykład - jednorazowych rękawiczek, których musi używać przy swoich badaniach. - Generalnie wygrywają firmy, które są tanie, bo to jest główny wyznacznik. I dostaję rękawiczki, które drą się w ciągu 15 minut. Pracuję z liniami komórkowymi, gdzie praca w podartych rękawiczkach jest niedopuszczalna, bo to powoduje niemal natychmiast zakażenie i utratę wyników mojej pracy. A poza tym, na ile większy sens ma kupowanie tanich rękawiczek, gdy można kupić droższe, w których da się przepracować cały dzień? - pyta badaczka w rozmowie z nami.

Pani doktor zwraca też uwagę na to, że w biologii często potrzebuje bardzo specyficznego sprzętu. - Musimy przygotować te przetargi i je ogłosić, a można byłoby to zrobić szybciej i sprawniej bez takiego przetargu. A czas jest dla nas niezwykle cenny, by rozwijać naszą pracę naukową. A tak naprawdę, przygotowanie przetargu i zrobienie go zajmuje minimum pół roku. Tyle nam zajmuje czasu w ogóle rozpoczęcie badań, na które dostaliśmy finansowanie - mówi Bandyra.

Jak dodaje, rozumie wymóg konkurencji między różnymi firmami przy budowie dróg, szkół czy naprawie mostów, ale nie w nauce. - W nauce bywa tak, że jak robimy jakiś eksperyment, to dokładnie wiemy, że odczynnik z danej firmy po prostu lepiej zadziała, ponieważ jest czystszy albo wprost przeciwnie - mniej czysty, a taki jest nam potrzebny. A często inna firma jest tańsza i jest problem - opowiada gościni TOK FM.

Podaje jeden z przykładów - ostatnio musiała przygotować dokumentację przetargową do zakupu stacji obliczeniowej do procesowania danych z kriomikroskopii elektronowej. - To jest specjalistyczny sprzęt do moich badań. Jestem biologiem, na komputerach za bardzo się nie znam, a muszę przygotować coś, co ma mi pomóc w prowadzeniu nauki. No i był problem, jak to zapisać, jak to zakwalifikować, by nie trafiło do mnie urządzenie, które będzie nieprzydatne - opowiada badaczka.

Profesor Michał Tomza jest fizykiem. Też doskonale zna problem ustawy o zamówieniach publicznych. Jak przypomina, zmiana tej ustawy - w kontekście nauki - była jedną z zapowiedzi Rafała Trzaskowskiego w poprzedniej kampanii wyborczej.

Plastikowe probówki rozpadające się przy wirowaniu

Dr Maria Górna, zdobywczyni wielu nagród i grantów, nie kryje, że ustawa o zamówieniach publicznych jest do natychmiastowej zmiany. - Znam wiele przypadków, że zostały zamówione gorszej jakości materiały plastikowe, np. probówki, które po prostu przy wirowaniu rozpadały się. I to powoduje ryzyko i dla sprzętu, i dla ludzi, którzy to obsługują, straty w próbkach. Naprawdę, w takich naukach jak nasze nie ma sensu kierowanie się wyłącznie ceną. U nas chodzi o jakość, powtarzalność, bezpieczeństwo i też czasami - szybkość dostawy. Bo przy projektach, które są przewidziane np. na trzy lata, przy opóźnieniach w dostawie sprzętu o kilka miesięcy, to są ogromne straty w projekcie - mówi dr Górna.

- Czasami mam poczucie braku zaufania do naukowców. Takie myślenie, że my rzekomo chcemy sprzeniewierzyć te budżety na badania. Dlatego wydaje mi się, że potrzebne jest większe zaufanie do nas - zwłaszcza do osób, które prowadziły już wiele projektów badawczych, mają w tym doświadczenie, wiedzą, jak się to rozlicza, a ich głównym celem jest prowadzenie wymarzonych badań - wskazuje Maria Górna.

Prof. Agata Starosta, biolożka molekularna, też laureatka grantów, która wiele lat pracowała za granicą, zwraca uwagę, że naukowcy nie powinni się obawiać, że dostaną nie taki sprzęt, na jaki czekają. Albo nie takie odczynniki.

Laboratorium uczelniane
Laboratorium uczelniane
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

- A ja miałam sytuację w jednym z laboratoriów, że zamówiliśmy odczynniki, które miały spełniać kryterium, że są bardzo czyste. Jak przyszły do laboratorium, to okazało się, że rzeczy, które powinny być rozpuszczalne, rozpuszczalne jednak nie są. I pojawiło się pytanie - czy ryzykujemy przy eksperymencie, używamy tych odczynników, czy też nie? A zaryzykowanie jednym czy dwoma odczynnikami, które nie spełniają kryteriów, to jest niestety marnowanie pieniędzy podatnika. Zupełnie bez sensu - mówi nasza rozmówczyni.

Co dalej z ustawą o zamówieniach publicznych?

Naukowcy liczą, że - jeśli zmieni się minister nauki, bo wiadomo, że do Dariusza Wieczorka jest wiele zastrzeżeń - to zmieni się też postrzeganie badań naukowych w Polsce. Chcą, by nowy minister spojrzał na temat całościowo, a nie tylko "gasił pożary". By przyjrzał się m.in. ustawie o zamówieniach publicznych i wspólnie z ekspertami spróbował ją zmienić.

Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, tematem prawa o zamówieniach publicznych i tym jak dużym jest problemem przy badaniach naukowych, ma się zająć sejmowa Komisja Nauki. Być może stanie się to na jednym z pierwszych posiedzeń w 2025 roku.