"Szponcić" i "szpont" Młodzieżowym Słowem Roku. "Ten plebiscyt polega na paleniu słów"
- Bawimy się czyimiś rzeczami jak zabawką, przez dwa tygodnie mielimy to, obracamy na wszystkie sposoby w agencjach marketingowych, po czym wypluwamy. Dla młodych ludzi to już nie jest do użytku, dlatego że zostało przemielone przez nas, zostało "zboomerzone" - tak o konkursie na Młodzieżowe Słowo Roku mówił w TOK FM Maciej Makselon.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co zdaniem Macieja Makselona jest nie tak z plebiscytem na Młodzieżowe Słowo Roku?
- Dlaczego tego dnia, jak twierdzi, w agencjach marketingowych "płoną klawiatury"?
- Jakie warunki musi spełniać język młodzieżowy, by młodzieżowym pozostać?
- Ten plebiscyt w moim odczuciu polega na paleniu słów. Język młodzieżowy, żeby był młodzieżowy, musi spełniać kilka warunków. Jedną z jego cech musi być nieoficjalność. A jeżeli my co roku w ramach oficjalnego plebiscytu Państwowego Wydawnictwa Naukowego w oficjalnym głosowaniu wybieramy słowa, które przedstawiamy na oficjalnej gali, to nieoficjalność nie powiem brzydko co strzeliło - mówił w "TOK 360" Maciej Makselon, polonista i redaktor literacki.
Po drugie, młodzieżowość zwykle stoi w kontrze do dorosłości. - Te słowa muszą być trochę niezrozumiałe dla dorosłych. Z tym się wiąże kolejna rzecz. Język młodzieżowy jest równocześnie językiem przynależności, czyli jeżeli ja używam tych konkretnych słów, to sygnalizuję swoją przynależność do grupy rówieśniczej - wyjaśniał.
- To taka nasza fantastyczna zabawa, bawimy się czyimiś rzeczami jak zabawką, przez dwa tygodnie mielimy to, obracamy na wszystkie sposoby w agencjach marketingowych, po czym wypluwamy. Dla młodych ludzi to już nie jest do użytku, dlatego że zostało przemielone przez nas, zostało "zboomerzone" - stwierdził w rozmowie z Adamem Ozgą.
"Organiczny opór"
Jak zaznaczono w werdykcie jury, "szponcić" w języku młodzieży oznacza przede wszystkim spontaniczne, energiczne działanie, nie zawsze legalne, to także "nagłe pomysły czy improwizowane akcje", natomiast "szpont" funkcjonuje jako nazwa samego efektu takiej aktywności: "zdarzenia, epizodu, który nadaje koloryt codziennym interakcjom, ale też jakiegoś nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności".
Jak przyznał dziennikarz TOK FM, niewiele z tego rozumie.
- Może jest tak, że młodzież w ten sposób broni się przed plebiscytami. Jeżeli te słowa są trudne do wytłumaczenia albo są wieloznaczne, (...) nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć, to jest to tendencja, która wskazuje na organiczny opór przeciwko naszym praktykom przejmowania i tłumaczenia tych słów - ocenił polonista.
Według Makselona co roku w dniu ogłoszenia wyników konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku "w agencjach marketingowych płoną klawiatury". Bo każdy będzie chciał zarobić i rozegrać dla siebie wyniki konkursu, który przykuwa sporo uwagi.- Mieliśmy przez parę lat w ogóle zalew tego. Próby zmieszczenia całej dwudziestki nominowanych w jednym komunikacie, potem politycy, którzy nagrywali rolki o sobie wzajemnie, którymi mieli sobie coś tam wytykać czy wobec siebie przytyki stosować o tym, że ktoś jest "beton", a ktoś "bambik". Człowiek na to patrzył i wszystkie witki mu opadały - przyznał polonista i redaktor literacki.
Źródło: TOK FM, PAP