,
Obserwuj
Polska

"Kościół potrafi być okrutny". Stanisław Obirek o tym, jak wygląda odchodzenie z zakonu

4 min. czytania
14.09.2025 06:59

- Zbliżałem się do pięćdziesiątki. Powiedziałem sobie: Jak ja dalej będę w tej instytucji, to znaczy, że albo będę zgorzkniały tak jak wielu polskich jezuitów, albo będę członkiem tych janczarów, którzy biorą za twarz wszystkich, którzy próbują krytycznie myśleć o Kościele - tak o dojrzewaniu do decyzji o odejściu z zakonu mówił w podcaście "Punkt zwrotny" Stanisław Obirek. 

fot. TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak to się stało, że Stanisław Obirek po 30 latach pozostawania w kapłaństwie postanowił odejść z zakonu?
  • Czego dowiedział się o pontyfikacie Jana Pawła II w czasie pobytu we Włoszech i jak był on postrzegany poza Polską?
  • Jak fizycznie wygląda odejście z zakonu?

Stanisław Obirek to nie tylko były jezuita, który pozostawał w zakonie przez 30 lat, ale także teolog, antropolog kultury, historyk, profesor nauk humanistycznych, wykładowca i autor książek. W rozmowie z Karoliną Oponowicz opowiadał, jak to się stało, że student teatrologii trafił na łono Kościoła, jak wyglądała jego formacja oraz jak wielki wpływ miał na niego pobyt we Włoszech w latach 80.

Oglądaj

Ksiądz Obirek jedzie do Włoch

- Tam się zaprzyjaźniłem z Latynosami, tam odkryłem drugą ciemną stronę pontyfikatu Jana Pawła II. Po tych polskich zachwytach nagle zobaczyłem, że są ludzie, dla których to nie jest takie cacy - przyznał.

Redakcja poleca

- Od początku okazało się, że Jan Paweł II był kłopotliwy dla dużej części Kościoła - przyznał Stanisław Obirek. Wskazał tu nie tylko Amerykę Południową, gdzie papież z Polski był postrzegany jako ktoś, kto zdusił teologię wyzwolenia, ale także Europę Zachodnią czy Stany Zjednoczone. - Tam to był ktoś, kto miał duży wpływ na "Humanae Vitae", czyli tę bardzo niedobrą encyklikę, która zamknęła debatę na temat seksualności, środków antykoncepcyjnych i tak dalej - wyjaśniał. Dlatego - jak mówił - gdy Jan Paweł II pojawił w Rzymie w 1978 roku, to "bardzo żwawo zaczął zamykać wszystkie bramy otwartej debaty w Kościele".

Redakcja poleca

Obirek dodawał, że stworzona przez apologetów Jana Pawła II narracja o tym, że to właśnie on obalił komunizm i "wyprowadził Polskę na szerokie wody", jest bardzo selektywna. - To jest bardzo selektywna narracja, która zubaża obraz fundamentalisty religijnego - stwierdził gość Karoliny Oponowicz.

- Dla mnie Chomeini, który w 1979 roku zamknął na nowoczesność Iran, najbardziej demokratyczny kraj Bliskiego Wschodu, i jego rewolucja islamistyczna w Iranie i to, co Jan Paweł II wprowadził w Kościele katolickim w 1978 roku... Do dzisiaj właściwie z tymi konsekwencjami się borykamy: absolutny zamordyzm, jeśli chodzi o teologię - mówił gość podcastu "Punkt zwrotny".

Powrót "różowego księdza"

Jak dodał, właśnie w czasie pobytu we Włoszech pojawiła się myśl, by wyjechać na misję do Peru - do czego jednak nie doszło. Finalnie Obirek wrócił do Polski, gdzie szybko stał się „gwiazdą kościelnej opozycji” i ważną postacią. Był wykładowcą, zdobywał kolejne stopnie akademickie. Ale jednocześnie określano go nieraz jako "różowego księdza", który nie wahał się głośno krytykować działania instytucji.

Pytany o kroplę, która przelała czarę goryczy, wskazał rok 2000 i deklarację "Dominus Iesus", czyli "Deklaracja o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła". - Zdałem sobie sprawę, że to jest bardzo niebezpieczny dokument, który paraliżuje jakikolwiek dialog, że Kościół wraca do XIX wieku, bo nagle katolicyzm okazał się tym najlepszym, a zbawienie jest możliwe tylko w Jezusie Chrystusie - wyjaśniał. Kiedy zrozumiał, że Kościół po raz kolejny zamyka się na dialog, i że "stygmatyzuje się tych, którzy najwięcej zrobili, żeby ten Kościół otworzyć na pluralizm i teologiczny, i kulturowy, jako niebezpiecznych heretyków", wiedział już, że dzieje się coś bardzo niedobrego.

Jak się odchodzi z zakonu?

- Zbliżałem się do pięćdziesiątki. Powiedziałem sobie: Jak ja dalej będę w tej instytucji, to znaczy, że albo będę zgorzkniały tak jak wielu polskich jezuitów, albo będę członkiem tych janczarów, którzy biorą za twarz wszystkich, którzy próbują krytycznie myśleć o Kościele - wspominał. Ostatecznie w 2005 roku, czyli już po tym, jak otrzymywał kolejne zakazy wypowiadania się, zdecydował się na rozstanie z zakonem.

Pytany o to, jak wygląda takie odejście, przyznał, że nie jest to nic spektakularnego. - To nie była jakaś wielka rewolucja - ja po prostu zdecydowałem, że poszukam sobie lokum. Wtedy znajomy rektor jakiejś uczelni mi zaproponował pracę, no i się przeniosłem - dodał. Zabrał ze sobą kilka plecaków, w których było wiele książek. A gdy pojawiały się napomnienia z zakonu, żeby się w nim stawił, nie odpowiadał. - I to co facto oznaczało rezygnację - mówił.

Jak wygląda dojrzewanie do zmiany? Jak wygląda życie byłego księdza? Jak patrzy na Kościół i jego działania ktoś, kto przez trzy dekady sam pozostawał głęboko w środku tej instytucji? I czy któreś z tych decyzji - o wejściu i o wyjściu z Kościoła - dziś Stanisław Obirek żałuje? Słuchaj o tym w pełnej wersji odcinka podcastu "Punkt zwrotny":

Źródło: TOK FM