Dzień po dniu doszło tu do tragedii. "Proszę, pilnujcie dzieci"
- Ja rozumiem, że są wakacje i rodzice mówią: 'Niech sobie nareszcie odpoczną, mają trochę luzu', ale bez kontroli zdarzają się właśnie takie straszne wypadki - uczula prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy Roman Guździoł. Ratownikiem i jego kolegami wstrząsnęły dwie tragedie, które wydarzyły się w regionie w połowie lipca.
Do wypadku z udziałem 10-latki doszło 16 lipca w Jeżewie, w powiecie świeckim. Dziewczynka wypoczywała nad popularnym jeziorem Stelchno, na niestrzeżonej przez ratowników plaży. Podczas zabawy w wodzie - ze starszym o trzy lata chłopcem - nagle zniknęła pod wodą. 13-latek zaalarmował mamę dziewczynki. Rodzina wyciągnęła ją z wody i próbowała ratować, ale mimo godzinnej reanimacji, wezwane na miejsce służby nie zdołały przywrócić 10-latce czynności życiowych. Prokuratorzy z Bydgoszczy będą teraz sprawdzać, czy dzieci były pod należytą opieką dorosłych.
14-latek utonął w Wiśle na oczach kolegów
Do drugiej tragedii doszło dzień później - w poniedziałek 17 lipca - nad Wisłą w Złotorii, w gminie Lubicz niedaleko Torunia. Grupa pięciu chłopców w wieku około 14 lat odpoczywała na dzikiej plaży. Było gorąco, więc postanowili się schłodzić. W pewnym momencie jeden z nastolatków zniknął pod powierzchnią, a jego koledzy bezskutecznie próbowali go ratować. - Po niespełna dwugodzinnych poszukiwaniach nurkowie wydobyli ciało chłopca spod powierzchni wody. Pomimo podjętej na miejscu reanimacji nie udało się przywrócić jego funkcji życiowych - informowała młodsza aspirant Dominika Bocian z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Sprawą zajmuje się prokuratura.
- Tych chłopców w ogóle nie powinno tam być - nie ma wątpliwości Roman Guździoł. - Wisła jest bardzo niebezpieczna. Ma to do siebie, że najpierw jest płyciuteńko, a nagle robi się głęboko na dwa i pół metra i potem znowu płyciuteńko. Robią się takie doły wymyte przez nurt, które są bardzo zdradliwe. Do tego woda płynie wartko, więc jak ktoś słabiej pływa, to nie ma szans - ostrzega.
Nasz rozmówca zauważa, że w grupie nastolatków łatwo o wypadek. - Gdy jest kilka osób, to ktoś chce komuś zaimponować. Być może tutaj też tak było? - zastanawia się.
- Już nie raz widywałem nastolatków skaczących do wody, robiących zakłady, kto dalej popłynie. Wiadomo, młodzież chce spróbować wszystkiego, ale to musi być w granicach rozsądku. Dlatego apeluję do rodziców: pilnujcie dzieci na kąpieliskach, a z młodzieżą dużo rozmawiajcie o zagrożeniach - radzi ratownik.
'Woda to wspaniały żywioł, ale szalenie niebezpieczny'
Z panem Romanem rozmawiamy nad Brdą. Rzeka przepływająca przez Bydgoszcz jest bardzo urokliwa, ale też zdradliwa. Mimo dość silnego nurtu mieszkańcy chętnie wybierają ją, by odpocząć i się schłodzić (choć jest tam zakaz kąpieli).
- Na Brdzie jest kilka takich miejsc, ale nie są one strzeżone przez ratowników - ostrzega Guździoł. - Mam na myśli na przykład tor regatowy w Łęgnowie, gdzie pływają barki i motorówki i gdzie panowie urządzili sobie z worków - ułożonych jeden na drugim - skocznię do wody. Z kolei przy dawnej papierni na Czyżkówku zdjęliśmy z mostu linę. Młodzi wchodzili na przęsła mostu, bujali linę i skakali do wody - opowiada ratownik.
Amatorzy kąpieli chłodzą się też w Wiśle, w bydgoskim Fordonie. - W przyszłym tygodniu ratownicy dostaną łódź i będą patrolować tamte rejony, w okolicy wyremontowanego nabrzeża - informuje Guździoł. - Proszę pamiętać, że woda to wspaniały żywioł, ale szalenie niebezpieczny - podsumowuje nasz rozmówca.
W 2022 roku w całej Polsce utonęły 444 osoby, w tym 20 dzieci w wieku od 8 do 18 lat. W grupie do lat 7 nie było ani jednego takiego wypadku.