,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Drogowa rewolucja w Bydgoszczy wywołuje skrajne emocje. Kierowcy się przyzwyczają?

3 min. czytania
04.02.2024 09:00
- Brak przejść dla pieszych jest problemem dla dzieci i osób starszych. Zabrakło edukacji i informacji - mówił radny Bydgoszczy Marcin Lewandowski. Zmiany w ruchu wprowadzone w centrum miasta wywołują duże emocje. O to, czy mają sens, zapytaliśmy eksperta.
|
|
fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl

Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy wprowadził ostatnio mnóstwo zmian w organizacji ruchu w Śródmieściu. Część ulic została przekształcona z dwukierunkowych w jednokierunkowe (np. fragmenty Karłowicza czy Czartoryskiego). Zniknęły 'normalne' przejścia dla pieszych (chociażby w obrębie placu Piastowskiego). Zamiast tego pojawiły się tzw. przejścia sugerowane - nieoznakowane, ale dostosowane do tego, by przekroczyć jezdnię (np. przez dobrą widoczność), wprowadzono strefy Tempo30, ograniczające prędkość do 30 km/h.

Nowości wywołały prawdziwą burzę. Kierowcy obwiniali ZDMiKP o korki, które zaczęły się tworzyć w Śródmieściu. Drogowcy uspokajali i argumentowali, że nie chodzi o utrudnianie życia komukolwiek, lecz o podniesienie poziomu bezpieczeństwa.

- Dążymy do strefy ograniczonej prędkości, bo - jak pokazują badania - ma to realny wpływ na spadek liczby wypadków, a także ciężkości tych wypadków - mówił na ostatniej sesji rady miasta Wojciech Nalazek z Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy. - Strefy z ograniczeniem do 30 km/h stosuje się w miejscach o dużym natężeniu pojazdów, pieszych, dużej liczbie skrzyżowań, w strefach śródmiejskich. Obejmują one ulice, na których nie ma ruchu tranzytowego - tłumaczył.

Bronił też ulic jednokierunkowych. Przekonywał, że nie tylko zmniejszają liczbę punktów kolizji, ale też dają możliwości lepszej przepustowości. - Przy wprowadzeniu skrzyżowań równorzędnych osiągnęliśmy znaczne spowolnienie ruchu - podkreślał Nalazek.

"Pieszych nie powinno być"

Wyjątkowe poruszenie wywołuje kwestia likwidacji przejść dla pieszych. Podczas sesji radni przekonywali, że nie jest to rozwiązanie bezpieczne, zwłaszcza że w obrębie placu Piastowskiego przechodzą dzieci w drodze do szkoły. - Brak przejść jest też problemem dla osób starszych, które chodzą na rynek. Moim zdaniem zabrakło tu edukacji i informacji - mówił radny PiS Marcin Lewandowski. Podkreślał, że przejścia znów należy wytyczyć.

Drogowcy stali jednak przy swoim stanowisku. - Przepisy mówią jasno: przejścia należy wyznaczać głównie na ulicach układu podstawowego. Chodzi o te ulice, gdzie są uznane pierwszeństwa przejazdu pojazdów czy w okolicach szkół, natomiast tam, gdzie jest strefa ograniczonej prędkości, przejść dla pieszych nie powinno być - mówił Nazalek.

To krok miasta w dobrą stronę

Tworzenie stref spowolnionego ruchu, w których nie ma wyznaczonych przejść dla pieszych, jest rozwijane od lat 80. i bardzo popularne w zachodniej Europie, gdzie przynosi efekty w postaci mniejszej liczy wypadków z udziałem pieszych. W Polsce jako pierwszy wprowadził ją Gdańsk. - Uważam, że to jest dobre posunięcie, które przyniesie Bydgoszczy dobre owoce - ocenia Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu o bezpieczeństwie ruchu drogowego brd24.pl. - Myślę, że przywykną do tego zarówno piesi, jak i kierowcy, którzy pewnie - początkowo - będą narzekać, że nie mogą się rozpędzić - dodaje.

- Likwidacja przejść dla pieszych to tylko pozorne utrudnienie, bo jeśli tak organizujemy przestrzeń, że wymuszamy wolniejszą jazdę, to piesi mogą przekraczać jezdnię w dowolnym miejscu. Kierowca, jadąc 30 km/h, będzie w stanie ich zauważyć - uważa ekspert.

Nasz rozmówca zwraca też uwagę na rozróżnienie strefy zamieszkania - z niebieskim znakiem - od strefy spowolnionego ruchu. W tej pierwszej kierowca musi jechać z prędkością maksymalną 20 km/h i ustępować pieszym. - W przypadku strefy spowolnionego ruchu jest to 30 km/h, ale pieszy nie może wtargnąć na jezdnię i oczekiwać, że kierowca go przepuści. Auto ma tutaj pierwszeństwo - podkreśla Zboralski.