Łódź. Segregują coraz lepiej. Miasto pobiło rekord w recyklingu odpadów
Tylko od stycznia do października odzyskano 14 711 ton surowców wtórnych. To więcej niż w całym 2021 roku, kiedy tych surowców było 14 tys. ton. Progres widać zresztą z roku na rok. Miasto podaje, że w 2018 roku odzyskiwano ledwie 6 tys. ton odpadów.
- Ma na to wpływ wiele czynników - twierdzi dyrektor do spraw gospodarki odpadami w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania w Łodzi Tomasz Kacprzak. - Na pewno dużo dała szeroka akcja edukacyjna, dzięki której mieszkańcy coraz chętniej i coraz lepiej segregują śmieci - dodaje.
Jeszcze kilka lat temu wiele osób zastanawiało się, czy posiadanie w domu kilku pojemników na odpady ma sens. Opór społeczny nie zniknął całkowicie, ale zdecydowanie świadomość proekologiczna jest na dużo wyższym poziomie. Wpływ na to miały też zmiany w prawie, wprowadzające obowiązkową segregację śmieci. - Te surowce, które są ładnie posortowane w domach, trafiają następnie do śmieciarek i przyjeżdżają do nas już po wstępnej selekcji. To ma ogromne znaczenie. Praca idzie wtedy zdecydowanie szybciej. Gdyby nie ta zbiórka w domach, to nam nie udałoby się odzyskać tylu surowców - przekonuje Kacprzak.
To się odzyskuje
Głównymi surowcami, które udało się sprzedać łódzkiemu MPO w 2022 roku są: szkło - 7500 ton, karton - 4000 ton, papier - 1050 ton, PET - 900 ton i stal - 600 ton.
Śmieci segreguje 160 osób, które pracują na dwie zmiany - od 6 do 22. Praca jest ciężka i nie zawsze przyjemna, bo wszystkie odpady (poza metalowymi) są wyciągane ręcznie. Miesięcznie jest to np. 400 ton kartonów, które wywozi 20 dużych tirów. - Karton wyjeżdża z sortowni w Łodzi pięknie spakowany prosto do papierni - opowiada Kacprzak. - Wyciągamy też miesięcznie ponad 100 ton białego papieru. Są to gazety, broszurki reklamowe i papier drukowany. Pracownicy najpierw to oddzielają od kartonu, potem jest to prasowane, pakowane i na koniec załadowywane i wywożone. I tak w kółko - wyjaśnia nasz rozmówca.
W łódzkiej sortowni śmieci dziennie odzyskuje się 100 tysięcy butelek PET. - To ciężka praca. Butelki są segregowane na kolory i sprzedawane recyklerom. Dopiero oni je doczyszczają i robią z nich płatki, z których później powstają nowe butelki - mówi Kacprzak. - Pamiętajmy, że PETy to też opakowania po kefirach, sokach czy po chemii gospodarczej - dopowiada.
PET na składowisku jest największym zagrożeniem, bo plastik rozkłada się najdłużej. Dlatego łódzkie MPO kładzie główny nacisk na to, aby przygotować właśnie ten surowiec do odzyskania. Części metalowe są oddzielane od pozostałych śmieci za pomocą separatorów do metali żelaznych i metali nieżelaznych oraz magnesów. Są to wszystkie rzeczy typu śrubki, kapsle, zszywki, a także puszki aluminiowe po piwie i innych napojach.
Najwięcej jest szkła
Szkło stanowi połowę odzyskiwanych surowców, bo jest najcięższe. Butelka PET waży ok. 25 gramów, a szklana ok. 80 gramów. Mimo, że surowiec jest bardzo łatwo przetworzyć i ponownie wykorzystać, to - zdaniem Tomasza Kacprzaka - tworzenie jednorazowych opakowań szklanych nie jest dobrym rozwiązaniem. - To jest w rezultacie bardzo nieekologiczne. Kupujemy w sklepie mały napój, załóżmy mający 200 mililitrów. Wypijamy go w 15 sekund i wrzucamy do odpowiedniego pojemnika w kolorze zielonym. Niby wszystko jest w porządku - mówi Kacprzak. - Ale zanim to szkło pójdzie do recyklingu, to musi je odebrać śmieciarka, która je przewozi do sortowni. Tam jest doczyszczane i dalej jedzie samochodem do recyklerów. Tam jest często jeszcze dalej segregowane i dopiero kolejnym samochodem trafia do huty. Wiec ten ślad węglowy jest gigantyczny, a przyjemność z picia tego napoju w szklanym opakowaniu jest dość krótka - dodaje nasz rozmówca.
Dlatego łódzkie MPO jest za wprowadzeniem szklanych opakowań wielorazowego użytku. Dotyczyć ma to nie tylko butelek od piwa i innych napojów, ale też np. słoików od dżemu czy innych przetworów.
Co z odpadami bio?
Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Łodzi ma również plan inwestycyjny związany z odzyskiwaniem odpadów biodegradowalnych. Chcieliby przerabiać je w gaz i odzyskiwać jako ciepło i energię, a także tworzyć kompost i nawozy, które będą wykorzystywane w rolnictwie. Mają w tym celu wybudować biogazownię. Plany architektoniczne są już na ukończeniu.
To się opłaca?
Odzyskiwanie i sprzedawanie surowców opłaca się łódzkiej spółce, bo za ich sprzedaż dostają zapłatę. Największy dochód mają z odzyskanej stali. Tona kosztuje kilka tysięcy złotych. Jeszcze więcej otrzymują za tonę puszek aluminiowych. Dochód trafia ponownie do budżetu miasta.
W przyszłym roku MPO chciałoby odzyskać ponad 20 tysięcy ton surowców wtórnych. Docelowo, czyli za kilka lat, miałoby to być aż 70 tys ton. - Dzięki temu nie tworzymy nowych składowisk i nie potrzebujemy do tego kolejnych nowych terenów. Poza tym nie musi się to wszystko rozkładać przez setki lat. Jest przyjemniej, bo nie zaśmieca nam to środowiska - podsumowuje Tomasz Kacprzak.