Afera na Uniwersytecie Łódzkim. Studentka ujawniła wiadomości od profesora
Wiadomości, jakie miał wysyłać profesor z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego, ujawniła w mediach społecznościowych jedna ze studentek drugiego roku kierunku licencjackiego. Nie podała nazwiska wykładowcy, ale - jak pisze Onet - akademicka społeczność zorientowała się, o kogo chodzi.
Co zawierają listy?
W wiadomościach, które cytuje Onet, można przeczytać m.in.: 'Pani głos mi się podoba, co więcej, odpowiada Pani fryzurze, makijażowi, strojom. Czasem w szkole ma Pani moment, gdy strój jest zbyt odważny i siłą rzeczy przenosi mnie poza zajęcia' czy 'Mam ciekawość Ciebie, którą mógłbym 'nakarmić''.
Dziecko z cukrzycą nie może jechać na szkolną wycieczkę? 'Poczułam się jak wyrzutek'
Studentka, która nagłośniła sprawę - jak pisze Onet - kończy aktualnie czwarty semestr filozofii w UŁ. Opowiada, że wszystko zaczęło się na drugim semestrze. 'Na pierwszych zajęciach wykładowca poprosił o numer telefonu starościny (funkcja przewodniczącej roku), aby móc się szybko skontaktować, gdyby coś się stało (...). Jeszcze tego samego dnia studentka - starościna dostała SMS-a, w którym została nazwana 'madame' i zaproszona na koncert Brodki' - czytamy w artykule.
Kobieta twierdzi, że profesor wysyłał tego typu wiadomości do kilku studentek. Z jej relacji wynika, że chciał rozmawiać na przykład o muzyce, zapraszał na prywatne spotkania, pisząc: 'Z mojego punktu widzenia byłoby najfajniej, gdybym mógł Ciebie gdzieś zaprosić. Wtedy byśmy sobie na zupełnym luzie pogadali'.
Naftowi giganci strzelają sobie w kolana. To dla nas świetna wiadomość!
Co na to władze uczelni?
Studentki liczą na wyjaśnienie sprawy i przekonują, że nie chcą mieć zajęć z tym wykładowcą. Udało nam się porozmawiać z dr hab. Robertem Zakrzewskim, prorektorem do spraw studentów i jakości kształcenia UŁ. - Nie ma zgody na takie zachowanie w Uniwersytecie Łódzkim, dlatego szybko zareagowaliśmy na tę sytuację. Jesteśmy w kontakcie z władzami wydziału i dołożyliśmy wszelkich starań prawnych, aby to jak najszybciej rozwiązać. Sprawa jest w toku, więc na tym etapie nie mogę mówić o szczegółach - odpowiedział.
Prorektor zapewnił też, że wcześniej nie miał do czynienia z podobnym zdarzeniem. - W mojej kadencji po raz pierwszy słyszę o takiej sytuacji, dlatego ważne jest, żeby jak najszybciej wyjaśnić i zakończyć tę sprawę - podsumował.