Prezydent Lublina: Na razie podwyżki cen biletów nie przewidujemy. Sytuacja może się zmienić w maju
Reforma systemu podatkowego w Polsce - czyli Polski Ład - uderzyła w samorządy. Ich straty w PIT są ogromne, w Lublinie sięgają ponad 170 milionów złotych. Owszem, miasto dostało od rządu pewną rekompensatę, ale pokrywa ona tylko część utraconych dochodów. Czy to oznacza podwyżki cen biletów, zwolnienia urzędników albo zmiany miejskich opłat? Rozmawiamy z prezydentem Lublina, z wykształcenia ekonomistą, Krzysztofem Żukiem.
Prezydent Lublina, dr ekonomii Krzysztof Żuk: Tracimy na tym ponad 170 milionów złotych rocznie. To, co dostaliśmy jako tak zwaną rekompensatę, to 82 miliony złotych w tym roku. Tylko w kolejnym roku będzie ona [rekompensata] znacznie niższa. Można powiedzieć, że już tylko symboliczna. Nie pokryje utraconych dochodów, a to oznacza, że przyszłość jest opisana wielkim znakiem zapytania. Jesteśmy w sytuacji, w której powinniśmy planować, co będzie przez najbliższe 5-6 lat, a żyjemy tym, co jest dziś.
TOK FM: Panie Prezydencie, niejednokrotnie od prezydentów miast słyszymy, że są duże straty w budżetach samorządów w związku z wejściem w życie Polskiego Ładu. Jak to wygląda w Lublinie?
Jak to przełoży się na mieszkańców Lublina? Czy bierzecie pod uwagę na przykład podwyżki cen biletów albo miejskich opłat?
Nie założyliśmy w budżecie miasta podwyżek poza niewielkim podwyższeniem podatku od nieruchomości. Natomiast w innych kwestiach na dziś nie przewidujemy zmian - ani jeśli chodzi o ceny w komunikacji zbiorowej, ani opłaty za wywóz odpadów. Ale oczywiście nie oznacza to, że nie będziemy reagować podwyżkami na wzrost kosztów, a jednocześnie ubytek dochodów własnych.
Co konkretnie rozważacie?
Myślimy, aby w sposób wyraźny powiązać wzrost kosztów energii elektrycznej i kosztów paliw z nową taryfą [w komunikacji - red.]. Ale poczekajmy, bo nasz lubelski przetarg na dostawę energii elektrycznej będzie realizowany w maju. I wtedy dopiero dowiemy się, o ile drożej zapłacimy.
Czyli, jeśli dobrze rozumiem, do momentu rozstrzygnięcia przetargu, to jest do końca maja, mieszkańcy mogą spać spokojnie - ceny biletów nie wzrosną?
Tak, na razie podwyżek nie przewidujemy. Natomiast po rozstrzygnięciu przetargu zobaczymy, co z tego wyniknie.
Co z inwestycjami?
Nie jestem w stanie przewidzieć, w jakim stopniu będziemy kontynuowali strategię inwestycyjną i czy nie będziemy musieli ostro ciąć wydatków bieżących. Bo gdzie szukać oszczędności? W oświacie? W pomocy społecznej? W komunikacji zbiorowej? W tym roku rekompensujemy utracone dochody większym długiem, bo wyemitowaliśmy dodatkowe 100 milionów złotych obligacji.
Ten rok to większy dług, a co będzie w kolejnych latach?
Jest wiele niewiadomych. Przed nami kolejna perspektywa unijna i kolejne ponad 350 miliardów złotych, które mogą być dostępne dla samorządów. Ale jak mamy przedstawić zaktualizowane wieloletnie plany finansowe, skoro nie wiemy, co będzie w roku 2023, a tym bardziej w latach następnych?
A w wydatkach bieżących - jest jeszcze na czym oszczędzać?
Na razie sięgnęliśmy po najłatwiejsze rezerwy. Te najtrudniejsze to redukcja wydatków związanych z zadaniami, które realizujemy dla naszych mieszkańców. A są to przecież również zadania zlecone z administracji rządowej, na które nie otrzymujemy właściwie oszacowanej dotacji.
Czyli dokładacie z miejskiej kasy?
Zawsze staliśmy przed dylematem, czy pogorszyć obsługę mieszkańców i ograniczyć etaty - na przykład w Wydziale Komunikacji, korzystając wyłącznie z dotacji rządowej - czy też jednak dokładać środki własne, by obsługa mieszkańców była sprawna i szybka. Na dziś staramy się jeszcze wybierać to pierwsze rozwiązanie, ale co będzie za rok? Nie wiem. Na razie nie przewidujemy radykalnych cięć, bo w tym roku - jak wspomniałem - mamy wyemitowane obligacje i dzięki temu pewien oddech. Ale - jeszcze raz podkreślam - nie można żyć teraźniejszością. Musimy wiedzieć, co będzie w kolejnych latach, a tu podstaw do optymizmu nie ma.