,
Obserwuj
Lubelskie

"Prowadzę firmę prawie 30 lat, nigdy tak nie było. Ludzie czekają, a my ledwo przędziemy"

3 min. czytania
26.06.2023 16:21
- Rynek jest mocno niestabilny. Trudno przewidzieć, co się wydarzy - mówi nam jeden z przedsiębiorców branży drzewnej. Wszystko m.in. przez podwyżkę cen drewna w Lasach Państwowych, ale też zastój w inwestycjach i w budownictwie mieszkaniowym.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Janusz Barabas ma dwa składy drewna pod Lublinem i zakład tartaczny koło Krasnobrodu na Lubelszczyźnie. Jak mówi, w ostatnich latach nie miał problemów ze sprzedażą drewna. W mniejszych i większych gminach realizowane były najróżniejsze inwestycje i wszystko schodziło na pniu.

- W tej chwili jest zastój w budowlance. Podaż znacznie spadła. Deweloperzy budują, ale głównie w dużych miastach, a budowa domów jednorodzinnych spadła nawet o 50 procent - rozkłada ręce pan Janusz. Zwraca uwagę, że w branży jest od mniej więcej 30 lat i nigdy nie miał tak trudnej sytuacji.

Jak podkreśla, jeszcze rok temu klienci kupowali deski, krokwie czy więźby dachowe. Dziś chętnych do zakupu jest zdecydowanie mniej. - Myślę, że spadek sprzedaży wynika też z cen drewna. W tym roku w nadleśnictwie wzrosły o 30 procent - podaje.

Większość przedsiębiorców kupuje drewno głównie od Lasów Państwowych, choć te - jak słyszymy - zmieniły zasady sprzedaży. Przedsiębiorca musi teraz określić, ile - w danym roku - chciałby kupić drewna i jakiego (np. sosny, modrzewia czy olchy). Wcześniej przez lata było tak, że w dowolnym momencie można było zamówić oczekiwaną ilość i dostać ją we wcześniej ustalonej cenie. 

- Dostałem tak jakby połowę tego, o co wnioskowałem. Miesięcznie potrzebuję około 1200 metrów sześciennych drewna, a uzyskałem niecałą połowę - mówi Barabas.

Resztę - teoretycznie - mógłby sobie dokupić na wolnym rynku, a dokładniej na aukcjach organizowanych przez Lasy Państwowe. Tu ceny są najczęściej wyższe od tych pierwotnie gwarantowanych, bo aukcja odbywa się na zasadzie "kto da więcej".

Jeszcze rok temu ceny na aukcjach były bardzo wysokie (nawet dwukrotność ceny pierwotnie gwarantowanej), bo takie było zapotrzebowanie na drewno na rynku. Dziś spora część przedsiębiorców rezygnuje z udziału w przetargach. Nie robią zakupów na zapas, bo nie chcą mrozić pieniędzy. - Dziś nikt z nas nie potrafi przewidzieć, ile z zamówionego drewna uda się sprzedać, a ile nam zostanie. Rynek jest bardzo niestabilny - mówi Barabas. 

Tak było też ostatnio na Podkarpaciu, gdzie Lasy Państwowe wystawiły do sprzedaży 5516 metrów sześciennych drewna. Znalazł się zaledwie jeden chętny, który kupił tylko 5 procent oferowanej partii. 

Od innych przedsiębiorców również słyszymy, że w przemysł drzewny uderzył kryzys - inflacja i wysokie ceny prądu. - Dziś jest tak, że część wybudowanych domów stoi. Nie są wykończone, bo ludzie nie mają pieniędzy, by dokończyć inwestycję - mówi nam pan Andrzej, właściciel jednego ze składów.

- Część osób, to wiem od klientów, woli trzymać pieniądze w skarpecie, bo nie wiedzą, jaka przyszłość nas czeka. Najpierw pandemia, potem wojna w Ukrainie - to wszystko się nałożyło na obawy, co będzie dalej. I ludzie czekają. A my ledwo przędziemy - przyznaje. I dodaje, że w Polsce są już firmy drzewne, które trzeba było zamknąć, bo nie były w stanie przetrwać tej trudnej sytuacji w ich branży.