,
Obserwuj
Lubelskie

"Uczy się nas, jak leczyć, ale nie wiemy, jak uczyć". Lubelska uczelnia znalazła na to sposób

3 min. czytania
29.06.2023 11:45
Uniwersytet Medyczny w Lublinie prowadzi specjalny kurs dla wykładowców. Mają dowiedzieć się, co robić, aby zachęcić studentów do słuchania i nauki. - Część wykładowców mówiła, że nie potrafią przekazywać wiedzy - słyszymy od prorektora uczelni.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Nie każdy - nawet najlepszy lekarz - wie, jak skutecznie i w ciekawy sposób przekazywać wiedzę studentom. Stąd wziął się pomysł na specjalne kursy o tym, jak uczyć medycyny. - Jako personel medyczny w czasie studiów jesteśmy uczeni, jak zajmować i opiekować się pacjentami. Uczy się nas, jak leczyć, ale nie do końca tego, jak uczyć. A dziś coraz częściej podkreśla się, że to również jest pewna umiejętność, czyli andragogika - nauczanie osób dorosłych - mówi prof. Kamil Torres, prorektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. 

Jak dodaje, zaczęło się od Centrum Symulacji Medycznej. Część medyków nie do końca wiedziała, jak przygotować się do takich zajęć. - Aby prawidłowo przeprowadzić scenariusz symulacyjny, należy bardzo dobrze się przygotować, nabyć pewnych narzędzi dydaktycznych. Trzeba wiedzieć, na przykład jak przygotować scenariusz, jak opowiedzieć studentom, co się wydarzyło i komu mają pomóc, jak możemy następnym razem - w warunkach symulowanych - opiekować się pacjentem lepiej - wyjaśnia Torres. 

Na pierwsze kursy zgłosiło się ponad 300 osób - wykładowców z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. - Kurs był trzystopniowy, dotowany ze środków unijnych. Pierwszy poziom obejmował m.in. podstawowe teorie uczenia się w medycynie, podstawy konstruowania testów medycznych, ale również to, jak prawidłowo konstruować program nauki i dbać o to, by efekty uczenia były realizowane. Drugi stopień jest bardziej nastawiony na pogłębienie umiejętności i na kształcenie tych wykładowców, którzy w przyszłości mogliby kierować mikroprojektami naukowymi - tłumaczy dalej Torres.

Trzeci poziom to kurs "Master". - Chodziło o poznanie metod badawczych, według których chcemy badać pewne współczynniki w edukacji medycznej. My, jako medycy, opieramy się najczęściej na metodach ilościowych, na cyfrach, a tutaj - jeśli chodzi o efekty kształcenia - sytuacja jest bardziej skomplikowana. Tu, tak jak w naukach społecznych, trzeba użyć metod jakościowych - wyjaśnia nasz rozmówca.

Generatory treści piszą magisterki? 'Tylko naiwny student nie korzysta. Albo niedouczony'

Jak podkreśla, część wykładowców wprost mówiła, że nie potrafią przekazywać wiedzy i dlatego zapisywali się na kurs. - Dużo też było stwierdzeń, że dobrze, że taki kurs realizujemy, że lekarze mogą w nim uczestniczyć. Słyszałem też wielokrotnie, że kurs pomógł danej osobie w zrozumieniu jej roli jako nauczyciela - tłumaczy prorektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Kursy są realizowane w cyklu ciągłym, kolejne odbędą się po wakacjach. Na razie uczestniczyli w nich wyłącznie wykładowcy Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, ale to się może zmienić, bo powstaje coraz więcej kierunków lekarskich na wielu uczelniach, w tym m.in. w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (już od października). Niejednokrotnie wykładają i mają na nich wykładać na nich lekarze, którzy nigdy wcześniej nie zajmowali się dydaktyką, a wyłącznie leczeniem pacjentów. 

Ostatnio głośno było o jednej z uczelni na Śląsku, której studenci (studiujący za pieniądze) napisali listy m.in. do ministrów i Naczelnej Rady Lekarskiej, skarżąc się na poziom nauczania - o sprawie pisaliśmy na naszym portalu.

- Pan minister Przemysław Czarnek wielokrotnie był przez nas informowany o tym, jak szkodliwe może być otwieranie kierunków lekarskich w miejscach, które są do tego nieprzygotowane. Jeśli dziś dostajemy sygnał, że jest np. student, który nie chodził w ogóle na zajęcia, a otrzymał zaliczenie, to powstaje pytanie, czy ten student na takiej samej zasadzie będzie w przyszłości lekarzem? Nie możemy dopuszczać do takich sytuacji - mówił w TOK FM prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Łukasz Jankowski.