Plantatorzy malin zablokowali ulice. "Nie chcemy tu owoców z zagranicy''
W proteście na drodze krajowej nr 74 Kraśnik - Opatów brało udział ponad 100 rolników. Przechodzili przez przejście dla pieszych, jedynie co 5-10 minut przepuszczając pojedyncze pojazdy. Domagali się działań rządu, które poprawiłyby sytuację w ich branży. Jak mówili, przez brak odpowiednich regulacji polski rynek - tak jak w przypadku zboża - zalewa malina z Ukrainy, ale też m.in. z Mołdawii.
Rolnicy zablokowali w środę również dojazd do jednego z zakładów przetwórczych w Opolu Lubelskim. Zrobili to po tym, jak zauważyli tam tiry z ukraińskimi rejestracjami, w tym jeden z jagodami. - Nie godzimy się na to. My nie mamy gdzie sprzedawać, a oni przywożą owoce z innych krajów. Nikt tego nie bada, nie sprawdza. Nie wiemy, co będzie dodawane choćby do jogurtów - mówił jeden z protestujących. W ocenie plantatorów, w owocach mogą być niedopuszczalne u nas pestycydy i inne substancje. Jeden z rolników, Łukasz Cielma w internecie udostępniał relację na żywo z tej akcji.
Jak pisaliśmy już na naszym portalu, rolnicy mający plantacje malin alarmują, że cena owoców w skupie jest nie do zaakceptowania. Proponuje im się 3,50 - 4 zł za kilogram, a nawet jeszcze mniej. - Nie opłaca się zrywać, bo za rwanie trzeba tyle zapłacić ochotnikom. Mamy być stratni? - pytali.
"Nie dziwię się wkurzeniu rolników"
Katarzyna Ryniewska też ma plantację malin - dwa hektary w Kolonii Ostrów na Lubelszczyźnie. Jak mówi, proponowana cena jest zupełnie nierealna, nie oddaje kosztów produkcji. - Minimalnie to powinno być 8-10 złotych za kilogram maliny. Jak to się ma do tego, co się nam proponuje? Nie można tego porównać, tu po prostu się dokłada. Jak ktoś ma malinę zadbaną, tak jak w moim przypadku, to po prostu ją zbiera i oddaje za darmo albo próbuje gdzieś sprzedać wśród znajomych czy przyjaciół. Nie ma innego wyjścia - mówi pani Katarzyna.
Konsumenci nie wiedzą, że rolnikom proponuje się tak niskie kwoty, bo w sklepach małe opakowanie malin kosztuje 8-10 zł. - Tak nie może być. Nic innego nam nie pozostało, jak wyjście na drogi i pokazanie, że się na to nie zgadzamy - przekonuje nasza rozmówczyni. - Nie wiem, czy chłodnie są załadowane malinami z Ukrainy czy nie, ale fakt jest faktem, że cena jest jaka jest - dodaje.
Pani Katarzyna sama prowadzi też skup malin. Specjalnie w tym celu przygotowała nieużywaną dużą stodołę, która w tym roku stoi pusta. Zainteresowanie sprzedażą owoców - wśród rolników - jest minimalne. - Bardzo mało osób przyjeżdża. To jest garstka. Może około 100-200 kg dzisiaj kupię, a powinnam kupować koło 3-4 tony. Dlatego nie dziwię się wkurzeniu rolników. I też będę protestować - dodaje Ryniewska.
W internecie można znaleźć wiele ogłoszeń plantatorów, którzy oferują internautom, by przyjechali i zerwali maliny dla siebie, za symboliczną opłatą, a nawet za darmo. - Coraz częściej widzimy ogłoszenia, że rolnicy, którzy zajmują się produkcją malin, chętnie oddadzą swoje owoce tylko po to, by się nie zmarnowały - mówi poseł z Lubelszczyzny Krzysztof Grabczuk.