Miała oszukać 300 osób na ponad 30 milionów złotych. Jest akt oskarżenia w sprawie "agentki ubezpieczeniowej"
Na usługi Iwony K. dawali się nabrać księża, prawnicy, biznesmeni, lekarze i wielu innych. Kobieta namawiała ich na lokaty, które miały gwarantować duży zysk, nawet ponad 30 procent. Z naszych informacji wynika, że wpłacane jej kwoty opiewały na dziesiątki i setki tysięcy złotych. Jeden z klientów miał wpłacić milion na rzekomą lokatę inwestycyjną w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych.
Jest akt oskarżenia
Po kilku latach prowadzonego postępowania Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia. Według śledczych Iwona K. miała oszukać łącznie około 300 klientów z różnych części Polski na łączną kwotę ponad 30 milionów złotych. Kobieta miała dostawać pieniądze, opłacać część składek, zostawiając resztę kwoty dla siebie.
Agentka ubezpieczeniowa - bo za taką K. się podawała - została zatrzymana w listopadzie 2016 roku w Lublinie - w mieszkaniu, w którym się ukrywała. Dziś wiadomo, że stanie przed sądem nie tylko za oszustwa, ale również za pranie brudnych pieniędzy i podrabianie dokumentów. Ma w sumie ponad 400 zarzutów. Poza pojedynczymi klientami wśród pokrzywdzonych mają być też towarzystwa ubezpieczeniowe.
Co ciekawe, mężem Iwony K. był policjant. Jak pisał 'Dziennik Wschodni', miał zarzuty m.in. za to, że w wulgarny sposób przeganiał klientów żony ze swojej posesji. W trakcie postępowania utrzymywał, że byli w separacji.
Miała 'wielki dar przekonywania'
Jedną z klientek Iwony K. była pani Anna (imię zmienione), pracownica dużej, renomowanej korporacji. Mieszkała w Warszawie, ale odległość (K. działała na Lubelszczyźnie) nie stanowiła problemu. Miała odłożone kilkadziesiąt tysięcy złotych. O Iwonie K. dowiedziała się od znajomych. Przekonywali, że ma atrakcyjne oferty, gwarantuje duży zysk, jest uczciwa i solidna. Uwierzyła.
- Była bardzo otwarta, do tego bardzo energiczna, konkretna, zrobiła na mnie dobre wrażenie. Wydała mi się bardzo profesjonalną osobą. Od razu zaproponowała, abyśmy przeszły na "ty" - opowiadała nam kilka lat temu pani Anna. - Mówiła, że jej rodzina też ma takie polisy, że ona sama też w to inwestuje, że jeździ do klientów w całej Polsce - dodawała.
Inne osoby pokrzywdzone również mówiły nam, że to kobieta bardzo elokwentna, "o wielkim darze przekonywania". Miała nie być nachalna, nie namawiać do inwestycji, a jedynie sugerować, że warto. - Uległem jej słowom i straciłem środki - mówił nam jeden z wykładowców akademickich.
- Namawiano mnie, bym wpłaciła wszystko, co miałam. Ja jestem ostrożna, przeszukałam więc internet, ale nie znalazłam niepokojących opinii o Iwonie K., wprost przeciwnie, były same pozytywne. Dlatego wpłaciłam pierwsze pieniądze, na próbę. Obiecywany zysk był duży, ale nie na tyle duży, by wzbudzić podejrzenie. Nieco ponad 20 procent. Oferta była kusząca - opowiadała inna z pokrzywdzonych.
40-letniej dziś Iwonie K. za przestępczy proceder może grozić do 10 lat więzienia. Sprawę będzie rozpoznawał Sąd Okręgowy w Lublinie. Nad postępowaniem pracowali m.in. policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.