,
Obserwuj
Lubelskie

Niewybuch w Lublinie. Przygotowali dużą akcję ewakuacyjną, ale chętnych nie ma. "Na siłę nie zmusimy"

3 min. czytania
11.08.2023 10:43
Czternaście tysiecy osób miało być ewakuowanych z okolic ulicy Wrońskiej w Lublinie, gdzie w czwartek - na terenie budowanego osiedla - znaleziono duży niewybuch. Od 7 rano w trzech miejscach zbiórki podstawiono autobusy do ewakuacji. Ale - jak informuje reporterka TOK FM - wielu chętnych do ewakuacji nie ma.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Wszystko w związku z niewybuchem, znalezionym w czwartek na terenie budowanego osiedla mieszkaniowego przy ul. Wrońskiej. Miasto - w ciągu kilku godzin - zorganizowało akcję ewakuacyjną na bardzo dużą skalę, ale mieszkańcy nie byli chętni, by wziąć w niej udział.

Policjanci - wspólnie ze strażakami i funkcjonariuszami Straży Granicznej - jeszcze w czwartek wieczorem odwiedzali mieszkańców w domach, rozdawali ulotki, informowali o zagrożeniu i o ewakuacji. Ulotki pojawiły się też na ulicach i na przystankach. Komunikaty są również przekazywane w mediach.

Na miejscu ratownicy, psycholodzy, pracownicy MOPR

Zgodnie z planem, od godz. 7 w piątek w trzech miejscach pojawiły się autobusy z napisem "Ewakuacja". Mieszkańcy mieli być nimi przewożeni na stadion Arena Lublin, by tam przeczekać czas, w którym saperzy będą próbowali poradzić sobie z niewybuchem. Miasto szacuje, że potrwa to co najmniej do godz. 13.30-14. Na stadionie przygotowano dla mieszkańców kawę, herbatę, wodę. Są też ratownicy medyczni, psycholodzy, pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i Wydziału Zarządzania Kryzysowego.

Gdy odwiedziliśmy stadion tuż przed godz. 9, było tam sześć osób - cudzoziemcy, którzy przejęli się informacjami służb i postanowili się ewakuować. Pojedyncze osoby znalazły się też w autobusach. - Ludzie nie chcą opuszczać domów. Widziałam, że normalnie wychodzą z psami, wyglądają przez balkon, ale nie opuszczają mieszkań. Ja postanowiłam inaczej, bo jestem osobą starszą. Pamiętam wojnę i gdy słyszę o takim zagrożeniu, wiem, że jest realne - mówiła TOK FM pani Helena.

- Ja też nie mam zamiaru ryzykować. Trochę strach jest, bo nie wiadomo, co się może wydarzyć. Dlatego przyszłam do autobusu. Trzeba przeczekać ze względu na swoje bezpieczeństwo - dodała pani Maria, którą też spotkaliśmy w trakcie ewakuacji.

Miasto wyliczyło, że do ewakuacji może być ok. 14 tysięcy osób - tyle, jak wynika z danych ewidencji ludności, mieszka na potencjalnie zagrożonym terenie. Część z nich na pewno wyjechała, bo są wakacje, inni jadą do rodziny czy znajomych.

- Umówiłam się z koleżanką, że razem z dziećmi jedziemy do niej. Tam zjemy obiad i po prostu będziemy czekać na informację, że już można wracać do domu. Koleżanka mieszka w innej części Lublina, więc tam jest bezpiecznie - mówi pani Anna. Są też tacy, którzy przyznają, że w inny sposób zorganizują sobie czas - np. w galerii handlowej czy w parku.

Z rana czynny był jeszcze targ przy ul. Krańcowej, ale pracowało tylko kilka kiosków. Pozostałe były nieczynne. - Ludzie wiedzieli, że będzie ewakuacja i nie przyszli do pracy - mówił nam jeden z zarządców. Wszyscy ci sprzedawcy, którzy pojawili się rano z owocami, warzywami czy miodem, dostali wytyczne, że do godz. 10 musieli zamknąć swoje stoiska i też się ewakuować.

Na miejscu pojawiły się też psycholożki z Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie. - Staramy się uspokoić mieszkańców, normalizować sytuację, wesprzeć osoby, które mogą takiej pomocy potrzebować, ale też wyłapać osoby, które gorzej się czują, są zalęknione czy zaniepokojone. Rozmawiamy, mówimy o bezpieczeństwie i o tym, dlaczego ta ewakuacja jest potrzebna, tłumaczymy - mówi nam jedna z obecnych na miejscu specjalistek Kamila Murat-Rycek.

Co z tymi, którzy nie opuszczą domów?

Dariusz Krzysztofik, koordynator ze stadionu Arena Lublin i pracownik Centrum Zarządzania Kryzysowego mówi, że 'na siłę do ewakuacji nikogo zmusić się nie da'. - To jest własna odpowiedzialność - podaje.

Na miejscu wybuchu i w wyznaczonej przez miasto strefie zagrożenia jest około 200 żołnierzy i policjantów, w tym około 100 z wojsk obrony terytorialnej.

Ich rolą jest informowanie mieszkańców o konieczności ewakuacji, ale też zabezpieczanie terenu. Akcja saperów ma się zacząć około południa. Będzie im pomagać policja. Policjanci mają asystować saperom, gdy wydobędą niewybuch i będą go konwojować na poligon.