,
Obserwuj
Lubelskie

Były prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło z zarzutami. Bodnar zapowiada audyt spraw w prokuraturach regionalnych

4 min. czytania
16.02.2024 08:14
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Zbigniew Jagiełło (w oświadczeniu zgodził się na podawanie nazwiska) był prezesem Banku PKO BP od 2009 do 2021 roku. PiS - po zmianie władzy w 2015 roku - pozostawił go na tym stanowisku. Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w PKO BP było wszczęte po kontroli Najwyższej Izby Kontroli, która stwierdziła w banku "szkodę majątkową w wielkich rozmiarach, w wyniku nadużycia udzielonych uprawnień i niedopełnienia obowiązków", do czego miało dojść w latach 2011-2017.

Chodziło o niekorzystne finansowo dla banku klauzule, ujęte przy podpisywaniu umów z siedmioma osobami, zatrudnionymi na wysokich stanowiskach, głównie dyrektorskich. Umowy przewidywały wysokie odszkodowania w przypadku wypowiedzenia umów, a także duże ekwiwalenty za niewykorzystany urlop. Zbigniew Jagiełło usłyszał osiem zarzutów. Dotyczą wyrządzenia bankowi szkody wielkich rozmiarów.

- Podejrzany zawarł z pracownikami Banku PKO BP umowy, które były niekorzystne - z punktu widzenia interesów banku, a powodowały wypłatę nienależnych odpraw, nieuzasadnionych w żaden sposób ekonomicznie - tłumaczy prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie. W grę wchodziła strata finansowa rzędu 3,2 miliona złotych.

Ostatni z zarzutów dotyczy tego, że prezes PKO BP miał zgodzić się na to, by zatrudnieni na wysokich stanowiskach menadżerskich pracownicy nie chodzili na urlopy wypoczynkowe, mimo że pracodawca powinien je wyegzekwować. W efekcie, zgodnie z zawartymi umowami, dostali za to ogromne ekwiwalenty finansowe, w sumie na kwotę prawie 1,7 miliona złotych. Warto przy tym zaznaczyć, że sam Zbigniew Jagiełło otrzymał z tytułu kilkudziesięciu dni niewykorzystanego urlopu ponad 700 tysięcy złotych, bo też miał odpowiedni zapis w swojej umowie.

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

Były prezes się nie przyznaje, odmówił składania wyjaśnień. W oświadczeniu, które opublikował w mediach społecznościowych, wskazał m.in.: "Od kilku lat różne 'służby PiS' szukały na mnie haków zgodnie ze stalinowską zasadą 'dajcie mi człowieka', a paragraf się znajdzie".

"W końcu, w dniu 19 stycznia 2024 Prokuratura Regionalna w Lublinie, po ponad 4 latach śledztwa wydała postanowienie o przedstawieniu mi kuriozalnego zarzutu, że nie dbałem należycie o interesy majątkowe banku i przyznałem, wg Prokuratora nieuzasadnione, dodatkowe wynagrodzenie podczas rozwiązywania umów o pracę za porozumieniem stron dla 7 pracowników banku w latach 2011-2017. Oskarża mnie również o wypłacenie tym i innym pracownikom ekwiwalentu za nie wykorzystane urlopy!" - napisał były prezes PKO BP.

 "Zakładam, że w innych postępowaniach w sprawie działania na szkodę banku, jakie prowadziła/prowadzi ta Prokuratura, nie znaleziono na mnie innego 'haka', stąd ten kuriozalny zarzut, który w całości odrzucam i będę bronił mojego dobrego imienia oraz reputacji PKO Banku Polskiego" - napisał Jagiełło w serwisie LinkedIn.

Prokurator od akt w garażu odwołany. Bodnar wskazał już następcę

W Lublinie rozpoczął się audyt wszystkich "politycznych" śledztw, które w ostatnich latach były odłożone ad acta albo umarzane, z uwagi choćby na osoby, których dotyczyły.

Jak pisała "Gazeta Wyborcza", były prezes Prokuratury Regionalnej w Lublinie Jerzy Ziarkiewicz, zaufany człowiek Zbigniewa Ziobry, część akt trzymał w garażu przy budynku prokuratury. Chodzi m.in. o sprawę, w której przewija się nazwisko Łukasza Sz., biznesmena z Gliwic, prywatnie - brata byłego komendanta głównego policji w czasie rządów PiS Jarosława Szymczyka. Sprawa dotyczy mafii VAT-owskiej. Kolejna sprawa to np. postępowanie, w którym próbowano zatrzymać i postawić zarzuty Romanowi Giertychowi. Te akta też są obecnie analizowane.

Kilka dni temu wspólny list otwarty w sprawie "politycznych śledztw", które próbowano zamieść pod dywan napisali do ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego m.in. Lech Wałęsa, Władysław Frasyniuk, Janina Ochojska oraz przedstawiciele szeregu stowarzyszeń. "Jesteśmy przekonani, że jako nowy Prokurator Generalny ma Pan nie tylko unikalną możliwość, ale i moralny obowiązek, przeprowadzenia efektywnego przeglądu szeregu spraw o podłożu politycznym. Liczymy, że w przypadku śledztw, w których stwierdzone zostanie tzw. uzasadnione podejrzenie braku wystarczających podstaw oskarżenia, niezależni prokuratorzy podejmą odpowiednie kroki w kierunku ich zakończenia" - napisano w liście.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Adam Bodnar w swoim oświadczeniu, które jest odpowiedzią na ten list, zapowiedział audyt wszystkich takich spraw, w poszczególnych prokuraturach regionalnych. Wskazał przy tym, że apel, który otrzymał, jest przez niego traktowany "z największą powagą, ponieważ podpisali się pod nim obywatele i organizacje pozarządowe, których niekwestionowany autorytet społeczny, a także dorobek w walce o standardy praworządności i ochronę praw człowieka w czasie rządów PiS, zasługuje na najwyższe uznanie".

"W pełni podzielam przekonanie o konieczności przeprowadzenia efektywnego przeglądu i analizy spraw, w zakresie których zachodzą jakiekolwiek podejrzenia, że mogły być motywowane politycznie. Dotyczy to spraw wymienionych w skierowanym do mnie apelu, choć, jak Państwo zauważyliście, katalog ten nie jest zamknięty. Należy zwrócić przy tym uwagę, że zadanie dokonania takiej analizy jest wyzwaniem czasochłonnym i wymaga zaangażowania wielu prokuratorów na różnych poziomach. Sięgnąć należy bowiem po szeroki zakres licznych i kontrowersyjnych działań, które w czasie 8 lat sprawowania władzy przez polityków Zjednoczonej Prawicy prokuratura podejmowała wobec różnych grup społecznych oraz osób indywidualnych" - pisze w swoim liście otwartym prof. Adam Bodnar.

mmmm

Wskazuje, że do analizy spraw, które są na bardzo różnym etapie prowadzenia, "zostanie ustanowiony dedykowany zespół prokuratorski". Chodzi o sprawy takich prześladowanych przez władzę w ostatnich ośmiu latach grup, jak choćby osoby ze społeczności LGBT+, sędziowie, dziennikarze, przedstawiciele opozycji, ale też zwykli obywatele, którzy uczestniczyli w wielu protestach i byli za to karani.

"Nowo powołani prokuratorzy funkcyjni różnych szczebli przeprowadzą pilny audyt spraw o wskazanym w apelu charakterze, zarówno znajdujących się na etapie postępowania przygotowawczego, jak i na etapie postępowania sądowego. Powyższa weryfikacja będzie traktowana priorytetowo. Wyniki analizy pozwolą na sformułowanie wniosków w zakresie konieczności podjęcia dodatkowych czynności na etapie postępowania przygotowawczego lub weryfikacji dotychczasowego stanowiska oskarżyciela publicznego na etapie postępowania sądowego. Przywołane przez Państwa w apelu raporty, analizy, opracowania i publikacje, które powstały jako efekt monitorowania potencjalnie politycznie motywowanych działań prokuratury w poprzednich latach, będą w tym zakresie niezwykle istotnym źródłem wiedzy" - napisał Adam Bodnar.

Wskazał jednak jednocześnie, że każda sprawa musi być potraktowana indywidualnie i szczegółowo zbadana przez wyznaczonych śledczych. "Prokuratorzy dokonujący tych weryfikacji muszą mieć poczucie, iż nowe władze Prokuratury stoją na straży ich niezależności. Muszą mieć komfort analizy stanu rzeczy przy absolutnym braku nacisków na ich decyzje. Wszyscy musimy mieć poczucie wyższości litery prawa nad wszelkimi innymi potrzebami" - podkreślił Adam Bodnar.